Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pies. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pies. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 czerwca 2015

Wśród pól

W raju oprócz czereśni był też pies. I spacer wśród rozgrzanych czerwcowym słońcem pól. I kanapki ze świeżym miodem... Te kolory, zapachy, smaki... niestety trzeba było wracać i znów wąchać miejski smrodek.

sobota, 30 maja 2015

Jak pies z kotem

Taka oto przyjaźń. Judi i Szarusia, niesamowite bo ulubionym kotem Judi jest Dzikuska (vel Fizia Pończoszanka). A tu proszę jaka niespodzianka!

czwartek, 21 maja 2015

Lemon

A dziś do biura zawitał pies

Lemon jest rasy shih tzu i jest ze schroniska. Trafił tam wraz ze swoją mamą, wcześniej byli w nielegalnej hodowli, gdzie mamę mocno eksploatowano. Jak przestała produkować ładne i dochodowe młode pozbyto się jej i Lemona, który odbiega trochę wyglądem. Oboje mieli szczęście, bo trafili razem do kochającego domu. Niestety dwa miesiące temu mama odeszła, Lemon został sierotą. Na szczęście ma dom i jakoś sobie radzi. A dziś zabawia nas w pracy i każdemu daje głaskać. Tym wpisem chciałam pokazać, jakie skarby czekają w schroniskach. Nie rozmnażaj - adoptuj!

środa, 2 lipca 2014

Reset

Kwadrans na reset i chwila dla mnie. I dla psa oczywiście:)
To było bardzo szybkie sobotnie ładowanie akumulatorów.

piątek, 2 maja 2014

Update wczesnowiosenny



Nie pamiętam, kiedy ostatni raz pisałam post na moim blogu. Większość czasu spędzam przy służbowym komputerze, na którym na bloga nie zaglądam. I gdyby nie możliwość zamieszczania postów mmsem, mój wirtualny pamiętnik zamarłby zupełnie. Świetnie, że mogę przesyłać posty ze smartfona, jednym minusem jest rachunek, jaki mi przyszedł… cóż pakiet mmsów szybko się skończył.
Początek wiosny w tym roku nie był taki zły, choć bardzo tęskniłam za śniegiem. Wrócę zatem do kilku wydarzeń, których przez ostatnie dwa miesiące nie miałam kiedy opisać. Nie chcę by uciekły w niepamięć, często blog jest dla mnie deską ratunku i przypomnieniem, co kiedy było.
Powitanie wiosny
Wiosnę witaliśmy u znajomych i mieliśmy jak rok temu (relacja tutaj) utopić Marzannę, ale tak rozleniwiliśmy się w wiosennych promieniach słońca. Pszczoły latały, pies się łasił i skończyło się tylko na pieczeniu kiełbasek i wygrzewaniu w słońcu.




Choć wiosna to jednak czasem czapka się przydaje. Uszyta w grudniu czapka-szalik właśnie na taką pogodę jest świetna. Raz służy jako czapka

Innym razem jako szalik, wystarczy ją rozciągnąć.

Wielkanoc 2014
Drugi raz z rzędu szykowałam wielkanocne śniadanie dla rodziny Ziutka. Ciężko gotuje się w wielkim garze, ale moje 5 litrów białego barszczu na białej kiełbasce udało się wyśmienicie.
A oto krótki przepis, bo za rok znów pewnie będę go szukać. Najprościej jest zostawić przepis na blogu.

Biały barszcz

Białą kiełbasę zalać wodą dodać listek laurowy, ziele angielskie i kilka ziaren pieprzu. Gotować aż kiełbasa będzie miękka. Dodać dużo roztartego w dłoniach majeranku i wyciśnięty czosnek. Jeszcze chwilę pogotować i zaprawić mąką i śmietaną. Na koniec doprawić sokiem z cytryny, solą i pieprzem. Można dodać tartego chrzanu dla podkręcenia smaku.


Wielkanoc to u mnie festiwal mazurków. W tym roku jeszcze u siebie upiekłam: mazurek bakaliowy, mazurek budyniowy, dwie drożdżowe baby wielkanocne, sernik wiedeński i tort serowo-jabłkowy. A u rodziców powstał jeszcze mazurek figowy. Mama zrobiła mazurka z kaszy manny i wspólnie ukręciłyśmy paschę z kaszy jaglanej – niewypał, bo nie chciała zachować kształtu. Była za to smaczna jaglana breja. Dziadek też miał swój udział. Przywiózł keks i mazurek kajmakowy. A sąsiadka przyniosła karpatkę oraz bajaderkę. Lubię takie święta:)
Mazurek z kaszy manny

Mazurek bakaliowy

Tort serowo-jabłkowy z sernikiem wiedeńskim w tle

Mazurek pazurek z polewą kajmakową

Mazurek budyniowy

Drożdżowa baba wielkanocna

Pascha jaglana

Kilka lat temu niewypałem był mazurek budyniowy. W przepisie moim zdaniem były złe proporcje. Zanotowałam wtedy swoje uwagi i modyfikacje i postanowiłam w tym roku wrócić do niego. Okazał się hitem. Za to zeszłoroczny hit - mazurek bakaliowy - nie cieszył się w mojej rodzinie takim powodzeniem, za to u sąsiadów tak. Za rok nie będę go robić, za to budyniowy już został zamówiony przez kilka osób.
Mazurek figowy


Pierwszy raz robiłam tort serowo-jabłkowy, smaczny ale nie powalił na kolana i prędko nie wróci na nasz stół.
W stałym repertuarze pozostają: baby, sernik, mazurek figowy, z kaszy manny i keks.
Po takim łasuchowaniu spacer jest koniczny. I tego na co dzień najbardziej mi brak, moich pól i lasów i polnych dróg…


Dzień Ziemi
W ostatnią niedzielę kwietnia uczciliśmy Dzień Ziemi oddają elektor złom i dostaliśmy za to dwie tuje i pęcherznicę kalinolistną. A później udaliśmy się na wieś na urodziny kolegi. I znów była wspaniała wyżerka, np. domowe burgery grillowane na grillu, pasztele (uwielbiam!) i wiele innych smakołyków. 


Wszędzie dookoła rośliny rwą się do życia.
Nie tylko rośliny chcą żyć, ale także owady.

Tylko dlaczego musiały złożyć jaja na świeżo wypranej białej koszuli Ziutka, którą suszyłam na balkonie?


Moje zdjęcie w Burdzie

Pod koniec 2012 roku ukazało się w Burdzie moje zdjęcie (pisałam o tym tutaj). Dlaczego teraz do tego wracam? Dlatego, że zdjęcie to zrobiła mi moja przyjaciółka, która w świąteczną niedzielę miała poważny wypadek. Pijany kierowca wjechał w nią gdy wracała od rodziców. Wjechał i zwiał. Przez kilka dni walczyła o życie. Teraz jest już wybudzona, leży załamana w szpitalu w ciężkim stanie. Przed nią miesiące rehabilitacji.
Skąd biorą się pijani kierowcy? To nie są kosmici, którzy spadają z nieba. To mogą być nasi rodzice, rodzeństwo, dzieci lub znajomi. Każdy pijany kierowca przecież kogoś na tym świecie ma. Nie pozwólmy naszym bliskim siadać za kierownicę po spożyciu alkoholu. Nie akceptujmy takich zachowań. 
Trwa długi weekend czas grilów i majówek, bądźmy czujni i rozsądni.
 

czwartek, 1 września 2011

III Parada Labradorów



W niedzielę w Warszawie odbyła się III Parada Labradorów połączona ze zbiórką pieniędzy na fundacje, zajmujące się szkoleniem psów dla osób niepełnosprawnych. Były prezentacje fundacji i psich umiejętności. Imprezę prowadzili Dorota Wellman i Marcin Prokop.
Większość czasu spędziliśmy na stoisku fundacji, którą wspieramy: Razem w świecie. Fundacja ta szkoli psy dla osób niewidomych, jeżdżących na wózkach i chorych, np. na cukrzycę. Taki psi asystent jest w stanie wyczuć pierwsze zmiany biochemiczne w organizmie człowieka i uratować go przed zapadnięciem w śpiączkę.

Na scenie instruktorka markowała zasłabnięcie, pies natychmiast biegł do specjalnego przycisku, który wciskał nosem, a do ustalonego miejsca docierał sygnał, że coś się z chorym dzieje. Odbiornik tego sygnalizatora można ustawić u rodziny, u sąsiadów lub w dowolnym miejscu, skąd może zostać wezwana pomoc do chorego.
Pies ten potrafi też pomóc w zdjęciu kurtki, czy koszuli.
Wyszkolenie takiego psa zajmuje od 2–2,5 roku i nie jest tanie, dlatego każdy grosz się liczy, bo osób potrzebujących takiego psiego pomocnika jest bardzo dużo.
I to ważny apel do wszystkich, którzy na swej drodze spotkają psa przewodnika, czy asystenta. Bardzo proszę, zapamiętajcie, że takich psów nie wolno głaskać ani w jakikolwiek sposób zaczepiać. On ma całym sobą skupić się na osobie, której służy, a w przypadku psów wskazujących zmiany biochemiczne, nie można zakłócać pracy innym zapachem ani oddzielać go od właściciela.
Jeśli jesteśmy ze swoim pupilem, to odejdźmy, by nasz pies nie zechciał zaczepić kolegi.
Często ludzie tego nie przestrzegają, wołają, cmokają: o jaki śliczny piesek i myślą, że jak pies pracujący to każdy może go pogłaskać. A tak nie jest. Pies jest na służbie i trzeba pozwolić mu pracować.

A to druga gwiazda z fundacji Razem w świecie. To nie jest przypadek, że ten pies leży jak gwiazda filmowa z łapą na łapie. On tak się ukąsa sam, tak już ma i lubi założyć sobie łapę na łapę, jak my czasem zakładamy nogę na nogę.
Były też inne pieski, które dają się szkolić, np. rasa Australian Cattle Dog. Najdłużej żyjąca rasa psów. Rekord to 29,5 roku! Do tego psy bardzo mądre i pięknie umaszczone, błękitno lub rudo. Znam dwóch przedstawicieli tej rasy i jestem zachwycona. Właśnie takiego chciałabym kiedyś mieć.
Na zdjęciu czteromiesięczny szczeniaczek, wabi się Guerra (po włosku wojna). Bardzo wylewny:) Najpierw całował obcą panią a potem mnie:) Ale jest rozkoszna!

niedziela, 24 lipca 2011

Z pamiętnika Golden Retrievera


Czułam nosem, że coś się będzie działo. Moja Pani często powtarzała, że pojedziemy do fryzjera i będę pięknym pieskiem. Przecież już jestem pięknym pieskiem, więc po co jeszcze jakiś fryzjer? Nie podobało mi się to, ale moja Pani tak się cieszyła tym fryzjerem, że nie chciałam jej robić przykrości i merdałam ogonem.
Zapakowali mnie do samochodu, straszne, nie lubię jeździć, bo zawsze się boję, że znów mnie gdzieś wywiozą do obcych ludzi. Moja Pani zaprowadziła mnie do jakiegoś dziwnego miejsca, gdzie strasznie śmierdziało. Czułam, że były tam też inne psy i wcale nie były tam szczęśliwe, o nie! Ale to nie był gabinet pana doktora. Jakieś samice człowieka stanęły nade mną i zachwycały się, jaki śliczny piesek, ba! Pewnie, że jestem śliczna! Tyle ich było, że nie widziałam, którą poprosić o głaskanie, zatem siadałam sobie i czekałam, aż któraś sama podejdzie.
I wtedy stał się koszmar! Moja Pani mnie zostawiła! Zostawiła samą w tym cuchnącym miejscu!
Nie wiem, ile to trwało, tarmosili mnie za łapy, za ogon, za sierść, moczyli, dotykali czymś warczącym, na szczęście moja Pani wróciła i zabrała mnie do naszego (uff!) domu.
Dostałam smakołyki i Pani zachwycona głaskała mnie i mówiła: jak śliczna, moja psia księżniczka! Nie wiem, czym się tu zachwycać, bo śmierdziałam okropnie.
Wieczorem podczas spaceru poczułam cudowny, urzekający zapach! Szybko odnalazłam jego źródło. To były resztki ryb niedojedzone przez koty. Tego mi było trzeba!
Położyłam się prawym bokiem, potem lewym bokiem i wytarzałam w tych cudownych aromatach! Wreszcie pachnę przyzwoicie! Teraz jestem prawdziwym ślicznym i pachnącym pieskiem.
Nie rozumiem tylko dlaczego teraz nikt nie chce mnie głaskać;( Nazywają mnie śmierdziuchem albo rybakiem… Nie rozumiem ludzi, przecież tak ładnie pachnę…

piątek, 8 lipca 2011

Pogoda pod psem

I jak tu wyjść z nim na spacer, gdy nie może futra moczyć? A nie może, bo został zakropiony przeciw kleszczom i dwa dni musi być suchy. Pierwszego dnia - pogoda jak drut, a drugiego... sami wiecie jak teraz jest.
Potrzeba matką wynalazku, a my zostałyśmy jego ojcem, my - czyli Mama i ja:)

Ze starej kurtki Mama odpruła rękawy, a ja je zszyłam ze sobą i doszyłam gumki do wiązania. Nie jest idealnie, trochę chyba za długie to wdzianko i psu niezbyt wygodne, ale na jeden dzień wystarczy. W przyszłości trzeba będzie poprawić, skrócić i dać jeszcze jedną warstwę materiału, bo przy intensywnym deszczu przechodzi wilgoć.

Ten post był gotowy już od kilku dni, tylko bloger nie chciał psa wstawić. Dziś się udało:) i dziś już świeci u nas Słońce! Wreszcie! Zatem pozdrawiam wszystkich słonecznie:)

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Opowieści na cztery i trzy łapy


Dziś będzie o zwierzętach.
Kolejny raz prezentuję mojego (a właściwie to bardziej Ziutkowego) kota. Sz. uznaje tylko Ziutka, tylko do niego włazi na kolana, tylko jemu daje się głaskać. Do mnie nawet nie podchodzi, czasem mi udaje się ją podejść i tak oto zostałyśmy przyłapane jeszcze przed świętami.

Do świąt trzeba się dobrze przygotować, na przykład wskakując do wanny.

I tak nasze przedświąteczne sprzątanie zostało unicestwione. Wszędzie były ślady mokrych kocich łapek.

A tu już święta i moja stara kocica.

To jest prawdziwy kot, ładuje się na kolana, mruczy cudownie do ucha i łasi się aż miło. Nie możemy doliczyć się, czy weteranka skończy w tym roku 12 czy 13 lat. Dużo przeszła biedulka, teraz jest na rencie inwalidzkiej – bo nie ma jednej łapki. Wpadła w żelastwo zastawione przez kłusowników, potem została jeszcze obita i z trudem doczołgała się do domu. Poranionej łapki nie udało się uratować. Przez brak kończyny skrzywił się jej kręgosłup, ale nie przeszkadza to wcale w rozrabianiu i w poczęstowaniu się świątecznym pasztetem – pożarła pół blaszki, gdy mama wyszła na chwilę z kuchni! Resztę dostał pies.

A to ów pies.

Kolejna pokrzywdzona przez los istota. Miał być psem przewodnikiem niewidomych, ale psia psychika nie wytrzymała takiej odpowiedzialność i psinka jest lekko… hmm U rodziców dożywa swoich dni. Mama ma jeden cel: pies ma być szczęśliwy. I chyba wreszcie zaczyna być, odżył, nawet już zaczyna skakać z radości i raz szczeknął!
I w takim oto towarzystwie spędziłam święta i kilka poświątecznych dni. Dodam jeszcze, że stara kocica i nasza czarna nie lubią się i muszą być oddzielane. Nasza zostaje w Ziutka rodzinnym domu. Jako wspomnienia pozostała mi sierść kocia i psia na wszystkich ubraniach… I jak to teraz wyczyścić?