Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wycieczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wycieczki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 listopada 2015

Listopadowa wycieczka

Od kilku lat w połowie listopada nachodzi nas chęć na mniejszą lub większą wycieczkę. Był Golub Dobrzyń, była gęsina na Kujawach, Ostromecko i Chełmno. Dziś była dolina Wkry.

niedziela, 6 września 2015

Wycieczka na pożegnanie lata

Kolejny zamek na szlaku zamków gotyckich zdobyty. Widywaliśmy go z daleka i obiecywaliśmy sobie, że kiedyś tam zajedziemy. Udało się to wczoraj. Neidenburg czyli Nidzicę zwiedziliśmy i polecamy.
Teraz może pora zdobyć Malbork?

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Prawdziwa, elegancka restauracja

Z okazji 10. rocznicy ślubu, moich były imienin i nadchodzących imienin męża poszliśmy do Opasłego Tomu, eleganckiej restauracji, należącej do Kręglickich, rodzeństwa restauratorów. Zostaliśmy dopieszczeni smakami i profesjonalną obsługą. Właśnie tak powinno być w każdej restauracji, np. to że kelnerzy informują dokładnie co jest w menu, wiedzą co polecić, poinformują co właśnie dostajesz na talerzu i jeśli niechcący spadnie ci widelec, od razu przyjdą z czystym. Obrus jest świeży dla każdego klienta, a serwetki do wycierania ust z tkaniny, a nie z papieru. Nie wspominając, że kwiaty są żywe a nie sztuczne. Mieliśmy zamówiony stolik (bo czasem ciężko tam wejść bez rezerwacji) i menu degustacyjne z sześciu dań. Na początek była sałatka z grillowanych szparagów w sosnowym sosie z listkami świeżych ziół i wędzoną ritą (kozi ser). Potem zupa krem z kalarepki z pesto z liści rzodkiewki i rukwi wodnej. Później halibut w sosie marchewkowo-maślanym z kiszoną młodą kapustą i czerwoną soczewicą, po tym dostaliśmy sorbet cytrynowo-miętowy na oczyszczenie kubków smakowych po rybie, bo później miał być drób, czyli pierś perliczki w cydrze z pęczakiem, botwinką i słonecznikiem. Po daniach głównych były desery: polskie sery zagrodowe (mleczna droga, kozia rura i ser kozi z popiołem) i na koniec degustacja czterech mini deserów (Crème brûlée, tiramisu - były boskie!). Jedynie lemoniada mi nie przypadła do gustu, chyba za bardzo jestem przywiązana do smaku lemoniady, którą robię i znam od dzieciństwa. Chętnie odwiedzimy pozostałe restauracje rodziny Kręglickich - tyle jeszcze smaków do odkrycia!

sobota, 20 czerwca 2015

Egzamin, nagrody i pocieszajki

Zdałam, uff! Cieszę się, że to już za mną.
Kolejny egzamin dyplomowy uczciłam w ulubionej lodziarni. I kolejny raz mnie obsługa zaskoczyła. Po obronie magisterki dostałam puchar lodów gratis, bo ktoś uczył się ozdabiania deserów lodowych. Tym razem dostałam dodatkową porcję rurek waflowych, bo pochwaliłam, że smaczne i że to smak mojego dzieciństwa.
Poza tym są tam pyszne lody i warto wybrać się tam nawet bez okazji:)
A potem był Empik i kolejne nagrody i pocieszajki.
"Spektrum" - gdy zobaczyłam nazwisko autora od razu wiedziałam, że muszę mieć tę książkę. Dr Ornish jest dla mnie wielkim autorytetem. Wielu ludziom, którym tradycyjną medycyna powiedziała koniec, uratował życie. Później zajrzałam do środka i zobaczyłam, że redakcję merytoryczną zrobiła dr Biernat-Kałuża - moja lekarka, której wiele w życiu zawdzięczam.
Jestem bardzo ciekawa, co dokładnie znajdę w tej książce.
"Czerwony czołgista" to wybór męża.
A książka "Bóg zawsze znajdzie ci pracę" R. Brett została wypatrzona przez męża już przy kasie. Przeceniona i jak jej nie kupić skoro i tak chciałam mieć jej kolejny tytuł?
A potem był spacer po mieście i rocznicowo-imieninowe wyjście do restauracji. Ale to już inna historia...

wtorek, 9 czerwca 2015

Wśród pól

W raju oprócz czereśni był też pies. I spacer wśród rozgrzanych czerwcowym słońcem pól. I kanapki ze świeżym miodem... Te kolory, zapachy, smaki... niestety trzeba było wracać i znów wąchać miejski smrodek.

piątek, 22 maja 2015

Szczęście znów się uśmiecha

I kolejny raz poszczęściło mi się w kończynie. Tym razem znalazłam pięciolistną. Trochę nie foremna, ale pięć listków jest.
Dziś miałam też przyjemność przejechać się nową linią metra w Warszawie. Nie ma to jak służbowy wypad do miasta:)

niedziela, 17 maja 2015

Życie radiowe

Dziś miałam przyjemność zwiedzać Polskie radio. Ponoć budynek, w którym znajduje się radio miał być więzieniem, ale przyszła odwilż i na szczęście nikogo w nim nie osadzono.
Wrażenia super!

niedziela, 12 października 2014

Update z lata



Lato nie chce odejść, zsyła piękne słoneczne dni i dopieszcza ciepłymi promieniami, jakby chciało mi wynagrodzić to, że nie miałam urlopu i czasu, aby nacieszyć się tą porą roku.
Na początku lata zapowiadałam, że czeka mnie ciężki czas. Gdy to pisałam (tutaj) nie spodziewałam się, że będzie aż tak ciężko. Choć od początku września już jest lżej, do tej pory dochodzę do siebie i nie mogę nabrać sił. Do tego jeszcze wrześniowa infekcja nie pomogła w odzyskiwaniu energii.

Dlaczego mój blog żył tylko dzięki postom przesyłanym z komórki? Dlatego, że w moim życiu zaszły duże zmiany – po 16 latach pożegnałam zawód, który wybrałam, i zmieniłam pracę. Nie zrobiłam tego z własnej i nieprzymuszonej woli. O nieciekawych szczegółach pisać nie chcę, dodam tylko, że na początku tego roku uświadomiłam sobie, że mnie już nie ma. Ja nie żyję i jeśli chcę żyć to muszę coś zrobić. Nie chcę, aby moje życie wyglądało jak ostatnie dwa lata. Moje modlitwy o zmianę zostały szybko wysłuchane. Nadpłynęła szalupa ratunkowa i wskoczyłam do niej. Wiele osób mogłoby mieć pretensje (i niektórzy mają) o mój wybór, ale jak przypływa szalupa ratunkowa, to się nie pyta czy jest miejsce na wyściełanym fotelu czy na twardej desce, tylko się wsiada i ratuje życie. Tak, ta zmiana była dla mnie dosłownie jak szalupa ratunkowa.

Przez trzy miesiące (czerwiec, lipiec i sierpień) kończyłam moją starą pracę i w nowej pracowałam na pół etatu. Urlop ze starej pracy spędziłam w nowej na czasie próbnym i przez to wszystko jestem zmęczona jak pies. Ale! Ale wracam do domu, wysiadam z kolejki i się uśmiecham! Widzę, że niebo jest niebieskie, a chmury białe, widzę kolorowe liście i jesienne promienie słońca. Wcześniej tego nie widziałam, nie było mnie, a teraz zachwycam się wszystkim i chłonę otaczający mnie świat i chcę nadrobić zmarnowane dwa lata.
Poza intensywną pracą latem było kilka miłych wydarzeń i przykrych niestety też. Część relacjonowałam już na blogu z prosto z komórki, a do innych chcę wrócić teraz. Zapraszam na chwile wspomnień.

Zupełnie niespodziewanie odwiedziła mnie moja przyjaciółka z rodziną. Krótka to była wizyta, ale jakże fajna! Wspólny spacer po czerwcowych łąkach, dziewczyn buszujące w trawach i ciotka jako dziki koń, gadanie do późna i stosy naleśników z domową nutellą. 

 






W połowie czerwca, tego samego dnia przyjechało pogotowie do naszej Babci i do taty mojego kolegi. Siedzieliśmy oboje jak na szpilkach i czekaliśmy na wieści z domu. Babcia trafiła do szpitala, tata kolegi został w domu. Po dwóch dniach odszedł otoczony bliskim.
Dlaczego warto co jakiś czas przypominać sobie podstawy udzielania pierwszej pomocy? Dlatego, że jeśli kiedykolwiek będziecie kogoś reanimować, będzie to najprawdopodobniej bliska osoba. To taka refleksja po tych dwóch zdarzeniach.
O polskiej służbie zdrowia rozpisywać się nie będę, krótko napisze o tym, że bez uprzedzenia, bez czasu na reakcję wypisano Babcię do domu. Nie zdążyliśmy nawet spytać, ile mogłaby zostać na oddziale i czy jest oddział paliatywny. Z dnia na dzień oddali pacjentkę leżącą, bez kontaktu, z sondą do karmienia. Kto wie jak opiekować się chorym leżącym? Jak zmienić przecierało, gdy pacjent ani ręką ani nogą nie rusza? Jak założyć pampersa dorosłemu i jak go umyć? Jak nakarmić, gdy sam nie przełyka? Na takie pytania trzeba było szybko znaleźć odpowiedź. Dzięki życzliwości wielu osób udało się zorganizować łóżko dla leżącego chorego i materac przeciwodleżynowy. Chwile grozy były, gdy w aptece skończyły się pielucho majtki, a w hurtowni nie było… 
Poniżej książka, którą pożyczyła mi moja rehabilitantka. Warto wiedzieć, że są takie publikacje, bo nie ma co liczyć, że ktoś w szpitalu nas przeszkoli zanim odda nam pacjenta.


"Zasady podnoszenia i przemieszczania pacjentów. Przewodnik dla pielęgniarek"
Redaktor naukowy wydania polskiego mgr Elżbieta Szwałkiewicz.

I gdy już wszystko zostało dobrze ogarnięte, a Mama i Ciocia weszły w rytm opieki nad Babcią – Babcia odeszła. Na szczęście stało się to w domu, wśród bliskich. Życzę każdemu, aby na starość miał taką opiekę jak Babcia miała w domu.

W lipcu wyrwaliśmy się z mężem na jeden weekend. Moja Mama była u nas - już operacji kolana, i została z kotami, które niestety źle zniosły rozłąkę z nami. Nitka znów zaczęła siusiać z tęsknoty.
A co robiliśmy w tym czasie? Byliśmy na zlocie motocykli Sokół i pojazdów zabytkowych w Czersku.





Zwiedziliśmy też tamtejszy zamek książąt mazowieckich. Wspaniałe miejsce, a widoki cudowne. Aż wierzyć się nie chce, że zamek ten stał kiedyś nad Wisłą.














Odwiedziliśmy też Otwock w poszukiwaniu stylu świdermajer, ale niestety niewiele dało się dojrzeć wiele wśród bujnej roślinności.


W połowie sierpnia podziwialiśmy motolotnie, które miały zlot na Mazurach. Jeden latał nad nami kilka razy i nam machał, fajne wrażenie. Ciekawe, jak jest tam w górze?

A pod koniec sierpnia miałam bardzo krótki urlop: dwa dni. Zrobiliśmy sobie wycieczkę do Kruszynian i Białegostoku (relacja z komci tutaj).
Zwiedziliśmy meczet i tamtejszy cmentarz.







W Jurcie tatarskiej zjedliśmy koźlinę (pysznie doprawioną), kołduny tatarskie - pierogi z mięsem wołowym lub wołowo-jagnięcym podawane z rosołem; pierekaczewnik - ciasto wielowarstwowe z mięsem, serem lub jabłkami, manty - gotowane na parze z białym serem.
Na wynos dla Mamy zabraliśmy przepyszne ciasteczka Czk-Czak - tatarskie ciasteczka oblane naturalnym miodem, makiem lub migdałami; oraz bułeczki drożdżowe z borówką. 

kołduny

Pierekaczewnik

koźlina

manty



W Białymstoku, przeszliśmy „naszym” szlakiem. „Naszym”, bo tutaj moi rodzice brali ślub, tutaj się urodziłam i tutaj spędziliśmy pierwsze lata wspólnego życia. W akademiku na Krakowskiej.

"Nasze okno nad daszkiem"

Przygnani wspomnieniami zaszliśmy do Pałacu Branickich - Wersalu północy. Dziś należy on do Akademii Medycznej, a kiedyś udzielano tu ślubów. Trafiliśmy na wspaniałego przewodnika, który pokazał nam nie tylko salę, w której moi rodzice przysięgali sobie miłość, ale także inne zakamarki pałacu: wspaniałą bibliotekę i czytelnię. Nasunęło mi się takie porównanie. Uniwersytet w Poczdamie też mieści się w pałacu, ale tamtejsza biblioteka może się schować w porównaniu z białostocką.










To tutaj padło "tak";)

Ktoś piękną widokową oś szpetnie zepsuł







Serwetka na murze


 W drodze powrotnej  przejeżdżaliśmy przez Prostki. Tutaj, na granicy prusko-rosyjskiej pracował mój prapradziadek.

 
I to moje migawki z lata 2014.

„Żegnaj, lato na rok, stoi jesień za mgłą,
czekamy wszyscy tu, pamiętaj nas i wracaj znów.” (Bogdan Olewicz)
Wierzę, że za rok będę w lepszej formie i z latem pójdę pod rękę:)