Ten blog założyłam, aby nie uciekło zupełnie to, co się dzieje wokół mnie i to, co robię. Ma być też podglądem mojego życia dla bliskich, którzy są daleko. Chcę zamieszczać to wszystko, co robię w wolnym czasie, dużo tego nie będzie, bo wolnego czasu mam mało. Dlatego też chcę zapisywać sobie te cenne chwile. Zapraszam
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na drutach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na drutach. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 31 grudnia 2013
Skarpetka
Podobno między świętami a Nowym Rokiem nie wolno dziergać.Słyszał ktoś o takim zabobonie?Ja pierwszy raz i się nie przejęłam-skarpetka robiona od palców,pięta ze skróconymi rzędami-dałam radę!
poniedziałek, 3 grudnia 2012
Przyleciał szalik z daleka, a skarpetki poszły w świat
W ostatnich tygodniach zadziały się dwie dziane sprawy:)
Z Hrabiną prosto z Zielonej Wyspy przyleciał do mnie szalik. Miękki, ciepły z owczej wełny, w sam raz na tę biel, która dziś pojawiła się za oknem. Dziękuję za szalik i za te kilkadziesiąt minut!
Hrabina ogrzała mi szyję, a ja ogrzałam Wiewiórcze stópki. Kiedyś obiecane skarpetki ujrzały wreszcie światło dzienne. Są już u właścicielki, więc mogę pokazać kolejną parę skarpet, jaką zrobiłam. Mam nadzieję, że będą dobrze się nosić.
Z Hrabiną prosto z Zielonej Wyspy przyleciał do mnie szalik. Miękki, ciepły z owczej wełny, w sam raz na tę biel, która dziś pojawiła się za oknem. Dziękuję za szalik i za te kilkadziesiąt minut!
Hrabina ogrzała mi szyję, a ja ogrzałam Wiewiórcze stópki. Kiedyś obiecane skarpetki ujrzały wreszcie światło dzienne. Są już u właścicielki, więc mogę pokazać kolejną parę skarpet, jaką zrobiłam. Mam nadzieję, że będą dobrze się nosić.
poniedziałek, 26 listopada 2012
Po turecku
Nie kawa i nie siad, a skarpetki.
W książce Leny Fuchs "Skarpety na drutach" wyczytałam, że panie w Turcji robienie skarpet zaczynają od czubka stopy. Próbowałam już raz to zrobić, na samym początku mojej skarpetkowej przygody, ale już na starcie poległam.
Teraz, gdy już 4 pary skarpet mam za sobą, postanowiłam wrócić do tureckiego sposobu.
I oto pierwszy czubek za mną. Teraz czeka mnie nowe wyzwanie: pięta, zupełnie inna niż robiłam do tej pory…
W książce Leny Fuchs "Skarpety na drutach" wyczytałam, że panie w Turcji robienie skarpet zaczynają od czubka stopy. Próbowałam już raz to zrobić, na samym początku mojej skarpetkowej przygody, ale już na starcie poległam.
Teraz, gdy już 4 pary skarpet mam za sobą, postanowiłam wrócić do tureckiego sposobu.
I oto pierwszy czubek za mną. Teraz czeka mnie nowe wyzwanie: pięta, zupełnie inna niż robiłam do tej pory…
niedziela, 17 czerwca 2012
Asymetria
Zachwycona urlopem, który dostałam w ostatniej chwili i miejscem, do którego trafiliśmy, w przerwach od gapienia się na morze ochoczo brałam się do pracy:)
Nie zapomniałam (jak przedostatnim razem) jak nabiera się oczka a instrukcję miałam sfotografowaną w aparacie (technika cyfrowa jest wspaniała) i tak sobie robiłam, robiłam, aż pod koniec skarpetki zauważyłam, że coś jest nie tak. Hmmm Porównałam z pierwszą i... o zgrozo! Nie zrobiłam cholewki ściegiem dżersejowym! Zrobiłam jedynie ściągacz i od razu przeszłam do robienia piętki.
Stanęłam przed dylematem: pruć czy robić dalej? Pruć żal, bo dużo już zrobiłam. Ziutek stwierdził, że to wcale nie będzie przeszkadzać. I w sumie ma rację. Skoro jest teraz moda na buty w różnych kolorach, to czemu nie można byłoby nosić skarpetek różnej długości?
Wczoraj na odstresowanie (wiadomo po czym) skończyłam skarpetkę. Czubek zwykły: oczka zrzucane są z boku stopy. Wcześniejsze skarpetki miały czubek gwiaździsty, średnio mi się podobał, dlatego spróbowałam innego zakończenia.
Jak wywinę ściągacz to prawie takie same:)
I jeszcze kontrola jakości
Tu muszę wyjaśnić, że na zdjęciu nie jest moja Nitka (w tym czasie spała na kanapie), a Sz. Starsza koteczka ostatnio za mną chodzi, patrzy wyczekująco, nawet ciut pogłaskać się daje. To aż niewiarygodne! Za to mój mały zdrajca daje się Ziutkowi brać na ręce!
Nie zapomniałam (jak przedostatnim razem) jak nabiera się oczka a instrukcję miałam sfotografowaną w aparacie (technika cyfrowa jest wspaniała) i tak sobie robiłam, robiłam, aż pod koniec skarpetki zauważyłam, że coś jest nie tak. Hmmm Porównałam z pierwszą i... o zgrozo! Nie zrobiłam cholewki ściegiem dżersejowym! Zrobiłam jedynie ściągacz i od razu przeszłam do robienia piętki.
Stanęłam przed dylematem: pruć czy robić dalej? Pruć żal, bo dużo już zrobiłam. Ziutek stwierdził, że to wcale nie będzie przeszkadzać. I w sumie ma rację. Skoro jest teraz moda na buty w różnych kolorach, to czemu nie można byłoby nosić skarpetek różnej długości?
Wczoraj na odstresowanie (wiadomo po czym) skończyłam skarpetkę. Czubek zwykły: oczka zrzucane są z boku stopy. Wcześniejsze skarpetki miały czubek gwiaździsty, średnio mi się podobał, dlatego spróbowałam innego zakończenia.
Jak wywinę ściągacz to prawie takie same:)
I jeszcze kontrola jakości
Tu muszę wyjaśnić, że na zdjęciu nie jest moja Nitka (w tym czasie spała na kanapie), a Sz. Starsza koteczka ostatnio za mną chodzi, patrzy wyczekująco, nawet ciut pogłaskać się daje. To aż niewiarygodne! Za to mój mały zdrajca daje się Ziutkowi brać na ręce!
piątek, 8 czerwca 2012
Włóczka na wakacjach
Szybka decyzja, szybkie pakowanie i dzierganie na piasku.
W naszym hotelu trenowały małe rosyjskie baletniczki, oj dostawały ostro w kość. Jak miały wolne to ganiały się - jak to dzieci - z tym, że one ganiając się robiły gwiazdy i fikały koziołki.
Na koniec pobytu dały wszystkim gościom hotelowym pokaz.
A po powrocie z urlopu wpadłam w wir pracy, niestety, i dlatego życie blogowe powoli gaśnie:(
Rozgrzebane są dwa ufoki: bluzka i spódnica. Straciłam do nich serce - szczególnie do spódnicy, bo okazało się, że jej nie założę. Jestem na skraju dwóch rozmiarów, a w ostatnich tygodniach przytyłam prawie 4 kg i w obwodzie to jednak jest sporo. Zatem nie chce mi się męczyć nad tą spódnicą. Szykuje mi się remont i zmiana kącika do szycia. Mam nadzieję, że Ziutek znajdzie czas na wszystko co zaplanował.
piątek, 11 listopada 2011
11.11.11
Dziś wyjątkowa data i przy okazji nasze narodowe święto. Leżę sobie w łóżku (choruję), słucham w radiu transmisji z uroczystości na pl. Piłsudskiego w Warszawie i z lapem na kolanach buszuję po blogach.
Jutro zapraszam na drugą część spaceru "Nad pięknym modrym Dunajem", a dziś chcę zaprezentować co powstawało w drodze do Austrii i w fioletowym pokoju, który pokazywałam wczoraj.
Skarpetki są już skończone, pasują idealnie, są niesamowicie wygodne. Trochę z czubków nie jestem zadowolona, w następnej parze spróbuję innego zakończenia. Za to pięta udała się świetnie, a w pierwszej własnoręcznie wydzierganej parze miałam z nią kłopot. Myślę, że wreszcie znajdę swój idealny skarpetkowy wzór i zrobię sobie zestaw skarpet na każdą porę roku:)
A tu muszę pokazać małego śpioszka. Jak śpi to jest taka słodka! Ale jak się obudzi...
Poza tym regeneruję spódnicę Babci (hihi, że też Babcia miała odwagę mi to powierzyć:) Mam nadzieję, że podołam wyzwaniu.
Spódnica wygląda tak
Brzeg podłożenia jest przetarty i trzeba spódnicę skrócić i podłożyć na nowo. Muszę też wymienić podszewkę, bo zrobiło się z niej dosłownie sito i naprawić poprzecierane kieszenie. Spódnica jest fajna, świetnie uszyta, w świetnym fasonie i z bardzo dobrej gatunkowo wełny. Trzymajcie kciuki by się udało:)
Poza tym kończę spodnie i mam masę planów szyciowych i chyba jeszcze więcej dylematów, ale to historia na inny post:)
Jutro zapraszam na drugą część spaceru "Nad pięknym modrym Dunajem", a dziś chcę zaprezentować co powstawało w drodze do Austrii i w fioletowym pokoju, który pokazywałam wczoraj.
Skarpetki są już skończone, pasują idealnie, są niesamowicie wygodne. Trochę z czubków nie jestem zadowolona, w następnej parze spróbuję innego zakończenia. Za to pięta udała się świetnie, a w pierwszej własnoręcznie wydzierganej parze miałam z nią kłopot. Myślę, że wreszcie znajdę swój idealny skarpetkowy wzór i zrobię sobie zestaw skarpet na każdą porę roku:)
A tu muszę pokazać małego śpioszka. Jak śpi to jest taka słodka! Ale jak się obudzi...
Poza tym regeneruję spódnicę Babci (hihi, że też Babcia miała odwagę mi to powierzyć:) Mam nadzieję, że podołam wyzwaniu.
Spódnica wygląda tak
Brzeg podłożenia jest przetarty i trzeba spódnicę skrócić i podłożyć na nowo. Muszę też wymienić podszewkę, bo zrobiło się z niej dosłownie sito i naprawić poprzecierane kieszenie. Spódnica jest fajna, świetnie uszyta, w świetnym fasonie i z bardzo dobrej gatunkowo wełny. Trzymajcie kciuki by się udało:)
Poza tym kończę spodnie i mam masę planów szyciowych i chyba jeszcze więcej dylematów, ale to historia na inny post:)
niedziela, 16 października 2011
Ciasto dyniowe z kremem
Zafascynował mnie blog kulinarny www.weganie.blogspot.com i znów sięgnęłam do jednego z zamieszczonych tam przepisów. Tym razem to ciasto z dyni. Bez jaj, bez nabiału, no ale z glutenem, który na który sobie łaskawie pozwoliłam. Ciasto jest specyficzne w smaku, inne od tradycyjnych ale smaczne. Za mało dyni przeznaczyłam na masę, mogłoby być jej ciut więcej. Początkowo miałam wrażenie, że masa ma lekką goryczkę i nie będzie smakować. Jednak, o dziwo! Ziutkowi smakowała najbardziej właśnie masa.
A oto przepis i kilka fotek
Przepis pochodzi stąd
Składniki (na formę o średnicy 15 cm):
Ciasto:
1 1/2 szkl. mąki pszennej białej
3/4 szkl. kaszy kukurydzianej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki cynamonu
szczypta soli
1 1/2 szkl. musu z dyni*
1/3 szkl. oleju roślinnego
2/3 szkl. cukru
olejek waniliowy
1 1/2 szkl. mąki pszennej białej
3/4 szkl. kaszy kukurydzianej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki cynamonu
szczypta soli
1 1/2 szkl. musu z dyni*
1/3 szkl. oleju roślinnego
2/3 szkl. cukru
olejek waniliowy
Krem:
1 1/3 musu z dyni*
4 łyżki cukru
2 łyżki mąki kukurydzianej
1 łyżeczka margaryny wegańskiej (opcja)
1 łyżeczka soku z cytryny
1 1/3 musu z dyni*
4 łyżki cukru
2 łyżki mąki kukurydzianej
1 łyżeczka margaryny wegańskiej (opcja)
1 łyżeczka soku z cytryny
Wykonanie:
Włączamy piekarnik na 175° C. Smarujemy formę tłuszczem.
W jednej misce mieszamy mąkę, kaszę, proszek do pieczenia, sodę, cynamon i sól. W drugiej misce mieszamy mus, olej, cukier i kilka kropel olejku waniliowego. Mokre składniki przekładamy do miski z suchymi i wszystko razem mieszamy. Wylewamy surowe ciasto do formy i pieczemy ok. 30 min.
Krem najlepiej przyrządzić w małym rondelku o grubym dnie. Naczynie stawiamy na małym ogniu i mieszamy w nim mus z dyni z cukrem. Gdy cukier się rozpuści stopniowo wsypujemy mąkę i dokładnie mieszamy. Opcjonalnie można dodać łyżeczkę margaryny. Pod koniec dodajemy sok z cytryny. Gotowanie musu powinno zająć ok. 25 min i nie powinno się dopuszczać do przywarcia kremu do dna garnka.
Gdy krem jest gotowy należy go ostudzić. Ciasto przekrajemy ostrym i długim nożem na dwie części i przekładamy kremem. Na końcu posypujemy je cukrem pudrem.
* do przyrządzenia ciasta będziemy potrzebowali razem niecałe 3 szkl. musu z dyni. Aby go uzyskać należy zmiksować ok. 6 szkl. surowego miąższu dyni pokrojonego w kostkę, czyli ok. 650 g miąższu. Mi całkiem sprawnie poszło miksowanie miąższu ręcznym robotem. Najlepiej, aby mus był jednolity.Krem najlepiej przyrządzić w małym rondelku o grubym dnie. Naczynie stawiamy na małym ogniu i mieszamy w nim mus z dyni z cukrem. Gdy cukier się rozpuści stopniowo wsypujemy mąkę i dokładnie mieszamy. Opcjonalnie można dodać łyżeczkę margaryny. Pod koniec dodajemy sok z cytryny. Gotowanie musu powinno zająć ok. 25 min i nie powinno się dopuszczać do przywarcia kremu do dna garnka.
Gdy krem jest gotowy należy go ostudzić. Ciasto przekrajemy ostrym i długim nożem na dwie części i przekładamy kremem. Na końcu posypujemy je cukrem pudrem.
Moje modyfikacje:
Nie dodałam aromatu waniliowego (alergia). Nie posypałam też cukrem pudrem. Ciasto musiałam dopiekać, bo choć miałam szerszą tortownicę i masa była niższa, niż w zalecanym przepisie, to w środku było surowe. Albo czas podany w przepisie jest zbyt krótki i/lub temperatura za niska, albo mój piekarnik nawala.
A co poza tym?Nie dodałam aromatu waniliowego (alergia). Nie posypałam też cukrem pudrem. Ciasto musiałam dopiekać, bo choć miałam szerszą tortownicę i masa była niższa, niż w zalecanym przepisie, to w środku było surowe. Albo czas podany w przepisie jest zbyt krótki i/lub temperatura za niska, albo mój piekarnik nawala.
Nic się nie szyje, bo nie mam weny. Trochę dziergam i pierwsza skarpetka prezentuje się tak:
W środę wybrałam się z Wiewiórą na jedne z seansów na Warszawskim Festiwalu Filmowy. Był to film "Gayuma". Piękna muzyka i roślinność. Resztę na ten temat znajdziecie u Wiewióry tutaj
A koty szaleją, ale o tym będzie innym razem:)
czwartek, 22 września 2011
Nie... "Pójdę boso";)
Zmuszona potrzebą ogrzania marznących stóp zrobiłam w bólach i pocie czoła moje pierwsze skarpetki na drutach.
Nie lubię sklepowych skarpet, bo zwykle mają ściągacz za ciasny i bardzo mi to przeszkadza. Zachwyciły mnie za to skarpety robione na drutach. Swego czasu dostałam całą serię miękkich i ciepłych skarpet zrobionych przez Ziutka Babcię. Służą mi do chodzenia po domu zamiast kapci, inne do spania, inne do butów. Niestety skarpety te już się powydzierały, a nie mam sumienia prosić Babci o następne, bo Babcia ma 90 lat i choć coś tam jeszcze dzieje, to ze skarpetami na 4 drutach byłoby już jej trudno. Jedna rada: zrobić samemu. Ale jak?
Z pomocą przyszła mi książka Leny Fuchs „Skarpety na drutach”. Pierwszą skarpetkę zrobiłam rok, albo dwa temu. Na drugą zabrakło mi cierpliwości, ale teraz zaparłam się i zrobiłam.
Babcia je widziała, zaakceptowała, choć pięta nieudana. Piętę robiłam zgodnie z opisem i jest moim zdaniem (Babcia to potwierdziła) za wąska i za mała. W następnych zrobię inaczej.
Czubek zrobiłam gwiaździsty, ale niestety opisane w książce zakończenie tego czubka było dla mnie niejasne i kończyłam na czuja, co wygląda niezbyt profesjonalnie.
Najważniejsze jednak, że skarpety już są i grzeją moje delikatne stopy:)
Następna para będzie taka jak ta, ale z szerszą piętą. W kolejnych parach chcę wypróbować różne rodzaje czubków. W książce jest ich kilka, a skarpety od Babci mają jeszcze inny.
Moje robienie na drutach
Czynność wciągająca, ale nie podnieca mnie, ani nie kręci. Nie to co szycie… cudowna maszyna i jej dźwięk! Gdybym nie potrzebowała tych skarpet nie zawracałabym sobie drutami głowy. Coś nie wyjdzie… całość trzeba pruć. Jedyna przewaga nad szyciem to możliwość schowania robótki do torby i zabrania w każde miejsce. Pewnie to niezbyt rozsądne (ale chyba nie ma przepisu zakazującego) ale robiłam skarpety w czasie jazdy samochodem. Oczywiście byłam pasażerką:)
Nie lubię sklepowych skarpet, bo zwykle mają ściągacz za ciasny i bardzo mi to przeszkadza. Zachwyciły mnie za to skarpety robione na drutach. Swego czasu dostałam całą serię miękkich i ciepłych skarpet zrobionych przez Ziutka Babcię. Służą mi do chodzenia po domu zamiast kapci, inne do spania, inne do butów. Niestety skarpety te już się powydzierały, a nie mam sumienia prosić Babci o następne, bo Babcia ma 90 lat i choć coś tam jeszcze dzieje, to ze skarpetami na 4 drutach byłoby już jej trudno. Jedna rada: zrobić samemu. Ale jak?
![]() |
| Zdjęcie okładki pochodzi ze strony wydawnictwa RM |
Babcia je widziała, zaakceptowała, choć pięta nieudana. Piętę robiłam zgodnie z opisem i jest moim zdaniem (Babcia to potwierdziła) za wąska i za mała. W następnych zrobię inaczej.
Czubek zrobiłam gwiaździsty, ale niestety opisane w książce zakończenie tego czubka było dla mnie niejasne i kończyłam na czuja, co wygląda niezbyt profesjonalnie.
Najważniejsze jednak, że skarpety już są i grzeją moje delikatne stopy:)
Następna para będzie taka jak ta, ale z szerszą piętą. W kolejnych parach chcę wypróbować różne rodzaje czubków. W książce jest ich kilka, a skarpety od Babci mają jeszcze inny.
Moje robienie na drutach
Czynność wciągająca, ale nie podnieca mnie, ani nie kręci. Nie to co szycie… cudowna maszyna i jej dźwięk! Gdybym nie potrzebowała tych skarpet nie zawracałabym sobie drutami głowy. Coś nie wyjdzie… całość trzeba pruć. Jedyna przewaga nad szyciem to możliwość schowania robótki do torby i zabrania w każde miejsce. Pewnie to niezbyt rozsądne (ale chyba nie ma przepisu zakazującego) ale robiłam skarpety w czasie jazdy samochodem. Oczywiście byłam pasażerką:)
czwartek, 8 września 2011
Idą chłody
Marzną ręce, marzną stopy. Zapas skarpet zrobiony przez Babcię już prawie nie istnieje, a nie mam sumienia prosić ją o kolejne. Ma w końcu 90 lat. Coś tam jeszcze dzierga, ale twierdzi, że to już nie to co kiedyś.
Zatem postanowiłam sama zrobić sobie skarpety (w końcu jedną już kiedyś zrobiłam). Nie lubię kupnych skarpet i muszę mieć ręcznie robione i już.
Dziś postanowiłam sobie, że znajdę jakieś filmiki o robieniu na drutach. Prawe i lewe to umiem, ale nie umiem nabrać oczek. I na forum Szyjemy po godzinach znalazłam świeży temat: "Druty dla początkujących". A w nim link do Theli. I już wiem, jak nabierać oczka:)
Ale jak nabrać na 4 druty? Pierwszą skarpetkę zrobiłam 3 lata temu, ale wtedy pewna starsza pani rozpoczęła mi robótkę, a teraz jestem z tym sama. Miałam szczęście, bo Theli była akurat na forum i zaraz mi to wyjaśniła.
No i zaczęłam...
Niby fajnie, ale i tak muszę spruć, bo mi się oczka pomyliły i zamiast równo 2 prawe, 2 lewe, w pewnym momencie są 3 prawe i gdzieś daleko 1 lewe. I wszystko muszę zacząć od początku;((((
Pewnie dlatego nie mam sukcesów w robieniu na drutach. W szyciu jeszcze zawsze można coś uratować, albo przerobić, a tu trzeba spruć całą pracę i wszystko od nowa.
Zatem postanowiłam sama zrobić sobie skarpety (w końcu jedną już kiedyś zrobiłam). Nie lubię kupnych skarpet i muszę mieć ręcznie robione i już.
Dziś postanowiłam sobie, że znajdę jakieś filmiki o robieniu na drutach. Prawe i lewe to umiem, ale nie umiem nabrać oczek. I na forum Szyjemy po godzinach znalazłam świeży temat: "Druty dla początkujących". A w nim link do Theli. I już wiem, jak nabierać oczka:)
Ale jak nabrać na 4 druty? Pierwszą skarpetkę zrobiłam 3 lata temu, ale wtedy pewna starsza pani rozpoczęła mi robótkę, a teraz jestem z tym sama. Miałam szczęście, bo Theli była akurat na forum i zaraz mi to wyjaśniła.
No i zaczęłam...
Niby fajnie, ale i tak muszę spruć, bo mi się oczka pomyliły i zamiast równo 2 prawe, 2 lewe, w pewnym momencie są 3 prawe i gdzieś daleko 1 lewe. I wszystko muszę zacząć od początku;((((
Pewnie dlatego nie mam sukcesów w robieniu na drutach. W szyciu jeszcze zawsze można coś uratować, albo przerobić, a tu trzeba spruć całą pracę i wszystko od nowa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















