Czas wylizać rany, zakopać smutki i złe wspomnienia, ocknąć się i powrócić do źródła radości i do siebie.
Chłopaki (mąż i brat Tomek) mają męską wyprawę do stolicy po auto, więc mam luz i mogę robić co chcę!
Zatem wracam do szycia po ponad rocznej przerwie.
Rok 2014 był tak ciężki, że nawet nie pamiętam numerów Burdy! Czuję się jakbym miała je pierwszy raz w życiu w ręku. A przecież miałam prenumeratę i zaglądałam do nich.
Jak widać pierwsze wrażenie można zrobić kilka razy:)
Ten blog założyłam, aby nie uciekło zupełnie to, co się dzieje wokół mnie i to, co robię. Ma być też podglądem mojego życia dla bliskich, którzy są daleko. Chcę zamieszczać to wszystko, co robię w wolnym czasie, dużo tego nie będzie, bo wolnego czasu mam mało. Dlatego też chcę zapisywać sobie te cenne chwile. Zapraszam
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 5 lipca 2015
Obudź się i ż(sz)yj!
poniedziałek, 6 kwietnia 2015
Obiecanki cacanki
...a głupiemu radość z nowej tkaniny. Miałam nie kupować nowych materiałów - miałam. Obiecywałam sobie, że przejeżdżając przez Giżycko nie wstąpię do sklepu z tkaninami, który na pokuszenie jest przy głównej ulicy w samym środku miasta - obiecywałam. No ale skoro już byłam w tym mieście to chciałam choć okiem rzucić, co mają ciekawego. I jak zawsze rzucenie okiem się skończyło - wypatrzyłam fajną resztkę. Resztka ma żakardowy wzór i 1,25 m i za 40 zł będzie wylegiwać się na mojej a nie sklepowej półce. Od roku łudzę się, że już już niebawem znów będę szyła. Akurat!
piątek, 29 sierpnia 2014
Maszyna do szycia
Chyba oszalałam... Kupiłam maszynę do szycia Gritzner na korbkę. Miała iść na śmietnik, bo z nóżek powstał stolik (tfu! Jak można?) i trafiłam na nią przypadkiem i postanowiłam uratować. Zapłaciłam 50 zł, nawet nie wiem czy to dużo czy mało, ale kupiłam ją i już:) To maszyna czółenkowa, z korbką czółenkowej jeszcze nie miałam. No to mam:) W sumie to moja 9 lub 10 maszyna do szycia... Nie mogę się doliczyć.
Jest piękna!
środa, 9 kwietnia 2014
Pole bitwy
Kroi się już coś następnego i pierwszy raz pomaga mi w tym mąż. Jak to się uda, to nic nie będzie już straszne.
wtorek, 8 kwietnia 2014
Pijana kratka
Przeprosiliśmy się z Łucznikiem. Okazało się, że nic mu nie dolega, wystarczyło tylko zmienić igłę.
Dokończyłam zatem sukienkę z pijanej kratki.
To model z lutowej Burdy 101 zmodyfikowany, bo rękawy ma z modelu 102.
Z przodu jest kieszeń kangurka, ale tak płytka, że nawet chusteczka wyleci. Muszę to poprawić.
Dokończyłam zatem sukienkę z pijanej kratki.
To model z lutowej Burdy 101 zmodyfikowany, bo rękawy ma z modelu 102.
Z przodu jest kieszeń kangurka, ale tak płytka, że nawet chusteczka wyleci. Muszę to poprawić.
sobota, 1 marca 2014
Sukienko-tunika
W poprzednim poście zamieściłam szybką fotkę z komci, pora
na uczciwą prezentację działa, które powstawało długo, ale na szczęście bez większych
boleści.
Model 105 z numeru 9 z 2012 roku Burda zalecała szyć z elastycznych
tkanin. Oczywiście miałam inny pogląd na ten model. Marzył mi się z grubszej
ciepłej tkaniny, a nie z dzianiny. Zrobiłam więc po swojemu, wybrałam większy
rozmiar (zwykle jestem pomiędzy dwoma rozmiarami raz między 36 a 38, innym razem
między 38 a 40) i wszyłam zamek. Kolejną zmianą było doszycie dolnej części podszewki.
Wykrój zakładał podszewkę tylko do części górnej, ale podczas przymiarki okazało
się, że materiał wierzchni źle się układa i szybko docięłam „spódniczkę” z
podszewki.
Nie pamiętam czy tkaninę kupowałam już specjalnie dla tego
modelu, czy najpierw kupiłam tkaninę potem spodobał mi się model. Moja pamięć
sięga momentu, w którym w mojej głowie tkanina ta była już sprzężona z tym modelem.
Tkanina to coś podobnego do aksamitu, a może nawet to jest
aksamit? Ma tłoczony wzór, który składa się z trzech różnych malutkich
kwadracików, ułożonych w określonej względem siebie kolejności. Materiał jest
bardzo przyjemna w dotyku, ale niestety trochę się gniecie i niemożliwie strzępi
podczas krojenia i szycia.
Sukienko-tunika jest dość luźna, śmiało więc mieści się na
spodniach i swetrze, jak zakładał mój plan. Jest wygoda, a szczególnie fajne są
kieszenie, w których mogę ukryć moje dwa telefony, chusteczki i grzebień.
Bardzo się cieszę, że w końcu jest gotowa. Długo zbierałam
się do szycia, długo ją szyłam (zaczęłam w 2013 roku) i wreszcie jest :))
Oczywiście nie mogłam oprzeć się pokazaniu zdjęcia z moim czarnulkami. Nawet Sz. dała się złapać do zdjęcia:)
środa, 19 lutego 2014
Styczeń zaliczony
Choć już luty prawie dobiega końca i większość ludzi
zapomniała już o postanowieniach noworocznych, ja dopiero teraz przyznam się,
że mam kilka.
Pierwsze to czytanie – dwie książki w miesiącu. Marzy mi
się, abym mogła czytać jedną książkę na tydzień, ale niestety przy obecnym
trybie życia (a raczej marnej wegetacji) nie ma na to szans. Zatem będę się
cieszyć, gdy przeczytam jedną na dwa tygodnie.
I książkowo styczeń jest już zaliczony:) Przeczytałam „Na
wygonie” Augustyna Miki oraz „Prawiek i inne czasy” Olgi Tokarczuk. Może uda mi
się napisać coś więcej o tym tytułach, bardzo bym chciała, bo mnie poruszyły,
ale w tej chwili nie mam do tego głowy.
Drugie postanowienie to szycie – jedna rzecz w miesiącu. I
tutaj styczeń też zaliczony. Poniżej prezentuję polarową princeskę z Burdy z
końcówki lat 90. ubiegłego wieku – 7/1999, model 109.
Ten model szyłam już trzy razy, w tym raz z polaru i raz z
wełny. Tutaj nie bawiłam się w odszycia, objechałam gęsto overem podkroje pach
i dekoltu. Fajnie wyszło. Trochę polar za cienki i całość nadaje się jedynie na
chłodne wieczory po domu, a nie na przetrwanie podróży zimnym PKSem.
Na sobie mam też bluzkę z Burdy 3/2007, model 101 A. Ciekawy
fason, ma trzy guziki na rękawach i z przodu (czego nie widać) u dołu jedną
podwójną kieszeń.
Skarpetki nie mojej produkcji a jeszcze spod ręki Ziutkowej
Babci.
A luty jest pół na pół. Jedna książka przeczytana i sukienka
już skrojona, tylko szyć. Czy zdążę z realizacją w ten krótki miesiąc?
A jak jestem przy postanowieniach, mój pryncypał też miał
postanowienie, że nie będzie krzyczał na nas. Długo w nim nie wytrwał. Szkoda…
czwartek, 16 stycznia 2014
W drodze do doktora
Klapa:( po kolejnym wieczorze nieskutecznej regulacji maszyny, Łucznik został spakowany i pojechał do serwisu;(już za nim tęsknię.
sobota, 28 grudnia 2013
Wymęczony żakiet
Troszkę to trwało zanim skończyłam szycie, drugie troszkę zanim powstała
fotka i trzecie troszkę zanim napisałam post. Teraz wreszcie mogę zaprezentować
mój pierwszy żakiet na podszewce!
![]() |
| Od stóp do głów produkcja własna: żakiet, spodnie i ciepłe skarpetki:) |
Wykrój pochodzi z prehistorycznej Burdy z czerwca 1999 roku, ale w zeszłorocznej widziałam podobny fason i ponoć wraca moda na dłuższe żakiety.
Dla mnie w tym modelu ważne były cięcia francuskie z przodu i z tyłu, bo w
takich najlepiej się czuję.
Wyszło prawie dobrze. Prawie tyczy się rozmiaru – niestety żakiet jest za
duży w ramionach, ale tego bez manekina i bez porządnych luster zobaczyć i
poprawić nie mogłam.
Kolejne prawie to kołnierz. Poprawiany był kilka razy, a i tak dolna część
kołnierza wysuwa się za górną. Wygląda to tak, jakbym przyszyła go spodem do
góry, ale tak nie jest. Zastanawiam się, czy to nie jest efekt rozciągania się
tkaniny, szyłam bowiem z dżerseju wełnianego.
Kołnierz leży obrzydliwie, ale kolejny raz nie będę go poprawiać, bo nie mam
już pomysłu jak;( Trudno,
niech wyłazi. Przez te poprawianie to przód zaczął się gorzej układać.
Sporo namęczyłam się nad mankietami, zanim znalazłam czytelny opis w
listopadowej Burdzie z 2012 roku (Krótki kurs szycia model 124 – 4 kropki).
Okazało się, że źle zrobiłam, niepotrzebnie ścięłam rogi mankietu i musiałam
sztukować materiał. Na szczęście tego akurat nie widać.
Niestety nie znalazłam jasnego opisu jak niewidocznie podłożyć żakiet, więc
do środka (między podszewkę a wierzch) weszłam przez rękaw. Później całość
wywróciłam przez otwór w rękawie z podszewki i zaszyłam go.
Nie będzie to żakiet na wielkie gale, ale na podróż koleją do pracy. Miał
być ciepły i taki jest. Na resztę przymykam oko.
Do dokończenia są jeszcze dwie sukienki, z którymi też jest kilka przygód. Morał
z szycia w tym roku: nie mam do tego drygu i chyba trzeba sobie otwarcie
powiedzieć, krawcowa za mnie marna.
* dziękuję MiRowi za udostępnienie wnętrza i Aleksa do zdjęć;)
piątek, 25 października 2013
Na pożegnanie lata
Czy zrobiliście już wymianę letniej garderoby na zimową? Ja
zrobiłam to w ostatni weekend. Było wielkie pranie, suszenie i składanie. I
wreszcie przy tej okazji udało mi się zrobić sesje zdjęciową mojej ulubionej bluzki.
Mało w tym roku szyłam (prawie wcale), ale właśnie tę
bluzeczkę udało mi się w lipcu uszyć dość szybko (weekend z przerwami na inne sprawy). Pisałam
o tym tutaj.
Model 116 z Burdy 4/2012 w rozmiarze 36.
Od razu jak zobaczyłam tę bluzkę wiedziałam, że to fason dla
mnie i że muszę ją uszyć. Wykrój odrysowałam jeszcze w tamtym roku, ale na szycie przyszło
sporo poczekać.
Szyło się dość przyjemnie. Pokusiłam się o szwy francuskie,
czyli takie, w których nie widać brzegów tkaniny, doskonałe do cienkich
materiałów. Trochę więcej czasu to zabiera, ale warto. Niestety przez te kilka
ściegów więcej tylni szef nieznacznie się ściągną i nie umiałam tego naprawić.
Trudno, nie jestem Bogiem, nie muszę być doskonała. A bluzka i tak jest super!
Szybko stała się moją ulubioną i była w noszeniu cały czas.
Ale jakoś nie mogła załapać się na zdjęcia. Teraz przy okazji pakowania lata do
kufrów i pojemników zmusiłam męża do zrobienia zdjęć.
A w ten weekend zamierzam wykończyć dwa ufoki – żakiet i
sukienkę. Trzymajcie kciuki!
piątek, 18 stycznia 2013
Nie dla mnie nowa maszyna;(
Dziś przyszła lutowa Burda a w niej rozwiązanie świątecznego konkursu, w którym brałam udział.
Cóż, moje marzenie się nie spełniło i dalej będę tuptać na Singerze Babci i jeździć na Łuczniku Mamy.
A oto co szykowałam na święta: Korpus Burda 8/2012 model 114 (rozmiar 38)
rękawy... kombinowane, cud że wyszły;)
Dół Burda 11/2006 (jedna z moich ulubionych) model 105
A kołnierz już znacie (tutaj było jak go reanimowałam)
Opinie po użytkowaniu całości:
Kołnierz musi mieć zatrzaski lub inne mocowania do tego, na czym ma leżeć, bo na tej tkaninie latał na wszystkie strony. Zapięcie na haftkę nie jest wygodne.
Korpus jest za duży, szczególnie na plecach, choć wg. tabeli jestem dokładnie 38.
Nie mam w domu dobrego lustra, którym mogłabym się obejrzeć w całości, nie wyłapałam tego wcześniej.
Pozostaje mi rozpuścić włosy i zasłonić plecy:)
Ale i tak jestem z tego zadowolona. I mam w czym wystąpić na naszej dorocznej konferencji w lutym.
Cóż, moje marzenie się nie spełniło i dalej będę tuptać na Singerze Babci i jeździć na Łuczniku Mamy.
A oto co szykowałam na święta: Korpus Burda 8/2012 model 114 (rozmiar 38)
rękawy... kombinowane, cud że wyszły;)
Dół Burda 11/2006 (jedna z moich ulubionych) model 105
A kołnierz już znacie (tutaj było jak go reanimowałam)
Opinie po użytkowaniu całości:
Kołnierz musi mieć zatrzaski lub inne mocowania do tego, na czym ma leżeć, bo na tej tkaninie latał na wszystkie strony. Zapięcie na haftkę nie jest wygodne.
Korpus jest za duży, szczególnie na plecach, choć wg. tabeli jestem dokładnie 38.
Nie mam w domu dobrego lustra, którym mogłabym się obejrzeć w całości, nie wyłapałam tego wcześniej.
Pozostaje mi rozpuścić włosy i zasłonić plecy:)
Ale i tak jestem z tego zadowolona. I mam w czym wystąpić na naszej dorocznej konferencji w lutym.
wtorek, 15 stycznia 2013
Porządek w tkaninach
Ten wpis dedykuję Okkko z życzeniami szybkiego powrotu do
zdrowia
Od dłuższego czasu zastanawiałam się, jak wygodnie i
schludnie przechowywać tkaniny. Najpierw był to kartonik, potem mała torba
podróżna, wreszcie szafa. Wreszcie spostrzegłam, że tonę!
Tonęłam, a właściwie nie ja, ale dna mojej szafy i garderoby
tonęły w tkaninach. Gdy poziom materii osiągnął wiszące na wieszakach koszule,
mus był temu zaradzić. Przeszukiwałam wątek o urządzaniu warsztatu na krawieckim
forum szyjemy-po-godzinach, nurkowałam w ofertach różnych sklepów i wpadł mi
pewien pomysł. Już, już miałam założyć osobny wątek i zapytać, czy moje
rozwiązanie ma sens, gdy znalazłam wnętrze pracowni Okkko.
Okkko przechowuje
tkaniny tak, jak ja zamierzałam. Zasypałam ją gradem pytań, czy się sprawdza,
czy wygodne, czy nie niszczą się materiały, czy lepsze większe, a może
mniejsze?
Okkko szybko rozwiała moje wątpliwości i oto w weekend
mogłam udać się na zakupyJ
Kupiłam w Ikei zestaw Algot: ramę 100 cm, kosze druciane (bo
miały większe dno) – cztery płytsze i jeden głęboki, półkę przykrywającą i
kółka (choć w domu okazało się, że producent nie poleca kółek do ramy 100).
Całość kosztowała około 200 zł.
Ziutek mi wszystko raz dwa zmontował i mogłam układać, w
czym pomógł mi mój Flip Fold (marzyłam o tej amerykańskiej zabawce, jest już do
kupienia w Polsce, a jak działa można zobaczyć tutaj).
Podział jest taki (od góry):
1.materiały nowe
2. materiały nowe
3. materiały, z których już coś szyłam, ale dużo zostało
4. podszewki, flizelinay, dodatki
5. resztki i nie wiadomo co
Całość wjechała do garderoby. Na czas pracy, czy planowania całość
może wyjechać. Mogę też wyciągnąć łatwo pojedyncze szuflady.
A było tak (w szafie, bo garderoby przed zmianą to strach pokazywać):
A u Was jak jest z przechowywaniem tkaniny czy też innych
przydasiów do rękodzieła?
Podczas porządków w tkaninach zauważyłam, że zarówno w
odzieży już gotowej, jak i w nowych materiałach przeważa kolor niebieski.
Dziwne, bo gdyby mnie ktoś spytał o ulubiony kolor, raczej wybrałabym zielony:)
* powyższy wpis jest pierwszym etapem realizacji moich noworocznych postanowień - wszystko znajdzie swoje miejsce i będzie porządek
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























