Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filcowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filcowanie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 maja 2014

Biały miś dla dziewczyny;)

Prawie gotowy mój biały filcowy miś. Poniżej etapy powstawania. Trochę dziobnięte palce,ale nie szkodzi,efekt wart tego. Mnie się podoba i mam nadzieję,że nowej właścicielce też przypadnie do gustu.

niedziela, 11 maja 2014

Koty lubią misie

Starsza kotka pomaga filcować misia.
Najpierw próbowała zjeść wełnę,potem chciała ukraść kulkę przgotowaną na głowę misia,a potem położyła się na wszystkim i ruszyć nie dała.

poniedziałek, 12 września 2011

Zaległości

Jakoś daleko mi do komputera ostatnio. Mam kilka zaległych postów.
Jedną z ważniejszych informacji, którą chciałam się podzielić jest powakacyjne wznowienie twórczych działań u Wiewióry.
Latem miałyśmy dwa plenery: jeden prywatny na Mazurach i drugi publiczny w Ogrodzie Botanicznym.
A teraz znów spotykamy się twórczo. Choć ostatnio więcej było gadania, to udało nam się zmobilizować i zabrać za filcowanie.

Oto początek
A reszta do zobaczenia u Wiewióry

A co w domu?
A w domu kocia wojna oraz wielkie grasowanie małej czarnej
To nic przy ostatnim wyczynie, którego już nie uwieczniłam na zdjęciach
"A jak spał, a jak spał taką grzeczną minę miał..."

wtorek, 19 lipca 2011

IX Festiwal Róż i Święto Kwiatów w Ogrodzie Botanicznym UW


Na zaproszenie Wiewióry spędziłam w ogrodzie dwa miłe dni filcując pod bardzo starym klonem. Miałyśmy mini pokaz filcowania na mokro.
Trafiło nam się dużo szczęścia, bo spotkałyśmy samych miłych ludzi, fajne dzieciaki zaciekawione bardzo filcem. Byli też chętni do zakupu naszych prac. Niektórym nie przeszkadzało nawet to, że prace są jeszcze mokre:)
Powstawały głównie broszki kwiaty (nawiązanie do święta, jakżeby inaczej!) oraz etui na komórki z motywami kwiatowymi.

Wróciłam do domu z kwiatami (róże i anturium), pełna radości, dobrych myśli, energii i... z zapaleniem migdałków. Tak, tak nie ma to jak pochorować się w środku lata. Niestety muszę brać antybiotyk, nie dało się inaczej;( I to mnie najbardziej smuci. Ale po 3 dawkach już jest dużo lepiej:)

piątek, 1 lipca 2011

Wszystko kwitnie

W ostatnią niedzielę zakwitły na mojej podłodze kwiaty:))) Tak, tak na podłodze, bo właśnie na podłodze wyłożonej folią malarską urządziłam sobie filcowanie połączone z seansem filmowym.
Samo oglądanie filmów to dla mnie strata czasu, ale już filcowanie i rzucanie jednym okiem na film, to czysta przyjemność:)
Obejrzałam: "Drżące ciało", "Facet, który gapił się na kozy" oraz "Slumdog - milioner z ulicy", a w tym czasie powstały takie oto kwiaty i kulki na mokro
Jeden z kwiatków już trafił jako prezent do prawie bratowej:) Mam nadzieję, że jej się choć trochę podoba.

czwartek, 23 czerwca 2011

Moja wyprawa do Łodzi

W minioną sobotę wsiadłam w autko i pojechałam sobie do Łodzi. To około 150 km ode mnie w jedną stronę, ale dałam sobie radę. Dumna jestem z siebie niesłychanie, bo tak na poważnie to dopiero od niedawna jeżdżę i dałam sobie radę sama w długiej trasie i w zupełnie obcym mieście!
W Łodzi byłam drugi raz w życiu (pierwszym razem przejeżdżałam przez miasto) i może to śmieszne, ale bardzo mi się podoba. Zachwyciłam się odmienną architekturą, klimatem, przestrzenią. Wiem, że widziałam tylko niewielki fragment tego miasta, ale to co widziałam zachęca mnie do kolejnego przyjazdu i do wycieczek po mieście.
A co robiłam w Łodzi? Ano odwiedziłam Strima Atelier. Trochę sobie poszyłam na overlocku, na randerce obrzuciłam sukienkę i ozdobnym wzorem w tulipanki obszyłam blezer. Bardzo miły pan wyjaśniał mi wszystko i cierpliwie tłumaczył. Teraz już trochę więcej wiem o overlockach, i o tym, że randerka to zupełnie coś innego niż overlock. Ale nadal nie wiem jak jest różnica między overem a coverem... Cóż dowiedzieć się muszę skoro planuję zakup. A że zakup poważny to cierpliwie przygotowuję się do niego.
Nie wiem, czy mogę pokazać fotki ze środka atelier, więc pokażę tylko maszynę, która mnie zaskoczyła
To maszyna do filcowania

A po szyciu spotkałam się z koleżanką z forum szyjemy po godzinach - Halą. To pełna energii miłośniczka haftów i patchworku. Niestety nie ma jeszcze bloga, więc nie podam linka do jej fantastycznych prac. Fajnie nam się rozmawiało, pokazywałyśmy sobie fotki naszych dzieł, odwiedziłyśmy pasmanterię i umówiłyśmy się na następny raz:) Jeszcze trochę z nią porozmawiam, a nawrócę się na patchwork;)))

środa, 22 czerwca 2011

Zaległości

Zrobiły mi się zaległości w publikowaniu postów, więc pozwólcie, że wrócę do poprzedniego tygodnia, w którym sporo się działo.

Kolejne spotkanie twórcze z Wiewiórą, jak zawsze super! A pojechałam tylko odebrać wełny i sznurki, które Wiewióra mi kupiła. A skończyło się na filcowaniu na mokro. I tak naprawdę dopiero teraz mnie wzięło na filcowanie, gdy dotknęłam wełny z merynosa... wcześniej używałam tylko wełny polskiej, dość twardej i szorstkiej. A merynos! Mówię Wam, rozkosz dla dłoni...
Spotkanie okazało się niezwykle obfite w gotowe filcaki, przynajmniej dla mnie.
Powstało etui na moją nowa komórkę (ale już je zastąpiłam etui od Gugi, bo jej jest ładniejsze i wygodniejsze od tego, które sobie zrobiłam) i pierwsza kulka zrobiona na mokro.

 Powstał rajski kwiat, a może dwa kwiaty? Jeszcze ich nie połączyłam i zastanawiam się jak je wykończyć. Tak się zaczyna
 
A tak po ufilcowaniu
 
A Wiewióra kręciła placki:)))
 
Tak kręciła, że ukręciła jej się piwonia i róża
 
Tak było w piątek, a w sobotę... w sobotę wsiadałam w autko i śmignęłam do Łodzi, ale o tym w następnym poście:) o ile mi bloger da dojść do głosu:)