Gdzie jest nitka zjedzona przez Nitkę?
A właściwie to gumka w nitce z zabawki przeznaczanej dla kotów. Zabawki zarówno dla dzieci, jak i dla kotów powinny być bezpieczne, a nie są!
Teraz mamy nerwy czy kota ciąć, czy jeszcze czekać? Zdążmy, przeżyje?
Sznurki i nitki są dla kotów śmiertelnym zagrożeniem, kto ma kota niech uważa.
Ten blog założyłam, aby nie uciekło zupełnie to, co się dzieje wokół mnie i to, co robię. Ma być też podglądem mojego życia dla bliskich, którzy są daleko. Chcę zamieszczać to wszystko, co robię w wolnym czasie, dużo tego nie będzie, bo wolnego czasu mam mało. Dlatego też chcę zapisywać sobie te cenne chwile. Zapraszam
czwartek, 27 czerwca 2013
poniedziałek, 13 maja 2013
Exodus
Poranny warszawski exodus - zamknięty odcinek metra, komunikacja zastępcza utknęła, ludzie wysiedli z tramwajów i szli sobie ulicą.
sobota, 11 maja 2013
Update pokwietniowy
Jak nazwa bloga wskazuje (mój wolny czas), gdy nie
mam wolnego czasu, nie ma mnie na blogu. Ostatnio jest takie szaleństwo, że
nawet wspomnień z kwietnia nie miałam kiedy zamieścić. Spóźnione zamieszczam
teraz.
Były święta pyszne, w czasie których dogodziłam
sobie kulinarnie – nie wszystko załapało się na fotki.
Tradycyjnie obchodzimy święta podwójnie: zaczynamy
śniadaniem z Ziutkową rodziną, a potem jedziemy do mojej. Tu stół u Ziutka
Nitka stoi na straży;)
Pierwszy raz gotowaliśmy biały barszcz i pierwszy
raz gotowaliśmy dla 8 osób! Ciężko dosmakować w wielkim garze, gdy gotuje się
tylko dla 2 osób. Ale udało się, zupka zjedzona do dna:)
A tu u moich rodziców:
Zaszalałam z ciastami i upiekłam (z pomocą Ziutka,
jako kuchcika):
Poza tym: przekładaniec orzechowy (mniam! Nie tylko
dla mnie mniam), mazurek pazurek, mazurek figowy, mazurek bakaliowy.
Sąsiadka: karpatkę i piernik.
Ile wyszło? 12! Takie święta lubię!
Poza tym były własnej produkcji mięska, galaretki i
sałatki.
A za oknem cicho padał sobie świeży kwietniowy
śnieg.
Pierwsze pół roku obfituje w mojej rodzinie w
urodziny i jubileusze. W tym roku w roli prezentów występują czekoladki
wszelkiej maści. Babcia i Dziadek z okazji swych 80. urodzin otrzymali
czekoladowe telegramy.
Na zdjęciu czekotelegram Dziadka – Babciny nie
załapał się na zdjęcia (zaszybko zniknął).
W moje ręce trafił zestaw czekoladek Karmello
(pycha!)
Ale nie wyczystko w kwietniu było takie słodkie –
powalił nas rotawirus. Oj nie było wesoło! Mnie dodatkowo rozłożyło infekcja górnych
dróg oddechowych i wylądowałam na L4. Moje chorowanie wyglądało jednak tak, że
swoja pracę i tak zrobić musiałam i leżałam z lapem od godziny 9 do 22. Do dziś
jestem wściekła na siebie, że takim frajerem jestem i daję się wykorzystywać.
Gdy tak sobie leżałam przy pracy, na balkon zawitał
miły gość: dzięcioł. Zza firanki próbowałam go sfotografować, ale spostrzegł
mnie i uciekł. Moja kotka Nitka bardzo za nim płakała.
Wzięliśmy udział w Dniu Ziemi i odwieźliśmy do
stolicy nasze elektrośmieci – dwa komputery, monitor, klawiaturę, myszki,
komórki i ładowarki. Dostaliśmy za to 4 roślinki – kosodrzewinę, bukszpan, tuję
i bratka. Wszystkie pięknie rosną. A po spełnionym dobrym uczynku względem
Ziemi pojedliśmy i popiliśmy wraz z przyjaciółmi w restauracji indyjskiej Ganesh.
I kolejny raz dogodziłam sobie kulinarnie w kwietniu, kocham bowiem takie smaki.
Mango lassi i Rubani drink (rozgrzewający napój z imbirem, miodem i trawą
cytrynową)
Kukad Samosa (smażone
pierożki z kurczakiem) i Besani Roti Missi (placek z
mąki z cieciorki)
I oczywiście dla Ziutka "Kawa się nadawa" z jabłuszkiem:)
A w domu gościła zupa z ciecierzycy ze szpinakiem
(przepis tutaj)
Następny update pewnie w czerwcu:)
piątek, 5 kwietnia 2013
Kwiecień
Kwiecień plecień,bo przeplata,trochę zimy... i jeszcze trochę zimy...
Nie, to nie jest Polana Jakuszycka, to Mazowsze!
Wczoraj jeszcze udało mi się pobiegać na biegówkach.
Super zima, zapamiętam ją na długo. Tak, jestem odszczepieńcem, jako jedna z nielicznych jestem zadowolona ze śniegu. Ale już dość. Pszczół szkoda.
Nie, to nie jest Polana Jakuszycka, to Mazowsze!
Wczoraj jeszcze udało mi się pobiegać na biegówkach.
Super zima, zapamiętam ją na długo. Tak, jestem odszczepieńcem, jako jedna z nielicznych jestem zadowolona ze śniegu. Ale już dość. Pszczół szkoda.
niedziela, 24 marca 2013
Przeganialiśmy zimę, a kysz!
Marzanna powstała w garażu i była bardzo ekologiczna: z dwóch patyków, słomy, sznurka konopnego i bibuły. Była piękna, jak zima, którą żegnaliśmy. Miała spódniczkę, staniczek i wstążki na głowie.
Zanieśliśmy ją nad rzekę, podpaliliśmy rytualnie i wrzuciliśmy do wody. Szybko zniknęła, oby tak było z zimą.
Jak obyczaj nakazuje wracaliśmy do domu inną drogą, by się zima nie zawróciła.
A potem otworzyliśmy sezon ogniskowy ? upiekliśmy kiełbaski, które zostały pożarte z musztardą diabelską Ziutka.
Wiosno przybywaj! Jesteśmy już gotowi!
Zanieśliśmy ją nad rzekę, podpaliliśmy rytualnie i wrzuciliśmy do wody. Szybko zniknęła, oby tak było z zimą.
Jak obyczaj nakazuje wracaliśmy do domu inną drogą, by się zima nie zawróciła.
A potem otworzyliśmy sezon ogniskowy ? upiekliśmy kiełbaski, które zostały pożarte z musztardą diabelską Ziutka.
Wiosno przybywaj! Jesteśmy już gotowi!
środa, 20 marca 2013
Burda 4/2013
Właśnie przed chwilą był listonosz i przyniósł mi kwietniową Burdę. W kioskach ma być w piątek, więc spodziewałam się jej dopiero w poniedziałek, a tu proszę! Jakie miłe zaskoczenie:)
Na ten numer ostrzyłam sobie zęby, jest tam przynajmniej 6 modeli, na które od razu bym się rzuciła, ale pan listonosz zapomniał mi przynieść dodatkowych kilku godzin.
Pierwszy do Burdy dopadł Ziutek i już wytypował swoje modele (na szczęście wiele pokrywa się z moimi typami). Dobrze, że nie dobija mnie już pytaniem: to kiedy uszyjesz?
Nie wiem, kiedy teraz siądę do maszyny:( usycham bez szycia, bo jak głosi motto ostatniego konkursu Łucznika "pasja życia bierze się z szycia". Bez szycia to jedna wielka czarna dziura, otchłań bez dna i smutek wielki ogarniają moją duszę.
Także i przez brak czasu mało mnie w blogowej sferze, a posty zamieszam przez... mail. Teraz testuję wysyłanie maili z komórki. Może się uda?
Na ten numer ostrzyłam sobie zęby, jest tam przynajmniej 6 modeli, na które od razu bym się rzuciła, ale pan listonosz zapomniał mi przynieść dodatkowych kilku godzin.
Pierwszy do Burdy dopadł Ziutek i już wytypował swoje modele (na szczęście wiele pokrywa się z moimi typami). Dobrze, że nie dobija mnie już pytaniem: to kiedy uszyjesz?
Nie wiem, kiedy teraz siądę do maszyny:( usycham bez szycia, bo jak głosi motto ostatniego konkursu Łucznika "pasja życia bierze się z szycia". Bez szycia to jedna wielka czarna dziura, otchłań bez dna i smutek wielki ogarniają moją duszę.
Także i przez brak czasu mało mnie w blogowej sferze, a posty zamieszam przez... mail. Teraz testuję wysyłanie maili z komórki. Może się uda?
sobota, 2 marca 2013
Styczeń 1863
Tydzień temu wybraliśmy się na wystawę z okazji rocznicy wybuchu Powstania Styczniowego. Był to przedostatni dzień wystawy, także cieszę się, że udało nam się jeszcze załapać.
Nie była to zwykła wystawa, ale "Gra o niepodległość". W labirynicie odkrywaliśmy Polskę sprzed 150 lat, wczuwaliśmy się w ówczesną rodzinę, która walczyła o niepodległość, rozwiązywaliśmy zadania i śledziliśmy losy "swojej" rodziny, i na koniec mieliśmy odkryć, jak nazywała się nasza rodzina.
Dla dorosłych były do wyboru trzy rodziny i trzy różne zadania. Dla dzieci była uproszczona karta z zadaniami.
Nie udało mi się rozwiązać wszystkich zadań, ale i tak po wystawie zostało mi więcej w głowie o Powstaniu niż po zwykłej lekcji w szkole. Rodzina, której losy śledziliśmy, to rodzina Jeziorańskich.
I coś dla pań: suknia z epoki
Nie była to zwykła wystawa, ale "Gra o niepodległość". W labirynicie odkrywaliśmy Polskę sprzed 150 lat, wczuwaliśmy się w ówczesną rodzinę, która walczyła o niepodległość, rozwiązywaliśmy zadania i śledziliśmy losy "swojej" rodziny, i na koniec mieliśmy odkryć, jak nazywała się nasza rodzina.
Dla dorosłych były do wyboru trzy rodziny i trzy różne zadania. Dla dzieci była uproszczona karta z zadaniami.
Nie udało mi się rozwiązać wszystkich zadań, ale i tak po wystawie zostało mi więcej w głowie o Powstaniu niż po zwykłej lekcji w szkole. Rodzina, której losy śledziliśmy, to rodzina Jeziorańskich.
I coś dla pań: suknia z epoki
Subskrybuj:
Posty (Atom)























