Kto jest spostrzegawczy, na pewno zauważył, że w poprzednim poście napisałam, że w 2011 roku uszyłam 13 sztuk odzieży, a na zdjęciu jest 12.
Nie pomyliłam się, jednej rzeczy zwyczajnie nie mogłam pokazać, ponieważ brakujący element był zgłoszony w jesiennej edycji konkursu 4 Pory Roku na forum szyjemy po godzinach.
W tej edycji zgłosiłam jesienną spódnicę, którą uszyłam dla mojej Babci. Spódnica jest ciepła, dłuższa, w sam raz na jesienne chłody.
Zajęłam ex aequo miejsce pierwsze... od końca;) Czym wcale się nie martwię, bo:
1) uczę się szyć, uszyłam dopiero 31 rzeczy,
2) podjęłam wyzwanie i zdążyłam wykonać zadanie,
3) znalazły się 4 osoby, którym moja spódnica spodobała się i oddały swój głos właśnie na mnie, mimo że konkurencja była ho ho! (ja głosowałam na biały żakiet).
A oto i ona: babcina spódnica (z obowiązkową kartką z nazwą konkursu)
Ma głębokie kieszenie, by babcia nie kusiła torebką i mogła wszystko, co jest jej potrzebne zmieścić w kieszeniach. Zapięcie "po męsku" z przodu daje babcinej spódnicy lekkiego pazura:)
Miałam zrobić replikę starej spódnicy (opisanej tutaj) rozpruć ja i zrobić z niej formę. Ale nie bała aż tak znoszona, by nie dało się jej uratować. Skróciłam ją tylko, wszyłam nową podszewkę i obszyłam wytarte kieszenie.
Powstaje zatem pytanie: jak w takim układzie zrobić formę? Otóż przeszukałam swoje stare Burdy i znalazłam model bardzo podobny. Model 140 Burda 4/2010
Burda 4/2010 to jeden z moich ulubionych numerów. Szyłam z niej już blezer (najmniej udana rzecz), bluzkę z żabotem (super!), sukienkę z żabotem (miała być dla Mamy, a nosiłam ja). I to nie koniec tego numeru, bo mam przygotowane formy na spódnicę i spodnie, ale to na lato, więc z szyciem jeszcze trochę poczekam. Teraz potrzeby żakiet, bluzka i może płaszcz?
Ten blog założyłam, aby nie uciekło zupełnie to, co się dzieje wokół mnie i to, co robię. Ma być też podglądem mojego życia dla bliskich, którzy są daleko. Chcę zamieszczać to wszystko, co robię w wolnym czasie, dużo tego nie będzie, bo wolnego czasu mam mało. Dlatego też chcę zapisywać sobie te cenne chwile. Zapraszam
piątek, 20 stycznia 2012
czwartek, 12 stycznia 2012
2011
Choć już prawie połowa stycznia, to ja wciąż jeszcze nie pożegnałam się ze starym rokiem. Jeszcze trwają moje podsumowania, liczenie zysków i strat;), analizowanie, wyciąganie wniosków i obmyślanie strategii na rok kolejny.
Rok 2011 był jak do tej pory najbogatszy jeśli chodzi o moje szycie i inne prace twórcze (pobił nawet 2001, w którym dużo malowałam, np. na jedwabiu).
Krawiecki przełom był w maju 2010 (dostałam od męża matę i nóż), a w 2011 rozwijałam się i nabierałam rozpędu - by we wrześniu spełnić moje marzenie i zakupić overlocka. Jeszcze raz dziękuję sponsorom - Babci i Dziadkowi, co ja bym bez nich zrobiła? Kompletnie nic i nie chodzi tu tylko o overa, ale o masę innych spraw, których mnie nauczyli (np. jeździć autem - Dziadek, robić na drutach - Babcia).
Oto co uszyłam w 2011 roku:
To 13 sztuk odzieży: spodenki (1), spodnie (1), spódnice (2), bluzki (5), sukienki (3) i etolę (1).
Podsumowanie przyda się też w biżu, ale jeszcze nie wiem, jak je zrobić,bo jest tego za dużo!
W Nowym Roku życzę sobie dwa razy tyle szycia, a przynajmniej tyle, co w Starym:)
Rok 2011 był jak do tej pory najbogatszy jeśli chodzi o moje szycie i inne prace twórcze (pobił nawet 2001, w którym dużo malowałam, np. na jedwabiu).
Krawiecki przełom był w maju 2010 (dostałam od męża matę i nóż), a w 2011 rozwijałam się i nabierałam rozpędu - by we wrześniu spełnić moje marzenie i zakupić overlocka. Jeszcze raz dziękuję sponsorom - Babci i Dziadkowi, co ja bym bez nich zrobiła? Kompletnie nic i nie chodzi tu tylko o overa, ale o masę innych spraw, których mnie nauczyli (np. jeździć autem - Dziadek, robić na drutach - Babcia).
Oto co uszyłam w 2011 roku:
To 13 sztuk odzieży: spodenki (1), spodnie (1), spódnice (2), bluzki (5), sukienki (3) i etolę (1).
Podsumowanie przyda się też w biżu, ale jeszcze nie wiem, jak je zrobić,bo jest tego za dużo!
W Nowym Roku życzę sobie dwa razy tyle szycia, a przynajmniej tyle, co w Starym:)
poniedziałek, 2 stycznia 2012
"Lusterko mówi mi, że mogę iść"
Ostatnie poprawki i poszłam na pierwszą imprezę Sylwestrową do lokalu.
Było bardzo miło. Bawiliśmy się z Ziutkiem i moim rodzicami szampańsko. Mimo infekcji i zasmarkania udało mi się wytańczyć i wyskakać, mam tylko nadzieję, że moje kulejące ostatnio zdrowie nie pogorszy się i nie przypłacę tej imprezy, czymś gorszym.
A w co się ubrałam?
W sukienkę z Burdy 11/2011, model 123 rozmiar 38
oraz etolę z Burdy 12/2011, model 117. Tu muszę podziękować Mańkowi z forum "Szyjemy po godzinach" za to, że poratowała mnie opisem szycia etoli, bo ja niestety zapomniałam zabrać z domu tego numeru Burdy, a obszywałam się u rodziców.
Sukienka była od rozmiaru 38, a ja jestem pomiędzy 36-38, letnie sukienki szyję w rozmiarze 36 i bałam się, że ta będzie za duża. A tu było odwrotnie, kiecka jest na styk!
Minusem tego modelu jest wielki dekolt. Jest tak duży, że każdy biustonosz byłoby widać. Próbowałam o kilka centymetrów podnieść w górę to wycięcie, ale na wiele to się nie zdało. Włożyłam więc koszulkę z ozdobną koronką.
Ten fason jest dobry dla kobiet równo zbudowanych i o pełnych kształtach. Taki chudzielec jak ja, z nierównymi ramionami może mieć kłopoty z ładnym ułożeniem sukienki na ciele.
Najważniejsze: świadomość, że jestem ubrana zgodnie z najnowszymi trendami, w niepowtarzalnym stroju własnej produkcji jest bezcenna!!! Zakupy mnie nie kręcą, ale uszycie sobie czegoś fajnego już tak:) Na pewne niedociągnięcia przymykam oko, w końcu to jest moja 30 uszyta rzecz, jestem samoukiem, wciąż się uczę, a każda następna jest i będzie coraz lepsza:)
Wszystkim zaglądającym życzę dobrego 2012 roku!
Liczę, że tym postem przerwę długie milczenie spowodowane powrotem do pracy i kulejącym zdrowiem. Zatem, oby do przeczytania!
Było bardzo miło. Bawiliśmy się z Ziutkiem i moim rodzicami szampańsko. Mimo infekcji i zasmarkania udało mi się wytańczyć i wyskakać, mam tylko nadzieję, że moje kulejące ostatnio zdrowie nie pogorszy się i nie przypłacę tej imprezy, czymś gorszym.
A w co się ubrałam?
W sukienkę z Burdy 11/2011, model 123 rozmiar 38
oraz etolę z Burdy 12/2011, model 117. Tu muszę podziękować Mańkowi z forum "Szyjemy po godzinach" za to, że poratowała mnie opisem szycia etoli, bo ja niestety zapomniałam zabrać z domu tego numeru Burdy, a obszywałam się u rodziców.
Sukienka była od rozmiaru 38, a ja jestem pomiędzy 36-38, letnie sukienki szyję w rozmiarze 36 i bałam się, że ta będzie za duża. A tu było odwrotnie, kiecka jest na styk!
Minusem tego modelu jest wielki dekolt. Jest tak duży, że każdy biustonosz byłoby widać. Próbowałam o kilka centymetrów podnieść w górę to wycięcie, ale na wiele to się nie zdało. Włożyłam więc koszulkę z ozdobną koronką.
Ten fason jest dobry dla kobiet równo zbudowanych i o pełnych kształtach. Taki chudzielec jak ja, z nierównymi ramionami może mieć kłopoty z ładnym ułożeniem sukienki na ciele.
Najważniejsze: świadomość, że jestem ubrana zgodnie z najnowszymi trendami, w niepowtarzalnym stroju własnej produkcji jest bezcenna!!! Zakupy mnie nie kręcą, ale uszycie sobie czegoś fajnego już tak:) Na pewne niedociągnięcia przymykam oko, w końcu to jest moja 30 uszyta rzecz, jestem samoukiem, wciąż się uczę, a każda następna jest i będzie coraz lepsza:)
Wszystkim zaglądającym życzę dobrego 2012 roku!
Liczę, że tym postem przerwę długie milczenie spowodowane powrotem do pracy i kulejącym zdrowiem. Zatem, oby do przeczytania!
niedziela, 4 grudnia 2011
Jedna babka i dwa kęsy Wiewiórki
Wczoraj wieczorem zadzwoniła do mnie koleżanka z pracy z kulinarnym pytaniem. Tak jej posmakowało ciasto, które zrobiłam na powitanie, że koniecznie chciała zrobić je swojej mamie z okazji Barbórki.
I tym telefonem przypomniała mi, że nie pokazałam co przygotowałam na dzień dobry do pracy.
Zatem teraz Wiewiórka i babeczki według Zbyszkowej mają swoje pięć minut.
Przepisy te prezentuję tutaj, bo nijak mają się do mojej diety:) i z tego powodu nie zamieszczę ich na moim blogu kulinarnym.
Do mojej rodziny trafił przepis na szybkie ciasto. Źródłem tego przepisu jest żona kuzyna Zbyszka (Babciu popraw mnie, jeśli pomyliłam kuzynów;)). Dlatego ciasto nazywam czasem ciastem od Zbyszkowej. Oczywiście zmodyfikowałam je po swojemu;)
A oto oryginalny przepis
Pozostaje tylko pytanie: gdzie kupić ‘Antonówki’ lub ‘Boikeny’? Są to stare i trudno dostępne odmiany. Do pracy zrobiłam z odmiany ‘Idared’ (producent „Nasz Sad”) i choć ta odmiana ma zwolenników chyba tyle co przeciwników, to ciasto wyszło przepyszne!
Będę korzystać z tego przepisu w przyszłość, ale raczej w formie babeczek (przerobię je jak ciasto Zbyszkowej). Spróbuję upiec je bez czekolady i z karobem zamiast kakao, i na jajkach przepiórczych (bo kurzych nie mogę).
I tu muszę z ręką na sercu przyznać się, że nie udało mi się oprzeć i skosztowałam obu ciast;( Jedną babeczkę i dwa kęsy Wiewiórki. Cóż… mogę jedynie obiecać poprawę i powiedzieć, że ciasta wyszły mi pierwszorzędnie. Prezes to nawet z blaszki resztki Wiewiórki wyjadał:)
I tym telefonem przypomniała mi, że nie pokazałam co przygotowałam na dzień dobry do pracy.
Zatem teraz Wiewiórka i babeczki według Zbyszkowej mają swoje pięć minut.
Przepisy te prezentuję tutaj, bo nijak mają się do mojej diety:) i z tego powodu nie zamieszczę ich na moim blogu kulinarnym.
Do mojej rodziny trafił przepis na szybkie ciasto. Źródłem tego przepisu jest żona kuzyna Zbyszka (Babciu popraw mnie, jeśli pomyliłam kuzynów;)). Dlatego ciasto nazywam czasem ciastem od Zbyszkowej. Oczywiście zmodyfikowałam je po swojemu;)
A oto oryginalny przepis
Ciasto Zbyszkowej
Składniki:
2 szklanki mąki
1 i ½ szklanki cukru pudru
1 literatka oleju (100 ml)
4 jajka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
4 jabłka w kostkę (‘Antonówki’, ‘Boikeny’)
1 szklanka orzechów włoskich
Aromat
Wykonanie:
Wszystkie składniki połączyć, na koniec dodać jabłka i orzechy. Wymieszać i przełożyć na blaszkę wysmarowaną margaryną i posypaną bułka tartą.
Piec ok. 40-50 min w 180 st. C.
Moje modyfikacje:
Kiedyś piekłam te ciasto w prostokątnej blaszce z orzechami. Jednak od czasu gdy nasz przyjaciel był w szpitalu piekę je po swojemu. Nasz przyjaciel R. uwielbia cynamon i chcieliśmy zrobić mu coś cynamonowego by osłodzić szpitalne życie. Wtedy to powstała modyfikacja zamiast ciasta w blaszce zrobiłam babeczki (łatwiej jeść w szpitalu babeczki niż kroić ciasto). Nie miałam orzechów, więc zrezygnowałam z nich, za to dodałam duuużo cynamonu.
Z powyższej porcji wychodzi 24 babeczki (czyli dwie muffinkowe blaszki). Czas pieczenia skraca się o połowę – 1 porcja siedzi w piekarniku 20-25 minut.
Składniki:
2 szklanki mąki
1 i ½ szklanki cukru pudru
1 literatka oleju (100 ml)
4 jajka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
4 jabłka w kostkę (‘Antonówki’, ‘Boikeny’)
1 szklanka orzechów włoskich
Aromat
Wykonanie:
Wszystkie składniki połączyć, na koniec dodać jabłka i orzechy. Wymieszać i przełożyć na blaszkę wysmarowaną margaryną i posypaną bułka tartą.
Piec ok. 40-50 min w 180 st. C.
Moje modyfikacje:
Kiedyś piekłam te ciasto w prostokątnej blaszce z orzechami. Jednak od czasu gdy nasz przyjaciel był w szpitalu piekę je po swojemu. Nasz przyjaciel R. uwielbia cynamon i chcieliśmy zrobić mu coś cynamonowego by osłodzić szpitalne życie. Wtedy to powstała modyfikacja zamiast ciasta w blaszce zrobiłam babeczki (łatwiej jeść w szpitalu babeczki niż kroić ciasto). Nie miałam orzechów, więc zrezygnowałam z nich, za to dodałam duuużo cynamonu.
Z powyższej porcji wychodzi 24 babeczki (czyli dwie muffinkowe blaszki). Czas pieczenia skraca się o połowę – 1 porcja siedzi w piekarniku 20-25 minut.
Pozostaje tylko pytanie: gdzie kupić ‘Antonówki’ lub ‘Boikeny’? Są to stare i trudno dostępne odmiany. Do pracy zrobiłam z odmiany ‘Idared’ (producent „Nasz Sad”) i choć ta odmiana ma zwolenników chyba tyle co przeciwników, to ciasto wyszło przepyszne!
Wiewiórka
Składniki:
5-6 jabłek
2 szklanki mąki
1 szklanka cukru
Cukier waniliowy
3 łyżki kakao – gorzkie
2 łyżeczki cynamonu
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
Pół szklanki mleka
¾ szklanki oleju
3 jajka rozbite rozbełtane widelcem
Garść rodzynek i dowolnych orzechów
Można dodać tabliczkę pokruszonej czekolady
Wykonanie:
- suche mieszamy w misce
- dodajemy mokre (jajko, olej, mleko) mieszamy mikserem
- jabłka kroimy w grubą kostkę
- dodajemy jabłka, orzechy, rodzynki, czekoladę
Wlewamy do tortownicy, pieczemy ok. 50 minut w 190 stopniach. Posypujemy cukrem pudrem.
Moje modyfikacje:
Jabłka odmiany ‘Idared’. Dodałam po garści orzechów włoskich i płatków migdałowych oraz połowę tabliczki gorzkiej czekolady. Wymieszałam łyżką i nie posypałam cukrem pudrem
Przepis ten pochodzi od koleżanki z pracy i już po firmie krążył, ale chyba dopiero teraz podbił niektóre serca. Koleżanka używa czekolady mlecznej, a mi jakość nawet do głowy nie przyszło, by brać się za mleczną. Jakoś tak jasne było, że powinna to być czekolada gorzka i to było dobre posunięcie.Składniki:
5-6 jabłek
2 szklanki mąki
1 szklanka cukru
Cukier waniliowy
3 łyżki kakao – gorzkie
2 łyżeczki cynamonu
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
Pół szklanki mleka
¾ szklanki oleju
3 jajka rozbite rozbełtane widelcem
Garść rodzynek i dowolnych orzechów
Można dodać tabliczkę pokruszonej czekolady
Wykonanie:
- suche mieszamy w misce
- dodajemy mokre (jajko, olej, mleko) mieszamy mikserem
- jabłka kroimy w grubą kostkę
- dodajemy jabłka, orzechy, rodzynki, czekoladę
Wlewamy do tortownicy, pieczemy ok. 50 minut w 190 stopniach. Posypujemy cukrem pudrem.
Moje modyfikacje:
Jabłka odmiany ‘Idared’. Dodałam po garści orzechów włoskich i płatków migdałowych oraz połowę tabliczki gorzkiej czekolady. Wymieszałam łyżką i nie posypałam cukrem pudrem
Będę korzystać z tego przepisu w przyszłość, ale raczej w formie babeczek (przerobię je jak ciasto Zbyszkowej). Spróbuję upiec je bez czekolady i z karobem zamiast kakao, i na jajkach przepiórczych (bo kurzych nie mogę).
I tu muszę z ręką na sercu przyznać się, że nie udało mi się oprzeć i skosztowałam obu ciast;( Jedną babeczkę i dwa kęsy Wiewiórki. Cóż… mogę jedynie obiecać poprawę i powiedzieć, że ciasta wyszły mi pierwszorzędnie. Prezes to nawet z blaszki resztki Wiewiórki wyjadał:)
poniedziałek, 28 listopada 2011
Come back
Ale tylko na chwilę, bo jestem i zaraz znikam. Wracam do pracy. Mało tego, ja wracam do starej firmy, z którą pożegnałam się w prawie rok temu. Tak to się czasem życie dziwnie plecie.
I w związku z powrotem do pracy zawieszam do połowy grudnia moją twórczą działalność. Mój blog zwie się „Mój wolny czas” i do 15 grudnia raczej czegoś takiego jak wolny czas mieć nie będę. Ale to nic! Najważniejsze, że jest praca, że będzie na karmę dla kotów, farbki dla Ziutka i dla mnie na nowe tkaniny:)
Zanim zanurzę się w papierach i innych służbowych sprawach pokaże w czym dziś przywitałam się ze starą/nową ekipą.
To moje wymęczone, zepsute i wreszcie uratowane spodnie.
Burda 11/2010 model 129 rozmiar 18, czyli małe kobietki.
Zwykle z Burdy szyję ubrania w rozmiarze 36-38 i trochę obawiałam się szycia małego rozmiaru. Tak mnie jednak zauroczyły te spodnie, że nie mogłam im się oprzeć. To przez przeniesienie szwów bocznych w nogawkach na tył spodni i zapięcie z tyłu (żegnaj strachu o niedopięty rozporek;))
Spróbowałam i wyszło całkiem nieźle. Nie jestem pewna, czy ten model jest przeznaczony dla małych kobietek. Znam kilka małych pań i one utopiłyby się w tych spodniach.
Taką długość miały spodnie przed skróceniem
Jak widać musiałam dużo wyciąć (a mam 168 cm wzrostu), więc jakie to małe kobietki?
Podkrój kroku pasował na mnie i nic kompletnie nie zmieniałam w tym wykroju. Po prostu wykroiłam i zszyłam.
Byłam w tych spodniach dziś w biurze. Są super wygodne, dobrze się w nich siedzi, chodzi, jedzie komunikacją publiczną i powozi autem. Poszerzane nogawki nie przeszkadzają i nie plączą się, są takie akurat.
Cieszę się, że udało mi się je uratować. Dziura zrobiona overlockiem została od spodu podklejona łatką…
…i z wierzchu przeszyta podwójnym ściegiem oraz na krótkim odcinku zygzakiem. Po drugiej stronie zrobiłam symetrycznie identyczny ścieg (oczywiście już bez przecinania tkaniny).
Poza tym pojechało ze mną do pracy pyszne ciacho i babeczki, ale to już zupełnie inna historia…
I w związku z powrotem do pracy zawieszam do połowy grudnia moją twórczą działalność. Mój blog zwie się „Mój wolny czas” i do 15 grudnia raczej czegoś takiego jak wolny czas mieć nie będę. Ale to nic! Najważniejsze, że jest praca, że będzie na karmę dla kotów, farbki dla Ziutka i dla mnie na nowe tkaniny:)
Zanim zanurzę się w papierach i innych służbowych sprawach pokaże w czym dziś przywitałam się ze starą/nową ekipą.
To moje wymęczone, zepsute i wreszcie uratowane spodnie.
Burda 11/2010 model 129 rozmiar 18, czyli małe kobietki.
Zwykle z Burdy szyję ubrania w rozmiarze 36-38 i trochę obawiałam się szycia małego rozmiaru. Tak mnie jednak zauroczyły te spodnie, że nie mogłam im się oprzeć. To przez przeniesienie szwów bocznych w nogawkach na tył spodni i zapięcie z tyłu (żegnaj strachu o niedopięty rozporek;))
Spróbowałam i wyszło całkiem nieźle. Nie jestem pewna, czy ten model jest przeznaczony dla małych kobietek. Znam kilka małych pań i one utopiłyby się w tych spodniach.
Taką długość miały spodnie przed skróceniem
Jak widać musiałam dużo wyciąć (a mam 168 cm wzrostu), więc jakie to małe kobietki?
Podkrój kroku pasował na mnie i nic kompletnie nie zmieniałam w tym wykroju. Po prostu wykroiłam i zszyłam.
Byłam w tych spodniach dziś w biurze. Są super wygodne, dobrze się w nich siedzi, chodzi, jedzie komunikacją publiczną i powozi autem. Poszerzane nogawki nie przeszkadzają i nie plączą się, są takie akurat.
Cieszę się, że udało mi się je uratować. Dziura zrobiona overlockiem została od spodu podklejona łatką…
…i z wierzchu przeszyta podwójnym ściegiem oraz na krótkim odcinku zygzakiem. Po drugiej stronie zrobiłam symetrycznie identyczny ścieg (oczywiście już bez przecinania tkaniny).
Poza tym pojechało ze mną do pracy pyszne ciacho i babeczki, ale to już zupełnie inna historia…
piątek, 25 listopada 2011
Buena Vista...
Buena Vista Social Club to film o kilkunastu kubańskich muzykach, występujących w klubie i zaangażowanych w produkcję albumu Buena Vista Social Club.
Od ładnych pary lat chciałam go obejrzeć, ale jakoś tak się nigdy nie składało. Z pomocą przyszedł mój filmowy guru, czyli Wiewióra:)
Film nie ma żadnej akcji, nic się nie dzieje, tylko opowiadają, grają i śpiewają. Niby nudny jak flaki z olejem, ale…
Wszystko płynie powolutku, leniwie, wręcz czujesz ten letni klimat, coś na styl hiszpańskiego "maniana" i greckiego "sega sega", czyli jutro i powoli powoli.
Po kolei pokazane są postacie kubańskich muzyków, mówią kiedy się urodzili, gdzie, czasem kim byli rodzice, czy dziadkowie i jeszcze kilka innych słów mówią o sobie. Ot taki spokojniutki film dokumentalny. Nic niby się nie dzieje, ale w pewnym momencie spostrzegasz, że stopy same ruszają się w rytm kubańskiej muzyki, niewiele później czujesz jak ruszasz głową i szyją, później dochodzą do tego ramiona. Tak po prostu same słysząc tę muzykę tańczą i nagle czujesz że ta muzyka jest wszędzie, w każdej twojej komórce, że masz ją po prostu w sobie.
Tej nocy nie zasnę spokojnie
Od ładnych pary lat chciałam go obejrzeć, ale jakoś tak się nigdy nie składało. Z pomocą przyszedł mój filmowy guru, czyli Wiewióra:)
Film nie ma żadnej akcji, nic się nie dzieje, tylko opowiadają, grają i śpiewają. Niby nudny jak flaki z olejem, ale…
Wszystko płynie powolutku, leniwie, wręcz czujesz ten letni klimat, coś na styl hiszpańskiego "maniana" i greckiego "sega sega", czyli jutro i powoli powoli.
Po kolei pokazane są postacie kubańskich muzyków, mówią kiedy się urodzili, gdzie, czasem kim byli rodzice, czy dziadkowie i jeszcze kilka innych słów mówią o sobie. Ot taki spokojniutki film dokumentalny. Nic niby się nie dzieje, ale w pewnym momencie spostrzegasz, że stopy same ruszają się w rytm kubańskiej muzyki, niewiele później czujesz jak ruszasz głową i szyją, później dochodzą do tego ramiona. Tak po prostu same słysząc tę muzykę tańczą i nagle czujesz że ta muzyka jest wszędzie, w każdej twojej komórce, że masz ją po prostu w sobie.
Tej nocy nie zasnę spokojnie
środa, 23 listopada 2011
Zaproszenie
Wspominałam już w jednym z postów, że mój blog, który miał być głównie o szyciu, zrobił się kulinarny i że zamierzam sprawy kuchenne przenieść w nowe miejsce. I tak się stało. Powstał mój drugi blog poświęcony kuchni i wszystkiemu, co kręci się wokół garnka:)
Kto jest głodny zapraszam tutaj
I od razu uprzedzę, że nie jest to zwykły kulinarny blog, a blog dietetyczny:) Co wcale nie oznacza, że niesmacznie, nudno, czy głodno. Sami zobaczcie.
Kto jest głodny zapraszam tutaj
I od razu uprzedzę, że nie jest to zwykły kulinarny blog, a blog dietetyczny:) Co wcale nie oznacza, że niesmacznie, nudno, czy głodno. Sami zobaczcie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















