Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makrama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makrama. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 kwietnia 2011

Wspomnie smakowitej soboty oraz niedziela leniucha

Wspominałam już wczoraj, że sobotnie popołudnie spędziłam w Wiewiórczym Azylu (dla mnie to prawdziwy azyl:)). Wiewióra rozpieszczała mnie kulinarnie, ach! jakie smakołyki tam były! Poniżej fotorelacja z obżarstwa, a jeśli komuś spodoba się któraś z potraw, to przepisów proszę szukać tutaj.
Wspaniała zupa meksykańska, to już moja dokładka:
Prawie już wspomnienia po ciasteczkach owsianych (o ludzie, ależ były pyszne!). A leżą na fantastycznym olbrzymim talerzu zrobionym przez Wiewiórę.
A to już słodki wieczorny deser halawa o  niesamowitym, orientalnym smaku. W końcu to hinduski deser.
Aby nie było, że tylko się obżerałyśmy, pokaże co mi udało się zrobić. Kolczyki z makramy i koralików, fioletowe na zamówienie Doroty. Mam nadzieję, że jej się spodobają.




A dzisiejszy dzień też był w fioletowym kolorze. Dokończyłam moje pierwsze sutaszowe kolczyki. Oto one:

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Moja pierwsza wymianka

Razem z Wiewiórką z Dzieje kuchennej Wiewióry lub Wytwory łap wiewiórczych postanowiłyśmy wymienić się swoimi dziełami.

Oto jakie cudowności wypatrzyłam u niej dla siebie:

 

A to, co Wiewiórka dostała w zamian (zdjęcie trochę marne, bo aparat mi padł):

 

To oczywiście jeszcze nie koniec przyjemności związanych z Wiewiórką. Poza najedzeniem się smakołyków stworzonych przez Rudego Świrka: ciasteczek czekoladowych - pysznych!, bułeczek maślanych - mniam!, i chlebka, to zrobiłam jeszcze u niej małe biżuteryjne zakupy:


 Ta truskaweczka podbiła moje serce!!! Musiała być moja!

I dostałem jeszcze dwie zawieszki w prezencie:

 To była super wymianka i super godziny w Wiewiórczej dziupli:)

Jeszcze raz bardzo dziękuję Ci Wiewiórko!


niedziela, 3 października 2010

"Luźny tydzień"


A miał to być spokojniejszy i luźniejszy tydzień. Ale nie był. Poza makramowo-koralikowym zrywem w poniedziałek utknęłam robótkowo i szyciowo. Nie dość, że późno wracałam do domu, to jeszcze wstawałam bardzo wcześnie – naprawdę wcześnie, o 5 rano. We wtorek Mama ze znajomymi wpadła jak po ogień do miasta, więc spotkałyśmy się na jedzonku i wróciłam późno do domu. W środę i czwartek byłam na dwudniowej konferencji i znów wracałam późno do domu, a w piątek znów przyjechała Mama (tym razem do nas) i o 22 trzeba było ją odebrać.
Jedyne, co udało mi się zrobić to makramową sowę dla Mamy, bo we wtorek powiedziała, że przydałby się jej taki breloczek, a widziała takie sowy na blogu u alpio. No i wiadomo, że jak Mama powie, że coś jej się przyda, to choćby padało się na nos, to się robi. Sznurek – 10 pln, koraliki 50 gr, uśmiech Mamy – bezcenny:)
Kombinowałam tę sowę i kombinowałam, ostatecznie wygląda tak:


Uryke, dziękuję Ci za uwagi, jak wyszyć dziurki na guziki. Jeszcze nie udało mi się zasiąść do maszyny, ale jak tylko to zrobię to zamelduję o efektach.

wtorek, 28 września 2010

Jesienna terapia

Witam w nowym miejscu!
Jeszcze nie mogę połapać się, co gdzie jest i jak się ustawia, ale mam nadzieję, że szybko się nauczę. Póki co część wpisów będzie się pojawiać równolegle, bo chcę porównać blogi i zobaczyć, co z tego wyjdzie.
Pod spodem wczorajszo-dzisiejszy post.

Jesienna terapia
Za oknem zimno, ponuro, choć jeszcze rudo i brązowo, to wiadomo, że niebawem zrobi się szaro. Do tego deszcz i wiatr i jesienna chandra. A co jest najlepsze na taką pogodę ducha i za oknem?
Koralikoterapia
Zatem smutki w kąt, ciepła herbatka pod bokiem, koraliki na start, kot do pomocy (oczywiście niezbędny). Efekt?
Korale niebieskie


Pewnie, jak większość produkowanej przeze mnie biżuterii trafią do Mamy. Kolor jej się na 100% spodoba, bo ostatnio ma słabość do niebieskiego. Mój brat zresztą też, bo już kilka razy dostałam od niego koraliki i za każdym razem były niebieskie.
Kolczyki też niebieskie
Sznurek do kolczyków wybierałam pod Mamę. Koraliki są jeszcze ze starych zapasów, z czasów, gdy byłam w podstawówce i gdy się coś trafiało w sklepie, to kupowało na zapas. I z tych „starych, dobrych czasów" zostały mi dwie malutkie porcje takich mieniących się koraliczków.
Nie tylko koraliki przypomniały mi stare, dobre czasy, ale także makrama. Oj, miło znów powiązać sobie supełki! Haczyk makramowy połknęłam właśnie w podstawówce (z wyżej wspomnianymi koralikami wyplotłam kilka dzieł), potem było dłuuugo nic, a ostatnio znów makrama za mną chodzi. Czy będzie to dłuższy związek, czas pokaże, na pewno nie przebije mojej pierwszej miłości - czyli szycia. Choć maszyna jest zamknięta, to liczę na szybki powrót do niej. W końcu przede mną dwa tygodnie względnego luzu w pracy i muszę wykorzystać ten czas na przyjemności, zanim znów mnie całkowicie pochłonie.
A wracając do makramy, to chcę pokazać makramowy pasek, który zaczęłam w podstawówce, a dokończyłam w pierwszej klasie szkoły średniej (od rozpoczęcia do zakończenia minął rok, oczywiście wyplatałam go z przerwami).

Bardzo żałuję, że nie wybrałam wtedy innych klamerek i nie zrobiłam paska regulowanego. Mogę sobie teraz pomarzyć o noszeniu go i jedynie popatrzeć na niego, choćby na tym blogu i wspominać, jaka ze mnie była „nasza szkapa". Nie mam pomysłu jak go reanimować i przedłużyć...