piątek, 7 stycznia 2011

Z pól, łąk, lasów i z wody, czyli nasza tradycyjna wieczerza Wigilijna

Wiem, że już wiele osób pochowało świąteczne dekoracje w swoich mieszkaniach, ale ja jeszcze chcę nasycić się atmosferą Bożego Narodzenia i troszkę sobie powspominam.
Zapraszam na kulinarne zwiedzanie naszego stołu i małe odkrywanie historii mojej rodziny.
Babcia pilnowała, aby na wigilijnym stole nie pojawił się żaden produkt odzwierzęcy, masło, smalec, jajka, majonez i aby te produkty nie były dodawane do wigilijnych potraw. Teraz pilnują tego rodzice, potem ja będę tego pilnować.
W tym roku postanowiłam zrobić małą fotorelację, w ferworze nie udało mi się uwiecznić na zdjęciach wszystkich potraw, zwykle jest ich dwanaście.
Na początku były zimne przystawki (ryby w różnej postaci i w różnej ilości ):

1. Śledź w oleju – zawsze był, jest i będzie. W rodzinie Taty był podawany z ziemniakami, ale moim zdaniem ziemniaki w Wigilię są zbędne, często trafiają na nasze stoły, więc po co one jeszcze tego szczególnego dnia?

2. Śledź w rodzynkach i miodzie (pojawił się już chyba 10 lat temu i został). Kiedyś na jego miejscu był śledź marynowany (w occie), śledź sosie musztardowym lub śledź z grzybami (Dziadek M. lubił wypróbowywać różne przepisy).

3. Smażony karp (zawsze jest jakaś smażona ryba, pochodzi ze strony Taty).

4. Ryba po grecku (jest zawsze, też ze strony Taty).

5. Sałatka wigilijna z fasolą i kapustą – pyszna! Wprowadziła ją do świątecznego menu moja Mama, była na stole u jej babci (ciocia Zosia ją robiła). Składniki sałatki to: ziemniaki, fasola, kapusta kiszona, buraczki, cebula i olej.

6. Czasem pojawia się galantyna – tu galantyna ze szczupaka – lub ryby w galarecie. Jak pięknie powiedział mój brat: galantyna to nie moja bajka. Moja też nie, dobrze, że pojawia się tylko czasem.

Potem na stół wjeżdżają dania na ciepło:
7. czerwony barszcz z uszkami (jest zawsze). U mojej Babci ze strony Taty był z ziemniakami bez uszek, za to w barszczu było bardzo dużo grzybów.

8. Kapusta z grzybami (jest czasem, a czasem kapusta z grochem). Te potrawy wprowadził Tata po wigiliach w pracy, bo mu bardzo smakowały.

9. Kasza gryczana z sosem grzybowym – wprowadzone przez Mamę (danie to było w rodzinie jej Taty), zaś Babcia ze strony mojego Taty długo nie mogła się do tego dania przekonać, a jest pyszne! Długi czas zajmowało pozycję pierwszą w moim rankingu potraw wigilijnych.

10. Pierogi z kapustą i grzybami – są zawsze, są pyszne, u nas w uszkach i pierogach są różne farsze! Tu chcę pokazać jak wyglądały pierogi u mojej prababci (ze strony Mamy) – miały taką ładną, równiutką falbankę. W tym roku Mama była szczęśliwa, bo choć ciasto na pierogi odmówiło współpracy (a Mama jest ekspertem od pierogów), to na koniec zrobiło niespodziankę i pierwszy raz udało się Mamie zrobić taką falbankę, jaką robiła jej Babcia (według mnie Mamy szczypanka na trzy palce też jest ładna). Pierogi z kapustą i grzybami były w domu Babć ze strony Taty i Mamy, zaś w rodzinie Dziadka M. nie było tego dania.

11. Moja ulubiona zupa jagodowa, oczywiście niezabielana (była, jest i będzie, pochodzi od Babci strony Taty). Zabielanie zupy owocowej jest charakterystyczne dla południowej Polski (okolice Lublina, Sandomierza i nie wiem gdzie jeszcze). Jak nie było jagód, to mogła być wiśniowa lub inna owocowa. Zagęszcza się ją mąką ziemniaczaną. To jest mój nr 1.!!!

12. Kluski lub łazanki z makiem (były, są i będą). To ulubiona potrawa Brata, Mamy i Dziadka. Kluski (łazanki) z makiem były w rodzinach moich Babć, z tym, że u jednej kluski były w formie krajanki (oczywiście własnoręcznie robione). U Dziadka M. tej potrawy nie było na wigilię, jadło się je w inne dni np. w piątki lub w poście. Też były kluski w formie krajanki. W jego domu na Wigilię było za to inne danie z makiem – mleczko makowe ze sleżykami (drobne drożdżowe ciasteczka). Jadłam je pierwszy raz rok temu, dobre to było i pewnie jeszcze kiedyś powtórzymy.
13. Kompot z suszu w dzieciństwie nielubiany, a teraz wytęskniony. Pochodzi ze strony rodziców mojej Mamy.

No i okazało się, że przez galantynę, która była w ostatniej chwili robiona (bo sąsiadka, która miała być u nas na kolacji, wcześniej przyniosła Tacie szczupaka), zrobiło się więcej potraw. 
Kiedyś nie zawsze było to 12 potraw. Jadało się mniej i była to liczba nieparzysta, najczęściej pięć lub siedem potraw. I nigdy, w żadnej ze stron nie było tak popularnej kutii! U nas w Wigilię nie je się także ciast, ani nie pije alkoholu.

2 komentarze:

  1. Fajna relacja :) smakowita :) bardzo różnią się potrawy na stołach w Polsce. Widzę to choćby po tym co było na Wigiliach u babci od strony mojego taty a co jest w rodzinie Daniela. Różnice ogromne!!! także w potrawach wielkanocnych. Pozdrawiam i czekam na info kiedy wpadniesz z mąkami :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ale smakowitości, aż zgłodniałam jak na nie patrzę....

    OdpowiedzUsuń