W środę odebraliśmy z kliniki „naszą” kotkę, którą zwiemy „mamą”. „Mama” to dzika kotka miejska, pojawiła się pod biurem rok temu wraz z piątką
maluchów. Dwa najodważniejsze gdzieś przepadły, zostały trzy – czarno-białe kocurek
i koteczka oraz czarna koteczka. Młodzież udało się jesienią wyłapać i
wysterylizować, kocur znalazł dobry dom, dziewczyny żyją w osiedlowych
ogródkach, a od 8 do 15 mają szychtę u nas w biurze (mają swoje miski, kuwetę i legowisko). „Mama” była przebiegła na
tyle, że dwa razy wyjadła jedzenie z klatki łapki i nie dała się złapać.
Pisałam już (tutaj), że po zmianie klatki i zanęty z pomocą
Pani Kociary łapanka się udała. W środę „mama” wróciła z kliniki i została
wypuszczona w miejscu bytowania. I wcale nie obraziła się na nas, bo przyszła
szybko na taras, ba! Nawet weszła do biura. Wygląda na to, że przekonała się,
że człowiek nie jest taki zły (wcześniej była bardzo nieufna). Głaskać się nie
daje, jest ostrożna ale zarazem odważniejsza w kontaktach z nami.
![]() |
"Mama" odważnie zagląda do nas |
Razem z „mamą” w klinice była kotka Kalinka, przepiękna i dobrze
wychowana koteczka, która albo się zgubiła albo została wyrzucona. Zupełnie nie
radzi sobie w przestrzeni miejskiej i w relacjach z dzikimi kotami. Ze stresu
zaczęła się wylizywać – ma łysy brzuszek, ale po tygodniu w klinice sierść
zaczęła odrastać. Widać, że pobyt u weterynarza służy jej lepiej niż wolność w
mieście.
Kalinka nie może zostać w lecznicy i pilnie szuka domu.
Jeśli szukasz kota – to Kalinka już czeka na Ciebie – jest łagodna,
przyjacielska, wysterylizowana, odrobaczona, zdrowa - przebadana na wszystko
(nawet w kierunku nużycy) i ładnie korzysta z kuwety. Jeśli ktoś znajomy szuka –
powiedz mu o Kalince.
Tu jeszcze można zaleźć info o Kalince i telefony do jej tymczasowych opiekunów: FB i blog Kocie adopcje
![]() |
Ma cudowne futerko i wspaniale daje się głaskać (nie uciekała przed moją obcą ręką) |
Zdjęcia Kalinki autorstwa pani Grażyny.
kaspersky już nie krzyczy, więc pewnie nie ma :)
OdpowiedzUsuń