Spontanicznie skorzystałam z propozycji
Wiewióry i odwiedziłam ją w Wiewiórczym Azylu.
Miałyśmy spróbować filcowania na mokro i spróbowałyśmy, choć żadna z nas tego wcześniej nie robiła, coś tam nam wyszło. Oczywiście Wiewióra jest niezrównana i wyszły jej cuda, moje dzieła to średnio udana torba (bo są dziury i prześwity, z za małej ilości wełny) oraz kwiat.
Tak wyglądały moje początki
A tak końcowy efekt
A to torba Wiewióry, z innej świetnie filcującej się wełny
Miałam super pomocnika, filcował własnymi zębami oraz futrem:
A tak czule patrzył mi w oczy... cóż Pan Stefan i ja to po prostu miłość ze wzajemnością:)))
A to moje drugie dzieło - filcowy kwiatek
Na filcowaniu się nie skończyło, o nie. Były też smakołyki
KOTTBULLAR Z SOSEM MUSZTARDOWYM i ciasto oraz zakupy ceramiczne dla mojej Mamy.
Już jakiś czas temu Mama wybrała sobie u Wiewióry taki oto komplet:
Dziś sfinalizowałyśmy transakcję oraz dokupiłam Mamie broszkę, za dzielność w szpitalu i oto owa broszka:
A ja dostałam od Wiewióry wazon
Trochę zakupów, trochę wymiany (odcięłam Wiewiórce trochę mojej maty, trochę mydła i oddałam fioletowo-różową bransoletkę). I mam wrażenie, że zbyt hojnie zostałam obdarowana...
To był super dzień! Mocne postanowienie: powtarzać naloty na Wiewiórczy Azyl częściej. Teraz już wiem, jak tam dojechać i umiem zrobić to sama (gorzej z zaparkowaniem:).
Wiewióro dziękuję!!!