Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 września 2015

Kolos z Rodos

Już dwa tygodnie temu usłyszałam jego płacz. Tydzień temu wysadził maleńką główkę przez dziurę w dachu, patrzył na nas i piszczał. Wmawiałam sobie, że na pewno niedaleko jest jego mama, choć słyszałam, że jego płacz jest inny, niż zwykłe wołanie mamy, żałosny i niepokojący.
Gdy w sobotę wyszedł na dach, szedł na chudych nóżkach w mają stronę już wiedziałam, że mamy nie ma i już nie będzie, a maluch nie jadł już długo. Serce mi pękało, ale nie było jak mu pomóc.
Na szczęście pojawili się sąsiedzi, drabina, przeszliśmy przez płot na opuszczoną działkę i mój dzielny mąż zgarnął kocie skórkę i kości.
Zdążyliśmy do weta. I oto mamy kociego chłopca, zdrowego ale wygłodzonego. Ma jakieś 5 tygodni. Nabiera u nas sił i ciałka, ale już teraz szukamy mu domu.
Jest czarny, dzielny i odważny. Roboczo nazywa się Rodos od Rodzinnego Ogrodu Działkowego Otoczonego Siatką. Jest tak mały, że dla kontrastu mówimy o nim Kolos z Rodos (na wyspie Rodos był kiedyś taki pomnik).

wtorek, 25 sierpnia 2015

Żegnaj Białasko

W pracy mamy koty. Od piątku jedna kotka się nie pokazała. Dziś dowiedziałam się od sąsiadów, że zabił ją samochód.
Miała szczęśliwe kocie życie, szkoda tylko, że takie krótkie;(
To jej ostatnie zdjęcie.

sobota, 30 maja 2015

Jak pies z kotem

Taka oto przyjaźń. Judi i Szarusia, niesamowite bo ulubionym kotem Judi jest Dzikuska (vel Fizia Pończoszanka). A tu proszę jaka niespodzianka!

środa, 20 maja 2015

Kolejna...

Kolejna kocia bieda przychodzi się  stołować. Widać, że oswojona bo ciągnie do domu.

piątek, 1 maja 2015

Powrót „mamy” i apel Kalinki


W środę odebraliśmy z kliniki „naszą” kotkę, którą zwiemy „mamą”. „Mama” to dzika kotka miejska, pojawiła się pod biurem rok temu wraz z piątką maluchów. Dwa najodważniejsze gdzieś przepadły, zostały trzy – czarno-białe kocurek i koteczka oraz czarna koteczka. Młodzież udało się jesienią wyłapać i wysterylizować, kocur znalazł dobry dom, dziewczyny żyją w osiedlowych ogródkach, a od 8 do 15 mają szychtę u nas w biurze (mają swoje miski, kuwetę i legowisko). „Mama” była przebiegła na tyle, że dwa razy wyjadła jedzenie z klatki łapki i nie dała się złapać.
Pisałam już (tutaj), że po zmianie klatki i zanęty z pomocą Pani Kociary łapanka się udała. W środę „mama” wróciła z kliniki i została wypuszczona w miejscu bytowania. I wcale nie obraziła się na nas, bo przyszła szybko na taras, ba! Nawet weszła do biura. Wygląda na to, że przekonała się, że człowiek nie jest taki zły (wcześniej była bardzo nieufna). Głaskać się nie daje, jest ostrożna ale zarazem odważniejsza w kontaktach z nami.

"Mama" odważnie zagląda do nas

Razem z „mamą” w klinice była kotka Kalinka, przepiękna i dobrze wychowana koteczka, która albo się zgubiła albo została wyrzucona. Zupełnie nie radzi sobie w przestrzeni miejskiej i w relacjach z dzikimi kotami. Ze stresu zaczęła się wylizywać – ma łysy brzuszek, ale po tygodniu w klinice sierść zaczęła odrastać. Widać, że pobyt u weterynarza służy jej lepiej niż wolność w mieście.
Kalinka nie może zostać w lecznicy i pilnie szuka domu. Jeśli szukasz kota – to Kalinka już czeka na Ciebie – jest łagodna, przyjacielska, wysterylizowana, odrobaczona, zdrowa - przebadana na wszystko (nawet w kierunku nużycy) i ładnie korzysta z kuwety. Jeśli ktoś znajomy szuka – powiedz mu o Kalince.

Tu jeszcze można zaleźć info o Kalince i telefony do jej tymczasowych opiekunów: FB i blog Kocie adopcje

Ma cudowne futerko i wspaniale daje się głaskać (nie uciekała przed moją obcą ręką)

 Zdjęcia Kalinki autorstwa pani Grażyny.

wtorek, 21 kwietnia 2015

Łowy

Po serii jesiennych sterylizacji kotów, które przybłąkały się do biura, została nam kotka matka do złapania. W październiku dwa razy była w klatce-łapce, zjadła przynętę i... wyszła. W czwartek wróciliśmy do łapania z nową klatką, którą pani Kociara wypożyczyła z gminy.
Pani Kociara to osoba, która poświęca swój czas, energię i pieniądze na zapobieganie biedzie kotów miejskich i ratowanie tych, które w biedę popadły. Dzięki niej wstąpiła w nas nową nadzieja, że mamę da się złapać.
Dziś Pani Kociara przyniosła wątróbkę i polędwicę wołową, bo na rybę kotka nie reagowała. I udało się! Kicia jest już w klinice.
Do kliniki trafiła też Dzikuska, która przybłakała się do moich rodziców. Pogryzła kartonowy kontener i prawie uciekła po drodze.
I tym sposobem uratowałyśmy 200 kotów, bo sterylizując jednego ratuje się sto przed biedą.

czwartek, 19 marca 2015

Mój kot z piekła rodem cz. III

Przełamałam się i zostawiam włączony Feliway, gdy mnie nie ma. Choć lubię mieć wszystko z gniazdek wyłączone, to jednak po to jest ten dyfuzor, by pracował podczas mojej nieobecności. Do sezonu burzowego może w gniazdku siedzieć;)
Czekam na efekty. Na razie kałuży nie ma, ale Nitka wciąż szaleje, po nocach płacze i poluje na biedną Sz. A ostatnio i mnie się dostało. Nagle podczas zabawy przeszła w fazę agresji. Wbiła zęby w moją dłoń, a pazurami podrapała rękę. Takiej furii nie widziałam jeszcze u niej:(
Feliwayu działaj szybciej!

czwartek, 5 marca 2015

Kot z piekła rodem cz.II

Obroża z feromonem nie sprawdziła się, bo kot próbował ją zjeść lub się udusić. Znów dwa dni z rzędu było siusianie, a do tego zastraszanie drugiej kotki.
Pańcia się szarpnęła i kupiła wreszcie feromony w dyfuzorze - słynny Feliway. Zobaczymy jak to zadziała.
Do tego odrobaczanie, badanie moczu i opatrzenie skaleczonej łapki (gdzie ona wlazła?!).

piątek, 16 stycznia 2015

Mój kot z piekła rodem

Znów zaczęły się problemy z Nitką. A właściwie to z ludźmi, bo najczęściej problemy ze zwierzętami to wina ludzi. Zmienił się nasz rytm dnia i skład "stada" na jakiś czas i choć są trzy kuwety i super drapak do zabawy Nitka źle to znosi i siusia:( Do tego zapowiada nam się rozłąka, więc aby kotce ulżyć poszłam do weta po pomoc. Po długiej rozmowie wybraliśmy obrożę z feromonem, która ma Nitkę wyciszyć i uspokoić.
Sposób nie do końca trafiony, bo Nić próbuje obrożę ściągnąć i to w taki sposób,że boję się o jej życie.
Nie ma mowy, abym wyjeżdżając ubrała w nią kota. Przed wyjściem do pracy zdjęłam obrożę, nałożę, gdy wrócę.
Ale co z moim wyjazdem i to aż na kilka dni? Chyba sięgnęły po rozwiązanie najdroższe - dyfuzor Feliway, tylko czy kurier zdąży przed wyjazdem? U weta nie mieli.

niedziela, 8 czerwca 2014

Update majowy i pożegnanie


Maj minął mi w oka mgnieniu i bardzo dobrze, bo takiej kumulacji różnych spraw dawno nie było i mam nadzieję, że więcej nie będzie. Pomijając sprawy trudne i smutne, zdarzyło się kilka miłych chwil.


Były urodziny Mamy i tort orzechowy z fontanną.
Były odwiedziny u brata i widoki z okna 

i odwiedziny u siostry, u której w albumie znalazłam zdjęcie mojego psa.

Mój Burek to ten większy. Teraz, gdy mam inną świadomość o traktowaniu zwierząt miałby z nami lepiej, ale mimo swego psiego losu i tak był wiernym psem. Na pewno zapewniłabym mu lepszą śmierć niż miał. Po lekturze wielu kocich książek, wiem czego można oczekiwać od weta. Wtedy nikt tego nie wiedział i biedny schorowany pies na koniec miał dodatkowy stres. Do dziś jest mi przykro z tego powodu. Teraz wolę krocie zapłacić, ale wezwać weta z sercem, niż rzeźnika. 

Wykluły się szpaki o czym świadczyły skorupki pod domem oraz ich kwilenie.
Odwiedziła mnie moja Mama i były prezenty! Dostałam parasolkę w koty! Nitka zaakceptowała nowe stado.

A dziś zrobiliśmy sobie wycieczkę do miejsca, które odkryliśmy kiedyś przypadkiem.
Najpierw był tunel z drzew, a potem przestrzeń i woda. To zapora w Dębem.



A potem była piękna czerwcowa łąka 




I tym postem żegnam się na najbliższe trzy miesiące. Do końca sierpnia czeka mnie dużo pracy i różnych innych zajęć. Być może pojawią się jakieś posty, które wrzucę mmsem, ale nie spodziewam się, abym miała o czym pisać. Nigdzie nie jadę, nic nie będę szyła, wolnego czasu nie będzie. Lato upłynie nam pod znakiem ortopedii i rehabilitacji, bo wielu moim bliskim przytrafiły się kontuzje i wypadki. Trzeba to po prostu przetrwać i ćwiczyć, i jeszcze raz ćwiczyć.

czwartek, 22 maja 2014

Nowy czarny kot w stadzie

Moja kociarnia powiększyła się o kolejnego czarnego kotka. Ten będzie zawsze ze mną chodził.
Czyż nie jest uroczy?

niedziela, 11 maja 2014

Koty lubią misie

Starsza kotka pomaga filcować misia.
Najpierw próbowała zjeść wełnę,potem chciała ukraść kulkę przgotowaną na głowę misia,a potem położyła się na wszystkim i ruszyć nie dała.

czwartek, 17 kwietnia 2014

Kto śpi na mojej poduszce?
Starsza kotka ostatnio zaczęła mnie lubić i ciągnie w moją stronę.Wreszcie!

wtorek, 15 kwietnia 2014

wtorek, 8 kwietnia 2014

Pijana kratka

Przeprosiliśmy się z Łucznikiem. Okazało się, że nic mu nie dolega, wystarczyło tylko zmienić igłę.
Dokończyłam zatem sukienkę z pijanej kratki.
To model z lutowej Burdy 101 zmodyfikowany, bo rękawy ma z modelu 102.
Z przodu jest kieszeń kangurka, ale tak płytka, że nawet chusteczka wyleci. Muszę to poprawić.



sobota, 1 marca 2014

Sukienko-tunika



W poprzednim poście zamieściłam szybką fotkę z komci, pora na uczciwą prezentację działa, które powstawało długo, ale na szczęście bez większych boleści.

Model 105 z numeru 9 z 2012 roku Burda zalecała szyć z elastycznych tkanin. Oczywiście miałam inny pogląd na ten model. Marzył mi się z grubszej ciepłej tkaniny, a nie z dzianiny. Zrobiłam więc po swojemu, wybrałam większy rozmiar (zwykle jestem pomiędzy dwoma rozmiarami raz między 36 a 38, innym razem między 38 a 40) i wszyłam zamek. Kolejną zmianą było doszycie dolnej części podszewki. Wykrój zakładał podszewkę tylko do części górnej, ale podczas przymiarki okazało się, że materiał wierzchni źle się układa i szybko docięłam „spódniczkę” z podszewki.



Nie pamiętam czy tkaninę kupowałam już specjalnie dla tego modelu, czy najpierw kupiłam tkaninę potem spodobał mi się model. Moja pamięć sięga momentu, w którym w mojej głowie tkanina ta była już sprzężona z tym modelem.
Tkanina to coś podobnego do aksamitu, a może nawet to jest aksamit? Ma tłoczony wzór, który składa się z trzech różnych malutkich kwadracików, ułożonych w określonej względem siebie kolejności. Materiał jest bardzo przyjemna w dotyku, ale niestety trochę się gniecie i niemożliwie strzępi podczas krojenia i szycia.
Sukienko-tunika jest dość luźna, śmiało więc mieści się na spodniach i swetrze, jak zakładał mój plan. Jest wygoda, a szczególnie fajne są kieszenie, w których mogę ukryć moje dwa telefony, chusteczki i grzebień.
Bardzo się cieszę, że w końcu jest gotowa. Długo zbierałam się do szycia, długo ją szyłam (zaczęłam w 2013 roku) i wreszcie jest :))

Oczywiście nie mogłam oprzeć się pokazaniu zdjęcia z moim czarnulkami. Nawet Sz. dała się złapać do zdjęcia:)

piątek, 21 lutego 2014

Ktoś pił z mojego kubeczka!

Uzupełnienie: kotka dorwała się do ciepłej wody. Nie szło jej przegonić taka była uparta, stąd takie zbliżenie.

środa, 12 lutego 2014

wtorek, 29 października 2013

Piękny weekend

Ostatni weekend  spędziliśmy fantastycznie ładując akumulatory w dobrym towarzystwie i na łonie przyrody. Pojechaliśmy z Ziutkiem do znajomych na wieś, gdzie prawie wszystko jest swoje: warzywa, miód i jajka od szczęśliwych kur:) Zabraliśmy ze sobą kulki życia, galantynę (przepisy na moim drugim blogu tu i tu) oraz koncentrat bulionu warzywnego. Moje kulki robią furorę:)
Ugoszczono nas cudownymi smakołykami, które niebawem pokażę na blogu kulinarnym, tutaj tylko wspomnę, bo nie wypada milczeć, gdy ktoś takie rzeczy serwuje...
Objedzeni jak bąki poszliśmy spalać kalorie w lesie.
Dawno nie byłam w lesie. Nie lubię chodzić do lasu, bo te lasy koło nas to śmietniska. A tam... prawie idealnie czysto. Więcej było "pamiątek" pozwierzęcych niż ludzkich. Po drodze szukaliśmy grzybów i gadaliśmy, gadaliśmy...

Grzyby kryły się w trawie
Ziutka wciąnęło szukanie maślaków
Tajemnicza wyspa w lesie
Trawy chcą żyć nawet na piasku
Osobliwe grzyby
Czy to był łoś?

Po powrocie z lasu zjedliśmy kolację pod czujnym okiem Mikusi
A następnego dnia rzeźbiliśmy swe ciała pływając w powiatowym basenie:)
To był super weekend, wreszcie spędzony sensownie i bez wyrzutów sumienia.