Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie blogowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie blogowe. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 października 2015

Co z tym blogiem?



Co z tym blogiem mam zrobić? Takie pytanie nasuwa mi się od kilku tygodni. Niewiele na nim się dzieje, nie pałam już taką chęcią zamieszczania postów jak kiedyś. Mam przygotowanych kilka wpisów, ale nie przygotowałam do nich zdjęć. Jeden z nich czeka już od… stycznia! Odczuwam niemoc blogową i rozsądnie byłoby zamknąć blog i pozbyć się wyrzutów sumienia, że leży odłogiem.
Znalazłam inne miejsca w sieci, które mnie zafdacynowały. Mam tam swoje profile i często zaglądam. Jestem na Instagramie (tutaj) , a ostatnio rozgryzam Pinterets.
Zmiany w życiu
Ponad rok temu pożegnałam moją ukochaną, choć bardzo absorbującą pracę (nie zrobiłam tego zupełnie dobrowolnie) i wydawało mi się, że jak będę mieć nową to będę mieć popołudniami tyle wolnego czasu i będę tyle robić, że ho ho! A tu nic z tego. W poprzedniej pracy miałam dni (i noce), gdy pracowałam w domu, jeździłam w teren i w końcowym okresie dwa razy w tygodniu do biura. Przesiadka z prawie wolnego zawodu do pracy czysto biurowej okazała się nie taka łatwa i nie lekko mi się odnaleźć w życiu stale zabiurkowym. A przez to i w codziennym prywatnym też.
Różne smutki
Choć nowa praca była dla mnie wybawieniem, to po odejściu z poprzedniej dopadł mnie smutek i kryzys. I w tym czasie trafiłam na kilka fantastycznych blogów, które podnosiły mnie na duchu.
Pierwszym z nich był zamknięty już blog Uli - Sen Mai, na który trafiłam dzięki Maknecie z bloga Drobiazgi Maknety.
Jak to z blogami bywa, kolejne ciekawe znajduje się je jakby się szło po sznurku. Ula organizowała zabawy blogowe (kilka razy i ja wzięłam w nich udział) i właśnie podczas takiej zabawy, w której  zadaniem było podać linki do ulubionych blogów trafiłam na blog Edyty Zając. I właśnie ten blog był moim hitem ostatniego roku. Zachwycił mnie on tak bardzo, że zaczęłam robić notatki i wiele z jej pomysłów wprowadzać w nasze życie. Edyta właśnie publikowała jesienną wersję swojego planera. Spróbowałam i ja zrobić swój planer i nawet mi się udało i korzystałam z niego w pierwszym kwartale tego roku (a potem trzeba było go zmodyfikować).
Zmiana planów
Gdy już wszystko zaczęło fajnie trybić, gdy spisaliśmy sobie plany i cele na nowy 2015 rok, okazało się, że mamie mojego męża zostało niewiele życia. Mąż przeniósł się do niej, a ja dojeżdżałam gdy miałam wolny weekend. Znów blog Edyty pomagał mi przetrwać ten trudny czas, samotne siedzenie w mieszkaniu, godziny w samochodzie (230 km w jedną stronę) i ostatnie chwile z mamą.
W czerwcu pożegnaliśmy ją. Pogrzeb odbył się w naszą 10. rocznicę ślubu.
Nowe życie, nowe plany
Od czerwca próbujemy odnaleźć się w nowej rzeczywistości, ale jest nam trudno. Nie możemy ogarnąć się z prostymi sprawami. Nie odżywiamy się zdrowo (tak, tak nawet chodzimy do fastfooda na M.), nie ćwiczymy i mamy prawie stale bałagan, który doprawiają obecnie trzy koty.
Pod koniec września udało nam się wyjechać na urlop wypoczynkowy, wróciliśmy z mocnym postanowieniem poprawy, ale niestety dopadało mnie przeziębienie. Jestem w tej chwili na zwolnieniu, czuję się już lepiej i jak tylko wydobrzeję, bierzemy się w garść. Mamy sporo planów i kilka domowych projektów, które czekają na realizację.
Kto dobrną do końca wpisu nich mocno trzyma kciuki, aby nam się udało.

piątek, 26 czerwca 2015

Lato (WB5)

Lato to dla mnie zieleń i błękit. Przestrzeń i wolność.
Z tą wolnością to już trochę gorzej odkąd człowiek pracuje, ale w sercu żywe są wspomnienia szkolnych wakacji i beztroski.
Fotka powstała na krajowej siódemce w drodze do Olsztyna na progu lata 2014. Miałam super humor, to był czas radości i nadziei na lepsze jutro. Zdjęcie oddaje te uczucia i przypomina miłe chwile.

Czego nikt nie powie Ci o blogowaniu (WB4)

Zamieszczam spóźnione czwarte zadanie z wyzwania blogowego Uli.
Czego nikt nie powie Ci o blogowaniu.
Blogować zaczęłam w czerwcu 2010 roku zainspirowana blogami moich przyjaciółek mieszkających daleko ode mnie. Blog miał być dla mnie prezentacją tego, co u mnie dla bliskich, którzy są daleko. Miał być też pamiętnikiem mojej kreatywności, bo wtedy sporo szyłam. Przez te 5 lat powstał mój drugi blog poświęcony mojej diecie i naszej kuchni, bo nie chciałam mieć wszystkiego w jednym worku. W tym roku doszedł kolejny temat - nasza działka - i też dostał swego bloga.
Gdy zaczynałam miałam internetowy pamiętnik i byłam szczęśliwa, ale pojawiły się konkursy na bloga roku, profity z prowadzenia blogów, a ostatnio szał na blogi profesjonalne. Nikt nie powiedział, że może pojawić się apetyt na te specjały i że może być przykro jak się tego tortu nie liźnie.
Cóż, takie życie, nie wszyscy robią i mają wszystko, trzeba cieszyć się z tego, co się ma. A co mam? A mam satysfakcję, że wytrwałam w blogowaniu już 5 lat, mam blisko pół tysiąca wpisów o ważnych dla mnie sprawach w tym czasie, mam blogowych znajomych.
Nikt nie uprzedził mnie też, że będę mieć tyle frajdy przy czytaniu starych notek. Ostatnio czytałam mężowi wpisy sprzed trzech lat i kwiczeliśmy ze śmiechu, odżyły wspomnienia.
Moje blogi są moim światem, pamięcią zewnętrzną i radością (bo nie spinam się, że nie mam super notki dla moich czytelników). Jeśli ktoś znajdzie tu coś dla siebie będę się cieszyć dodatkowo.

środa, 24 czerwca 2015

Ulubiony kolor (WB3)

Trzeci dzień wyzwania u Uli, w którym zadaniem jest pokazanie ulubionego koloru.
Lubię wszystkie kolory i dlatego prezentuję tęczową flagę.
Wisi ona na tablicy korkowej za moim biurkiem. Kolega był służbowo w Estonii a tam trafił na paradę LGBT i przywiózł flagę ma pamiątkę.

poniedziałek, 22 czerwca 2015

10 najpiękniejszych chwil w moim życiu (WB1)



Ula z bloga Sen Mai po raz ostatni zorganizowała wyzwanie 5 dni do lepszego bloga. Kilka razy już brałam udział w jej wyzwaniach (tutaj i tutaj  pierwsze dni wyzwań).
Postanowiłam na koniec znów dołączyć do zabawy.
Dziś 10 najpiękniejszych chwil w życiu.
Cóż, w sumie mam udane życie i bardzo ciężko mi wybrać te 10 najpiękniejszych chwil, ale spróbuję.
1. Gdy Tata przywiózł mi na zielonym rowerze brązowego szczeniaczka.
2. Narodziny mojego brata – bardzo chciałam mieć brata.
3. Zdanie matury i moment, w którym zobaczyłam, że zdałam najlepiej w klasie i jestem zwolniona egzaminów ustnych.
4. Jazda z Witkiem na motocyklu – Witek to kolega kolegi rodziców, zawitał do nas parę razy przenocować i przewiózł mnie po okolicy. Za pierwszym razem Yamahą Drag Star a za drugim już Harleyem. Super! I ten mój warkocz powiewający na wietrze…
5. Moje urodziny w Niemczech, gdy rodzina, u której mieszkałam zabrała mnie na kręgle i zrobiła mi niespodziankę zapraszając moją przyjaciółkę Swetę. Byłam w szoku jak ją zobaczyłam – skąd oni ją znali? Nie mogłam dojść do siebie i ciągle pytałam: Was machst du hier? Was macht sie hier?
6. Wyjazd do Paryża z moim mężem (jeszcze wtedy nie byliśmy małżeństwem).
7. Pustynia Błędowska jesienią – wracając z podróży służbowej zajechaliśmy tam z moim przełożonym dosłownie na chwilę zrobić fotki.

8. Spacer nad oceanem gdzieś we Francji (fotki tutaj).
9. Pobudka pod wieżą Eiffla – inna podróż służbowa, zasnęłam podczas jazdy, obudzono mnie  o  północy, myślałam, że jesteśmy już pod hotelem, a to było pod wieżą – poszliśmy na spacer po Paryżu.
10. Relaks w Druskiennikach i jakże ulotne i nietrwałe wrażenie, że jest wspaniale...

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Wyzwanie książkowe

Znów dzięki Maknecie dowiedziałam się o ciekawym wyzwaniu. Tym razem dotyczy ono książek, a organizowane jest przez KassWarz z bloga Achy ochy z książką. Polega na wybraniu ze swojej półki 12 zalegających i nieprzeczytanych książek i przeczytaniu ich w tym roku.
Na zdjęciu mój zbiór. Czy dam radę przeczytać? Szanse nikłe, bo czytam głównie w pociągu, a te lektury ze względu na gabaryty na podróż się nie nadają. Ale kto wie może uda mi się jakoś?

sobota, 13 grudnia 2014

Świąteczny zapach (WB 5)

Wczoraj był ostatni dzień grudniowego wyzwania u Uli. Z poślizgiem zamieszczam fotkę zapachu, który kojarzy mi się ze świętami. To zapach pierników, choć w moim rodzinnym domu nigdy nie zdążyliśmy go upiec, ale był w planach właśnie dla zapachu.
Rok temu powstała mała tradycja - na początku grudnia pieczemy wspólnie ze znajomymi pierniki. Tydzień temu odbyło się wspólne pierniczenie. Powtórzyłam przepis zeszłoroczny - wegańskie i bezglutenowy w oryginale u mnie były z miodem. Są pyszne!

czwartek, 11 grudnia 2014

Grudniowa lista muzyczna (WB 4)

Dziś kolejny dzień wyzwania blogowego Uli - grudniowa lista muzyczna.
Tego roku przygyrwa mi Chris Rea chwytającą piosenką Driving Home For Christmas. Również innych jego piosenek słucham - rok temu dostałam podwójny album od Mikołaja. Dziękuję raz jeszcze!



I przypomniał mi się jeszcze jeden świąteczny kawałek, który lubiłam i czasem gdzieś w mojej głowie jeszcze zabrzmi. Po tylu latach! Kto by pomyślał?!
New Kids on the Block - "Mery, Mery Christmas"


O "Last Christmas" to nie będę już pisać, bo bez tego święta jak bez Kevina:)

Dekoracja (WB 3)

Dziś w ramach wyzwania Uli prezentuję moja dekorację, nie świąteczną, ale adwentową. Miałam pokazać ją wczoraj, jednak obowiązki mi przeszkodziły. O drugiej w nocy, gdy skończyłam już i tak był kolejny dzień, więc dałam sobie spokój i zamieszczam teraz.
Jestem bardzo zadowolna z tej dekoracji. Prosta, wręcz ascetyczna ale mi pasuje. Przy kolacji podpalamy świeczki i cieszymy się.

wtorek, 9 grudnia 2014

List do św. Mikołaja (WB 2)

Drogi Święty Mikołaju!
Ostatni rok był pełen niespodziewanych zwrotów akcji. To, co sobie wymarzyłam na te święta to wiem, że już mi nie przyniesiesz. Choć okoliczności mało sprzyjały, to przez ostatni rok byłam bardzo grzeczna i cierpliwa. A dobrze wiesz, że moja cierpliwość była mocno wystawiana na próbę. I choć mnie ręka swędziała, a pewnym osobom przydałby się porządny łomot, to się powstrzymałam:)

Tak naprawdę to nic mi nie potrzeba, poza tym, że chciałabym Mamę, Tatę, Dziadków, Brata, Bratową i Męża przy jednym stole w Wigilię oraz urlop 23 i 24 grudnia:) Wiem, że to niemożliwe, więc może być coś na pocieszenie:
pistacje (dużo pistacji!)
sezamki
makaron bezglutenowy (i bez ryżu)
olej kokosowy (taki spożywczy)
zestaw do suszi (taki zwykły najtańszy, np. z Biedronki;), bo nie wiem, czy mi posmakuje)
metalowe sitko do przecierania zup kremów
golarka do swetra z kablem (nie na baterie)
pokrowiec na deskę do prasowania o wymiarach 110 cm x 30 cm
obrus na stół o wymiarach 80 cm x 135 cm, a po rozłożeniu 122 cm x 135 cm
nóż do otwierania kopert
podkładka pod mysz, jakaś ładna, może być np. z kotem:)
futerał do Samsunga Galxy S II (taki zamykany na klapkę)
olejek lawendowy i różany (taki do masażu i do kominków do aromatoterapii)
malutki (malutki!) kominek do aromaterapii w neutralnym kolorze
puder prasowany INGLOT nr 14
tusz do kresek czarny (tani, bo po kilku razach może pójść do kosza, ze względu na infekcje oczu)
cienie do powiek INGLOT lub Yves Rocher: szarości, brązy małe opakowania, takie w delegacje;)
blendę fotograficzną
Książki:
Anny Onichimowskiej (coś dla dorosłych, bo jakiś czas temu coś wydała)
Annie Bruce "Kot doskonały"
Clarie Bessant "Zaklinacz kotów"
Desmond Morris "Dlaczego kot mruczy"
Piotr Orawski "Lekcje muzyki"
McGregor Heather "Poradnik dla ambitnych kobiet"
Płyty:
Stare Dobre Małżeństwo ("Makatki", "Niebieska tancbuda", "Czarny blues o czwartej nad ranem")
Dorota Miśkiewicz ("Ale", "Caminho")

A dla mojego męża (był grzeczniejszy niż rok temu, więc za poprawę coś by się przydało):
pistacje
gorzką czekoladę
białe wytrawne wino (do potraw)
zwykłe solniczka i pieprzniczka, bo te, które mieliśmy skończyły swój żywot
staroświecki młynek do pieprzu
samolot

I wyszła mi lista od Sasa do lasa:) Masz w czym wybierać, ale Mikołaju proszę bez szaleństw, bo kryzys jeszcze nie minął.


To mój prawdziwy list do Mikołaja, wyszła pokaźna lista. W rodzinie przesyłamy sobie swoje listy do Mikołaja. Kiedyś uważałam, że najlepsze są prezenty niespodzianki, ale moja przyjaciółka Swietlana zmieniła moje podejście. Nauczyła mnie robić listę życzeń, nawet na urodziny i przekazywać bliskim. Lista ma być tak stworzona, aby obdarowujący miał w czym wybierać i mógł dostosować prezent do zasobności portfela. To też ogranicza ilość nietrafionych prezentów i wciąż jest szansa na niespodziankę. Wiemy, że dostaniemy coś z listy, ale nie wiemy co i jaki dany punkt zrealizuje osoba obdarowująca.

List ten zamieściłam, bo biorę udział w wyzwaniu Uli i dzisiejszym tematem był właśnie list do św. Mikołaja. A po Świętach dam znać, jaką niespodziankę sprawił mi Mikołaj:)

Ulubiona tradycja świąteczna w moim domu (WB1)



Przesiadłam się z diabelskiego młyna na karuzelę. Niby spokojniej, ale wciąż się kręci. Tak mogłabym opisać moje ostatnie miesiące. A miało być spokojniej… Cóż, trzeba jakoś to przetrwać i aby sobie trochę umilić ten czas, biorę udział w wyzwaniu Uli.
Dziś pierwsze zadanie ulubiona tradycja świąteczna.

O tradycyjnych potrawach na naszym stole pisałam tutaj i przez ostatnie lata niewiele się zmieniło.
Choinkę ubieramy w Wigilię (chyba tylko raz ubraliśmy wcześniej, gdy wyjeżdżaliśmy do pradziadków na Wigilię), w Wigilię nie jemy ciast, nie pijemy też alkoholu, mamy zawsze dodatkowe nakrycie, które przez te wszystkie lata przydało się tylko raz. Tak, raz zapukał do nas sąsiad (nigdy wcześniej tego nie robił) i już go nie wypuściliśmy.
Od kilku lat tradycją jest, że Wigilię spędza z nami sąsiadka, która rodzinę ma daleko. Zawsze opowiada te same historie o talerzach z „dektury” i śpiewa lub recytuje w języku swojego dzieciństwa, czyli po niemiecku.
Prezenty zbierane są do wielkiego wora, który trafia pod choinkę. Po kolacji „śnieżynki” w mikołajowych czapkach (brat i ja lub mój mąż i ja) dzwonimy dzwonkiem, nurkujemy pod choinką i wyciągamy kolejne podpisane paczki. Aby odebrać prezent trzeba powiedzieć wierszyk, zaśpiewać kolędę lub zatańczyć;) Jest wesoło i po pysznym jedzeniu ten moment chyba lubię najbardziej.
Żałuję tylko, że tak mało śpiewamy kolęd. Dla mnie te kilka zwrotek to za mało. Jeśli tylko mogę to nie ubieram choinki (w moim mieszkaniu tylko dwa razy przez ostatnie 10 lat mieliśmy drzewko) i wymiguję się od tego także u rodziców, jakoś nie przepadam za tym. W moim rodzinnym domu choinka jest tradycyjna, czyli we wszystkich wzorach i kolorach. I jeśli tylko się uda to jest  do sufitu.

piątek, 17 października 2014

Wyzwanie blogowe (wb 5): Ulubione jesienią

Dziś ostatni  dzień wyzwania blogowego Uli i zadanie fotograficzne. Co lubię jesienią? Oczywiście przebarwiwające się liście i złote promienie słońca w koronach drzew.
Tegoroczna jesień jest dla mnie z wielu powodów wyjątkowa, dużo się dzieje, dużo nowości w życiu prywatnym (stopniowo będę chwalić się nimi na blogu) i nowości w życiu zawodowym (w nowej pracy prawie codziennie uczę się czegoś nowego).
Ta jesień daje mi dużo radości. W tej radości uczestniczy też mój mąż i dziś pokażę kilka fotek, które zrobił na naszym ostatnim niedzielnym spacerze.




A tu dwa moje z tego miesiąca. Już były na blogu, ale  powtarzam, bo je lubię i były robione, gdy miałam bardzo dobry humor.
Chciałabym, aby tak, jak jest teraz, tej jesieni, było zawsze, a przynajmniej nich zostanie najdłużej jak się da.


czwartek, 16 października 2014

Wyzwanie blogowe (wb 4): Gdzie można mnie znaleźć w sieci?



Gdzie można znaleźć mnie w sieci?
Prawie nigdzie, co jest częściowo związane z wczorajszym moim wpisem. Cenię sobie prywatność, a ten blog już i tak jest dużym ekshibicjonizmem jak na mnie.
Jednak gdzieś jestem, na przykład na forum Szyjemy po godzinach (ale nie pamiętam, kiedy ostatni raz tam się logowałam…) i na stronie Burda.pl też mam swój profil i też mało używany.
Na fb mam konto, które założyłam, bo mój brat wrzucał tam linki do swoich prac, ale też tego nie używam i nawet nie bardzo wiem, o co chodzi w tym fb i skąd ten zachwyt. Ponoć moje konto jest takie, że nie da się mnie ani zaprosić ani zobaczyć. Nawet nie wiem jak to zrobiłam:)
Mam za to dwa blogi ten i kulinarny Moja dieta i ja, które żyją, zamierają i znów żyją: A kiedyś przez jakiś czas współuczestniczyłam w tworzeniu bloga Projekt 12/12.