Mój przełożony (o! jaki dobry człowiek!) pozwolił mi na 3 dni urlopu i miałam wolnego, że ho ho!
Robiliśmy sobie z Ziutkiem mały objazd po północno-wschodniej Polsce.
Na początek Szczytno, miasto do którego mam duży sentyment, choć powinnam mieć traumę, bo jako mała dziewczynka gubiłam się w nim. Właściwie to mnie tylko wydawało się, że się zgubiłam, bo Mama miała mnie cały czas na oku, ale wrażenie z perspektywy pięcioletniego dziecka było straszne. Ale traumy nie mam:) Lubię to miasto za klimat, za wspaniałą poniemiecką architekturę i to, że niby miasto, a jest takie spokojne i kameralne.
W samym środku miasta jezioro i perkozy, czyż to nie cudowne?
A pod Szczytnem kolejna sielanka
![]() |
Kowalik |
A pierwszy maja uczciliśmy nad Biebrzą w okolicach Goniądza
Ale aby nie było, że tylko się wczasowałam, to pokaże jaki sprzęt ujeżdżałam;)
A po ladzie pływały łabędzie:)
Nie ja je zrobiłam, ale ładne są:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz