Już dwa tygodnie temu usłyszałam jego płacz. Tydzień temu wysadził maleńką główkę przez dziurę w dachu, patrzył na nas i piszczał. Wmawiałam sobie, że na pewno niedaleko jest jego mama, choć słyszałam, że jego płacz jest inny, niż zwykłe wołanie mamy, żałosny i niepokojący.
Gdy w sobotę wyszedł na dach, szedł na chudych nóżkach w mają stronę już wiedziałam, że mamy nie ma i już nie będzie, a maluch nie jadł już długo. Serce mi pękało, ale nie było jak mu pomóc.
Na szczęście pojawili się sąsiedzi, drabina, przeszliśmy przez płot na opuszczoną działkę i mój dzielny mąż zgarnął kocie skórkę i kości.
Zdążyliśmy do weta. I oto mamy kociego chłopca, zdrowego ale wygłodzonego. Ma jakieś 5 tygodni. Nabiera u nas sił i ciałka, ale już teraz szukamy mu domu.
Jest czarny, dzielny i odważny. Roboczo nazywa się Rodos od Rodzinnego Ogrodu Działkowego Otoczonego Siatką. Jest tak mały, że dla kontrastu mówimy o nim Kolos z Rodos (na wyspie Rodos był kiedyś taki pomnik).
Ten blog założyłam, aby nie uciekło zupełnie to, co się dzieje wokół mnie i to, co robię. Ma być też podglądem mojego życia dla bliskich, którzy są daleko. Chcę zamieszczać to wszystko, co robię w wolnym czasie, dużo tego nie będzie, bo wolnego czasu mam mało. Dlatego też chcę zapisywać sobie te cenne chwile. Zapraszam
poniedziałek, 21 września 2015
Kolos z Rodos
wtorek, 25 sierpnia 2015
Żegnaj Białasko
W pracy mamy koty. Od piątku jedna kotka się nie pokazała. Dziś dowiedziałam się od sąsiadów, że zabił ją samochód.
Miała szczęśliwe kocie życie, szkoda tylko, że takie krótkie;(
To jej ostatnie zdjęcie.
sobota, 30 maja 2015
Jak pies z kotem
Taka oto przyjaźń. Judi i Szarusia, niesamowite bo ulubionym kotem Judi jest Dzikuska (vel Fizia Pończoszanka). A tu proszę jaka niespodzianka!
środa, 20 maja 2015
piątek, 1 maja 2015
Powrót „mamy” i apel Kalinki
![]() |
| "Mama" odważnie zagląda do nas |
![]() |
| Ma cudowne futerko i wspaniale daje się głaskać (nie uciekała przed moją obcą ręką) |
wtorek, 21 kwietnia 2015
Łowy
Po serii jesiennych sterylizacji kotów, które przybłąkały się do biura, została nam kotka matka do złapania. W październiku dwa razy była w klatce-łapce, zjadła przynętę i... wyszła. W czwartek wróciliśmy do łapania z nową klatką, którą pani Kociara wypożyczyła z gminy.
Pani Kociara to osoba, która poświęca swój czas, energię i pieniądze na zapobieganie biedzie kotów miejskich i ratowanie tych, które w biedę popadły. Dzięki niej wstąpiła w nas nową nadzieja, że mamę da się złapać.
Dziś Pani Kociara przyniosła wątróbkę i polędwicę wołową, bo na rybę kotka nie reagowała. I udało się! Kicia jest już w klinice.
Do kliniki trafiła też Dzikuska, która przybłakała się do moich rodziców. Pogryzła kartonowy kontener i prawie uciekła po drodze.
I tym sposobem uratowałyśmy 200 kotów, bo sterylizując jednego ratuje się sto przed biedą.
czwartek, 19 marca 2015
Mój kot z piekła rodem cz. III
Przełamałam się i zostawiam włączony Feliway, gdy mnie nie ma. Choć lubię mieć wszystko z gniazdek wyłączone, to jednak po to jest ten dyfuzor, by pracował podczas mojej nieobecności. Do sezonu burzowego może w gniazdku siedzieć;)
Czekam na efekty. Na razie kałuży nie ma, ale Nitka wciąż szaleje, po nocach płacze i poluje na biedną Sz. A ostatnio i mnie się dostało. Nagle podczas zabawy przeszła w fazę agresji. Wbiła zęby w moją dłoń, a pazurami podrapała rękę. Takiej furii nie widziałam jeszcze u niej:(
Feliwayu działaj szybciej!
czwartek, 5 marca 2015
Kot z piekła rodem cz.II
Obroża z feromonem nie sprawdziła się, bo kot próbował ją zjeść lub się udusić. Znów dwa dni z rzędu było siusianie, a do tego zastraszanie drugiej kotki.
Pańcia się szarpnęła i kupiła wreszcie feromony w dyfuzorze - słynny Feliway. Zobaczymy jak to zadziała.
Do tego odrobaczanie, badanie moczu i opatrzenie skaleczonej łapki (gdzie ona wlazła?!).
piątek, 16 stycznia 2015
Mój kot z piekła rodem
Znów zaczęły się problemy z Nitką. A właściwie to z ludźmi, bo najczęściej problemy ze zwierzętami to wina ludzi. Zmienił się nasz rytm dnia i skład "stada" na jakiś czas i choć są trzy kuwety i super drapak do zabawy Nitka źle to znosi i siusia:( Do tego zapowiada nam się rozłąka, więc aby kotce ulżyć poszłam do weta po pomoc. Po długiej rozmowie wybraliśmy obrożę z feromonem, która ma Nitkę wyciszyć i uspokoić.
Sposób nie do końca trafiony, bo Nić próbuje obrożę ściągnąć i to w taki sposób,że boję się o jej życie.
Nie ma mowy, abym wyjeżdżając ubrała w nią kota. Przed wyjściem do pracy zdjęłam obrożę, nałożę, gdy wrócę.
Ale co z moim wyjazdem i to aż na kilka dni? Chyba sięgnęły po rozwiązanie najdroższe - dyfuzor Feliway, tylko czy kurier zdąży przed wyjazdem? U weta nie mieli.
niedziela, 8 czerwca 2014
Update majowy i pożegnanie
A potem była piękna czerwcowa łąka
czwartek, 22 maja 2014
Nowy czarny kot w stadzie
Moja kociarnia powiększyła się o kolejnego czarnego kotka. Ten będzie zawsze ze mną chodził.
Czyż nie jest uroczy?
niedziela, 11 maja 2014
Koty lubią misie
Starsza kotka pomaga filcować misia.
Najpierw próbowała zjeść wełnę,potem chciała ukraść kulkę przgotowaną na głowę misia,a potem położyła się na wszystkim i ruszyć nie dała.
środa, 7 maja 2014
czwartek, 17 kwietnia 2014
wtorek, 8 kwietnia 2014
Pijana kratka
Dokończyłam zatem sukienkę z pijanej kratki.
To model z lutowej Burdy 101 zmodyfikowany, bo rękawy ma z modelu 102.
Z przodu jest kieszeń kangurka, ale tak płytka, że nawet chusteczka wyleci. Muszę to poprawić.
sobota, 1 marca 2014
Sukienko-tunika
piątek, 21 lutego 2014
środa, 12 lutego 2014
wtorek, 29 października 2013
Piękny weekend
Ugoszczono nas cudownymi smakołykami, które niebawem pokażę na blogu kulinarnym, tutaj tylko wspomnę, bo nie wypada milczeć, gdy ktoś takie rzeczy serwuje...
Objedzeni jak bąki poszliśmy spalać kalorie w lesie.
Dawno nie byłam w lesie. Nie lubię chodzić do lasu, bo te lasy koło nas to śmietniska. A tam... prawie idealnie czysto. Więcej było "pamiątek" pozwierzęcych niż ludzkich. Po drodze szukaliśmy grzybów i gadaliśmy, gadaliśmy...
Grzyby kryły się w trawie
Ziutka wciąnęło szukanie maślaków
Tajemnicza wyspa w lesie
Trawy chcą żyć nawet na piasku
Osobliwe grzyby
Czy to był łoś?
Po powrocie z lasu zjedliśmy kolację pod czujnym okiem Mikusi
A następnego dnia rzeźbiliśmy swe ciała pływając w powiatowym basenie:)
To był super weekend, wreszcie spędzony sensownie i bez wyrzutów sumienia.





_.jpg)
_.jpg)
_.jpg)
_.jpg)
_.jpg)
_.jpg)
















_.jpg)
_.jpg)
_.jpg)
_.jpg)
_.jpg)
_.jpg)
_.jpg)