Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolczyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolczyki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 stycznia 2014

"Mikołaju, Mikołaju...

... siedzisz sobie w ciepłym kraju, a tu u nas zawierucha, każde dziecko ciebie szuka."

Zawieruchy nie było, bo była na Wielkanoc, a Mikołaj nie był w ciepłym kraju, tylko w Polsce i w tym roku kilka prezentów wykonał własnoręcznie.
Zacznijmy o tego, co lubią panie - od błyskotek.
Mama dostała sutaszowe kolczyki. Małe i lekkie, takie do codziennego noszenia.


Kolczyki te to kolejna wersja kolczyków, które kilka lat temu zrobiłam (tutaj) Pierwsze były niebieskie z perłami, drugie zielone szklano-perłowe. Zmieniłam sposób mocowania zawieszki - są wygodniejsze. Ten wzór jest bardzo przyjemny i wygodny w noszeniu. Chciałabym zrobić sobie kilka wersji kolorystycznych. Ciekawe kiedy to mi się uda?

poniedziałek, 26 września 2011

Sytaszowy dylemat rozwiązany

Dziękuję za wszystkie podpowiedzi i rady na temat mojego sutaszowego dylematu (tutaj).
Były po dwie propozycje: aby rozbudować i zrobić broszkę lub naszyjnik/zawieszkę.
I jedna propozycja (Wiewiórki), aby zrobić kolczyki.
Wygrała opcja mniejszościowa. O, tak nie typowo:) A przyczyna jest banalnie prosta: nie miałam takiej ilości sznurka, by rozbudowywać ten element. Dlatego drobiłam drugi taki sam i jest para kolczyków.

Zrobienie dwóch prawie takich samych elementów z sutaszu (w przypadku kolczyków lustrzanych odbić) jest bardzo trudne. To pewnie dlatego wiele osób robi jeden kolczyk większy i w tej samej tonacji drugi mniejszy:) Wygląda to egzotycznie i ciekawie, i jednocześnie pozwala obejść trudności w tworzeniu takich samych elementów.
Kolczyki te świetnie wyglądają na uszach.
Piątek spędziłam w bibliotece. Wreszcie wybrałam się do ludzi i mogłam się wystroić. Nałożyłam mój jeden jedyny sutaszowy naszyjnik oraz kolczyki (o te) i tak jadąc sobie komunikacją publiczną rozmyślałam nad tym, że jeszcze nie widziałam na żywo, aby ktoś nosił sutaszową biżuterię. I tego dnia pierwszy raz zobaczyłam! Błękitna kobieta miała na sobie sutaszowe kolce w błękitach, wielki naszyjnik filcowy w błękitach, błękitne ubranie, błękitna torbę, ba! Ona nawet miała końcówki włosów błękitne! To się nazywa miłość do koloru!

Odpowiedzi:
Foksal i Wiewióro! Dzięki za podpowiedź, myślałam o czymś takim, a Wy mnie tylko utwierdziłyście w tym pomyśle:) Wielkie ozdobne guziki zrobię chyba z masy fimo:)

środa, 7 września 2011

Czy to wypada?

Czy wypada, aby dwunastoletnia dziewczynka nosiła sutaszowe kolczyki? Jak to teraz jest?

Za moich czasów (hihi chyba jestem już bardzo stara, skoro tak piszę) były fartuszki, do 7 klasy miałam od rodziców zakaz noszenia ostrych kolorów. Tak, tak, Mamusiu, do końca życia będę pamiętać, że nie pozwoliłaś mi iść do szkoły w czerwonej w białe kropki sukience z dołem z koła. Tak się pięknie kręciła i chciałam pochwalić się koleżankom... Ale Mama powiedziała nie, bo to nie jest ani sukienka, ani kolor do szkoły. I nikt nie zobaczył... Dodam, że pokazanie się po lekcjach w grę nie wchodziło, bo mieszkałam na zadupiu i prawie z nikim się nie widywałam. Wolny czas spędzałam z braćmi.
Dyspensę dostałam dopiero w 7 klasie. Warunek był jeden: mogę ubierać się ekstrawagancko jak chcę, ale muszę liczyć się z tym, że nauczyciele mogą przez to się czepiać. Zatem muszę być tak przygotowana do lekcji, aby nikt mnie niczym nie zaskoczył. No i byłam:) I nosiłam własnej produkcji wściekle filetowe poncho oraz czerwone dzwony ogrodniczki po Mamie:) Szkołę skończyłam bez przygód.
Nie było też wtedy mowy o farbowaniu włosów, czy o makijażu.
A teraz to się jakoś pozmieniało jak patrzę na niektóre nastolatki... Jednak nie jestem przekonana, czy dobrze zrobiłam, że uległam prośbie córki mojej koleżanki.
Dziewczynka zobaczyła na mojej stronie www moje twory i z wielką nieśmiałością spytała, czy nie zrobiłabym jej kolczyków. A że mam do tego dziecka słabość, bo ma tego samego dnia urodziny co i ja, to postanowiłam zrobić kolczyki z sutaszu. Nie za duże, ale z sutaszu. I teraz mam wątpliwości... dać jej czy nie?

Kolczyki, choć małe powstawały prawie miesiąc w ciężkich bólach na Mazurach i na Mazowszu, a mają trafić na Śląsk. Nie do końca jestem zadowolona z efektu, dlatego myślę, czy nie zrobić dziewczynce małych filcowych kulek...

poniedziałek, 25 lipca 2011

Czarne porzeczki na liściu

Sutaszowe kolczyki inspirowane naturą:)
Koraliki szklane wplecione w kolczyki naprawdę miały nazwę czarna porzeczka, nie pozostało mi nic innego jak dołożyć zielonych sznurków oraz paciorków i zrobić czarne porzeczki na liściach.
Kolczyki czekają na zamocowanie bigli. Mój zapas bigli niestety już się skończył, ale to przecież nie przeszkadza, aby powstawały nowe kolce. Pętelki zostawione, więc nie będzie problemu z doczepieniem zapięć.

czwartek, 16 czerwca 2011

Za górami...

... za lasami, za dwoma rzekami piorun strzelił w nadajnik i stała się wolność:) Od internetu, od pracy, od nauki i od bloga też. Dokończyłam zaczętą sukienkę, zrobiłam kilka par kolczyków, przygotowałam bazy pod broszki i pojechałam w siną dal.
Zanim pojechałam kolczyki trafiły do nowych właścicielek, mam nadzieję, że będą im się podobać
Filetowe: kostka filcowa i drewniane koraliki
Zielono-pomarańczowe: kulki filcowe i mini kryształki a'la Svarowski.

piątek, 27 maja 2011

Majowo-kwiatowo

Mój komputer wrócił z serwisu i śmiga aż miło. Mogę więc zamieścić zaległe posty, które już dawno powinny ujrzeć światło dzienne. Powoli będę nadrabiać zaległości.
Na początek pierwsza wymianka, w której brałam udział.
Wymiankę Kwiatową zorganizowała Boniusia - serdecznie dziękuję za super zabawę!
Jak nazwa wskazuje tematem wymianki były kwiaty. Należało zrobić ręcznie kwiat (na szyję, do przypięcia, jako dodatek, jako element czegoś co można założyć, nosić, coś z motywem kwiatu... etc) oraz dołączyć kartę z motywem kwiatu.
Wymieniałyśmy się w parach. Losowanie uśmiechnęło się do mnie, bo trafiłam na Agak, która fantastycznie dekupażuje. Ta technika to czarna magia dla mnie i jak zobaczyłam, czym Agak się zajmuje, to miałam cichą nadzieję na coś wykonanego w tej technice. Kolczyki dekupażowe chodziły za mną już ponad rok!
I ta dam! Teraz je mam:)
Oto co dostałam od Agak:


Dziękuję za te przepiękne skarby!
A to ja przygotowałam dla niej:

Komplet kwiatowy - broszka i kolczyki

Naszyjnik filcowy

piątek, 13 maja 2011

Zieleń majowa

Kolejne kolczyki sutaszowe. Trochę w zarysie podobne do tych z niebieskiego kompletu, który bardzo dobrze się nosi. Jest lekki, wygodny, nigdzie mi się nie wczepia i nie gryzie.
Mam do nich kilka ale, jednak nie będę o tym pisać, bo Ziutek jest zachwycony i jak tu zajrzy to będzie na mnie zły.
Powstały też niebieskie bliźniaczki. Fotka marna bo z komórki, niestety bateria w aparacie słabuje. Pewnie po tym jak wykąpałam ją w herbacie...wpadła mi niechcący do kubka, jakbym próbowała trafić to nigdy bym tak nie trafiła, a bateria zrobiła fru z moich rąk i wylądowała w herbacie. Słodkiej i z cytryną, bo taką najczęściej piję.

poniedziałek, 2 maja 2011

Długi weekend cz. II

Późnym wieczorem w sobotę i w niedzielę koło południa powstał mój pierwszy sutaszowy komplet. Chyba prędko nie powędruje do Mamy, bo mam ochotę go ponosić i nacieszyć się nim:)

piątek, 29 kwietnia 2011

Myślałam, że moja zagadka z lamusa będzie prostsza, że choć pierwsza rzecz będzie znajoma. A tu nic z tego. Zatem ogłaszam konkurs z nagrodą niespodzianką! Kto pierwszy zgadnie do czego służą te przedmioty, to otrzyma ode mnie coś. To coś to będzie jakaś biżu. Filc, makrama albo sutasz. Jeszcze nie wiem, ale coś w ten weekend specjalnie na tę okazję stworzę:)
Ponawiam pytanie co to jest i do czego służy:

A teraz mała prezentacja ostatnio stworzonych kolczyków. Jakoś tak pierwszy raz nie mam odwagi pokazać swego działa. Gotowe jest już od niedzieli, a wciąż nie jestem pewna czy powinno być pokazywane...
Raz kozie śmierć!
Drzewa zazieleniły się i u mnie. Wersja w kolorze srebrnym ma być dla Wiewióry (chyba, że woli dziuplę na innym gatunku drzewa;))




Wersja miedziana i trochę większa od srebrnej, na razie pojedynczy kolczyk/wisior.
Bratu się nie podobały, więc pewnie stąd ta moja nieśmiałość...

środa, 20 kwietnia 2011

Odrobina luksusu i rozpusty

Czyli szaleństwo kulinarne. Udało mi się  kupić czysty ser owczy (bez dodatku mleka krowiego) i to jest ten luksus, bo ser tani nie był. Powstała zatem prawdziwa sałatka szopska. Pomidor, ogórek, papryka i cebula, całość posypana tarkowanym owczym serem
A rozpustą jest prawdziwy chleb pszenny na pszennym zakwasie, który z okazji świąt pozwoliłam sobie jeść. Wiem, że to gluten, ale najbardziej nie powinnam jeść żyta i drożdży, dlatego chleb jest pszenny i na pszennym zakwasie. Takie mniejsze zło;)
Z czystym pszennym zakwasem to ponoć nie taka prosta sprawa, ale moja droga Wiewióra nie takim wyzwaniom potrafi sprostać. Bo oczywiście to ona jest autorką tego wypieku. Ja już się na chleby więcej nie porywam - niech robią to ci, co mają do tego talent, ja do nich nie należę, trudno.
A chlebek! O mniam! Ciekawe czy choć kawałek dotrwa do świąt? Dziękuję Ci Wiewióro z całego serducha za ten przysmak!!!
To poniżej

to nie są śniegi Kilimandżaro, a początek sernika wiedeńskiego, który na święta zamówiła u mnie Ziutkowa Mamcia. Sernik wychodzi mi brzydki jak nieszczęście, ale ponoć bardzo smaczny. Nawet sam Ziutek, który serników nie tyka, zajada się nim. To miłe:)))

A teraz coś dla odmiany: biżu i kolejne kolczyki filcowe. Tym razem różowiutkie na specjalne zamówienie. Już podobne robiłam trzy razy i pewnie zrobię jeszcze nie raz.

niedziela, 17 kwietnia 2011

Wspomnie smakowitej soboty oraz niedziela leniucha

Wspominałam już wczoraj, że sobotnie popołudnie spędziłam w Wiewiórczym Azylu (dla mnie to prawdziwy azyl:)). Wiewióra rozpieszczała mnie kulinarnie, ach! jakie smakołyki tam były! Poniżej fotorelacja z obżarstwa, a jeśli komuś spodoba się któraś z potraw, to przepisów proszę szukać tutaj.
Wspaniała zupa meksykańska, to już moja dokładka:
Prawie już wspomnienia po ciasteczkach owsianych (o ludzie, ależ były pyszne!). A leżą na fantastycznym olbrzymim talerzu zrobionym przez Wiewiórę.
A to już słodki wieczorny deser halawa o  niesamowitym, orientalnym smaku. W końcu to hinduski deser.
Aby nie było, że tylko się obżerałyśmy, pokaże co mi udało się zrobić. Kolczyki z makramy i koralików, fioletowe na zamówienie Doroty. Mam nadzieję, że jej się spodobają.




A dzisiejszy dzień też był w fioletowym kolorze. Dokończyłam moje pierwsze sutaszowe kolczyki. Oto one:

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Przedświąteczne porządki

zrobiłam w komputerze i znalazłam folder ze zdjęciami pierwszych samodzielnie zrobionych kolczyków. Dziś w ramach roboty po kokardy też robiłam biżuterię, ale niestety nie mogę jej pokazać, bo pewien Święty zamówił ją u mnie i do świąt mam zakaz publikacji. Skoro nie mogę pokazać świeżych dzieł to pokazuje te pierwsze:
Z tymi kolczykami więżą się dwie historie. Kulki dostałam na gwiazdkę w zestawie innych niebieskich koralików od mojego brata. Rok później od brata znów dostałam zestaw koralików i znów niebieskich. W tym roku też spodziewam się od niego koralików, i aż mnie ciekawi, czy znów będą niebieskie? Niebieski ostatnio w mojej rodzinie rządzi. Mama prawie straciła dla niego głowę, choć kiedyś bardzo go nie lubiła.
Druga historia związana z powyższymi kolczykami jest taka, że nosiłam je (super wyglądają w moich uszach) i jeden niestety zgubiłam;((( Szkoda, bo tylko dwie takie kulki były w zestawie... Po kilku miesiącach, wczesną wiosną wróciłam z pracy, zaparkowałam pod domem i taka zmarnowana wyłaziłam z auta, jeszcze tak przysiadłam bokiem, oparłam głowę o ramę drzwi, poparzyłam smętnie na ziemię (miałam ciężki dzień) i tak patrzyłam i nie wierzyłam własnym oczom! W zeszłorocznych liściach przy samych drzwiach do samochodu leżał sobie mój zgubiony kolczyk!!!
Od brata dostałam także koraliki w innych kolorach, ale i tak niebieskie przeważają. Różowe niby Swarovski też od niego.




Te powyżej powstały z koralików, które dostałam do mojej nieżyjącej już ciotki Anity. Obdarowała mnie kiedyś (byłam wtedy w liceum) wszystkimi koralikami, jakie jej zostały ze zniszczonych kolii. Mam ich jeszcze sporo do dzisiaj, niektóre niestety są pojedyncze. Ciotka miała je popakowane w woreczki kolorami: białe, czerwone, żółte, niebieskie, różne... I to wszystko przysłała mi w paczce. Chyba za to, że gdy do nas jechała to zjadła po drodze wiezione dla mnie słodycze:))) Ciotka była niesamowita, szalona i egzotyczna, i choć jej z nami już dziś nie ma, to dzięki takim oto drobiazgom prawie codziennie gości w naszej pamięci.

piątek, 8 października 2010

Agaty u nowej właścicielki

czyli spodobało się moje małe cacko. Ładnie na E. ta kolczyki wyglądają. I jest to pierwsza rzecz, która nie była prezentem... Pierwszy raz coś swojego sprzedałam, dziwne uczucie. Wolę dawać prezenty, wtedy jest podwójna radość:) Ale znajdźmy dobrą stronę sprzedaży: kupię akcesoria do kolejnych kolczyków!

czwartek, 7 października 2010

Agat trawiony


Dziś byłam w pracy w przepiórczych koralach, które robiły furorę:) Bardzo się cieszę
z tego, nic tak nie dodaje skrzydeł, jak pochwalenie wykonanej rzeczy.
W locie zrobiłam dziś kolczyki dla E., bo już mnie prosiła od jakiegoś czasu o kolczyki.
Kolczyki z agatu trawionego ze srebrną zawieszką

E. jest moim testerem srebra, po 2 godzinach potrafi powiedzieć, czy nie jest to podróbka i czy jest to dobra próba srebra. Jeśli są domieszki lub elementy tylko posrebrzane to puchnie. Na jednym forum przeczytałam o firmie, która oszukuje i sprzedaje posrebrzane zawieszki do kolczyków jako srebrne i bardzo się przestraszyłam. W końcu są osoby, dla który takie oszustwo może źle się skończyć, bo są alergikami. Na szczęście póki co mam E., która sama zgłosiła się na testera:)
Mam nadzieję, że kolczyki spodobają się jej.

wtorek, 28 września 2010

Jesienna terapia

Witam w nowym miejscu!
Jeszcze nie mogę połapać się, co gdzie jest i jak się ustawia, ale mam nadzieję, że szybko się nauczę. Póki co część wpisów będzie się pojawiać równolegle, bo chcę porównać blogi i zobaczyć, co z tego wyjdzie.
Pod spodem wczorajszo-dzisiejszy post.

Jesienna terapia
Za oknem zimno, ponuro, choć jeszcze rudo i brązowo, to wiadomo, że niebawem zrobi się szaro. Do tego deszcz i wiatr i jesienna chandra. A co jest najlepsze na taką pogodę ducha i za oknem?
Koralikoterapia
Zatem smutki w kąt, ciepła herbatka pod bokiem, koraliki na start, kot do pomocy (oczywiście niezbędny). Efekt?
Korale niebieskie


Pewnie, jak większość produkowanej przeze mnie biżuterii trafią do Mamy. Kolor jej się na 100% spodoba, bo ostatnio ma słabość do niebieskiego. Mój brat zresztą też, bo już kilka razy dostałam od niego koraliki i za każdym razem były niebieskie.
Kolczyki też niebieskie
Sznurek do kolczyków wybierałam pod Mamę. Koraliki są jeszcze ze starych zapasów, z czasów, gdy byłam w podstawówce i gdy się coś trafiało w sklepie, to kupowało na zapas. I z tych „starych, dobrych czasów" zostały mi dwie malutkie porcje takich mieniących się koraliczków.
Nie tylko koraliki przypomniały mi stare, dobre czasy, ale także makrama. Oj, miło znów powiązać sobie supełki! Haczyk makramowy połknęłam właśnie w podstawówce (z wyżej wspomnianymi koralikami wyplotłam kilka dzieł), potem było dłuuugo nic, a ostatnio znów makrama za mną chodzi. Czy będzie to dłuższy związek, czas pokaże, na pewno nie przebije mojej pierwszej miłości - czyli szycia. Choć maszyna jest zamknięta, to liczę na szybki powrót do niej. W końcu przede mną dwa tygodnie względnego luzu w pracy i muszę wykorzystać ten czas na przyjemności, zanim znów mnie całkowicie pochłonie.
A wracając do makramy, to chcę pokazać makramowy pasek, który zaczęłam w podstawówce, a dokończyłam w pierwszej klasie szkoły średniej (od rozpoczęcia do zakończenia minął rok, oczywiście wyplatałam go z przerwami).

Bardzo żałuję, że nie wybrałam wtedy innych klamerek i nie zrobiłam paska regulowanego. Mogę sobie teraz pomarzyć o noszeniu go i jedynie popatrzeć na niego, choćby na tym blogu i wspominać, jaka ze mnie była „nasza szkapa". Nie mam pomysłu jak go reanimować i przedłużyć...