piątek, 20 stycznia 2012

Brakujący element

Kto jest spostrzegawczy, na pewno zauważył, że w poprzednim poście napisałam, że w 2011 roku uszyłam 13 sztuk odzieży, a na zdjęciu jest 12.
Nie pomyliłam się, jednej rzeczy zwyczajnie nie mogłam pokazać, ponieważ brakujący element był zgłoszony w jesiennej edycji konkursu 4 Pory Roku na forum szyjemy po godzinach.
W tej edycji zgłosiłam jesienną spódnicę, którą uszyłam dla mojej Babci. Spódnica jest ciepła, dłuższa, w sam raz na jesienne chłody.
Zajęłam ex aequo miejsce pierwsze... od końca;) Czym wcale się nie martwię, bo:
1) uczę się szyć, uszyłam dopiero 31 rzeczy,
2) podjęłam wyzwanie i zdążyłam wykonać zadanie,
3) znalazły się 4 osoby, którym moja spódnica spodobała się i oddały swój głos właśnie na mnie, mimo że konkurencja była ho ho! (ja głosowałam na biały żakiet).
A oto i ona: babcina spódnica (z obowiązkową kartką z nazwą konkursu)


Ma głębokie kieszenie, by babcia nie kusiła torebką i mogła wszystko, co jest jej potrzebne zmieścić w kieszeniach. Zapięcie "po męsku" z przodu daje babcinej spódnicy lekkiego pazura:)
Miałam zrobić replikę starej spódnicy (opisanej tutaj) rozpruć ja i zrobić z niej formę. Ale nie bała aż tak znoszona, by nie dało się jej uratować. Skróciłam ją tylko, wszyłam nową podszewkę i obszyłam wytarte kieszenie.
Powstaje zatem pytanie: jak w takim układzie zrobić formę? Otóż przeszukałam swoje stare Burdy i znalazłam model bardzo podobny. Model 140 Burda 4/2010




Burda 4/2010 to jeden z moich ulubionych numerów. Szyłam z niej już blezer (najmniej udana rzecz), bluzkę z żabotem (super!), sukienkę z żabotem (miała być dla Mamy, a nosiłam ja). I to nie koniec tego numeru, bo mam przygotowane formy na spódnicę i spodnie, ale to na lato, więc z szyciem jeszcze trochę poczekam. Teraz potrzeby żakiet, bluzka i może płaszcz?

czwartek, 12 stycznia 2012

2011

Choć już prawie połowa stycznia, to ja wciąż jeszcze nie pożegnałam się ze starym rokiem. Jeszcze trwają moje podsumowania, liczenie zysków i strat;), analizowanie, wyciąganie wniosków i obmyślanie strategii na rok kolejny.
Rok 2011 był jak do tej pory najbogatszy jeśli chodzi o moje szycie i inne prace twórcze (pobił nawet 2001, w którym dużo malowałam, np. na jedwabiu).
Krawiecki przełom był w maju 2010 (dostałam od męża matę i nóż), a w 2011 rozwijałam się i nabierałam rozpędu - by we wrześniu spełnić moje marzenie i zakupić overlocka. Jeszcze raz dziękuję sponsorom - Babci i Dziadkowi, co ja bym bez nich zrobiła? Kompletnie nic i nie chodzi tu tylko o overa, ale o masę innych spraw, których mnie nauczyli (np. jeździć autem - Dziadek, robić na drutach - Babcia).
Oto co uszyłam w 2011 roku:

To 13 sztuk odzieży: spodenki (1), spodnie (1), spódnice (2), bluzki (5), sukienki (3) i etolę (1).
Podsumowanie przyda się też w biżu, ale jeszcze nie wiem, jak je zrobić,bo jest tego za dużo!

W Nowym Roku życzę sobie dwa razy tyle szycia, a przynajmniej tyle, co w Starym:)

poniedziałek, 2 stycznia 2012

"Lusterko mówi mi, że mogę iść"

Ostatnie poprawki i poszłam na pierwszą imprezę Sylwestrową do lokalu.

Było bardzo miło. Bawiliśmy się z Ziutkiem i moim rodzicami szampańsko. Mimo infekcji i zasmarkania udało mi się wytańczyć i wyskakać, mam tylko nadzieję, że moje kulejące ostatnio zdrowie nie pogorszy się i nie przypłacę tej imprezy, czymś gorszym.
A w co się ubrałam?
W sukienkę z Burdy 11/2011, model 123 rozmiar 38

oraz etolę z Burdy 12/2011, model 117. Tu muszę podziękować Mańkowi z forum "Szyjemy po godzinach" za to, że poratowała mnie opisem szycia etoli, bo ja niestety zapomniałam zabrać z domu tego numeru Burdy, a obszywałam się u rodziców.

Sukienka była od rozmiaru 38, a ja jestem pomiędzy 36-38, letnie sukienki szyję w rozmiarze 36 i bałam się, że ta będzie za duża. A tu było odwrotnie, kiecka jest na styk!
Minusem tego modelu jest wielki dekolt. Jest tak duży, że każdy biustonosz byłoby widać. Próbowałam o kilka centymetrów podnieść w górę to wycięcie, ale na wiele to się nie zdało. Włożyłam więc koszulkę z ozdobną koronką.
Ten fason jest dobry dla kobiet równo zbudowanych i o pełnych kształtach. Taki chudzielec jak ja, z nierównymi ramionami może mieć kłopoty z ładnym ułożeniem sukienki na ciele.
Najważniejsze: świadomość, że jestem ubrana zgodnie z najnowszymi trendami, w niepowtarzalnym stroju własnej produkcji jest bezcenna!!! Zakupy mnie nie kręcą, ale uszycie sobie czegoś fajnego już tak:) Na pewne niedociągnięcia przymykam oko, w końcu to jest moja 30 uszyta rzecz, jestem samoukiem, wciąż się uczę, a każda następna jest i będzie coraz lepsza:)

Wszystkim zaglądającym życzę dobrego 2012 roku!
Liczę, że tym postem przerwę długie milczenie spowodowane powrotem do pracy i kulejącym zdrowiem. Zatem, oby do przeczytania!

niedziela, 4 grudnia 2011

Jedna babka i dwa kęsy Wiewiórki

Wczoraj wieczorem zadzwoniła do mnie koleżanka z pracy z kulinarnym pytaniem. Tak jej posmakowało ciasto, które zrobiłam na powitanie, że koniecznie chciała zrobić je swojej mamie z okazji Barbórki.
I tym telefonem przypomniała mi, że nie pokazałam co przygotowałam na dzień dobry do pracy.
Zatem teraz Wiewiórka i babeczki według Zbyszkowej mają swoje pięć minut.
Przepisy te prezentuję tutaj, bo nijak mają się do mojej diety:) i z tego powodu nie zamieszczę ich na moim blogu kulinarnym.
Do mojej rodziny trafił przepis na szybkie ciasto. Źródłem tego przepisu jest żona kuzyna Zbyszka (Babciu popraw mnie, jeśli pomyliłam kuzynów;)). Dlatego ciasto nazywam czasem ciastem od Zbyszkowej. Oczywiście zmodyfikowałam je po swojemu;)
A oto oryginalny przepis

Ciasto Zbyszkowej
Składniki:

2 szklanki mąki
1 i ½ szklanki cukru pudru
1 literatka oleju (100 ml)
4 jajka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
4 jabłka w kostkę (‘Antonówki’, ‘Boikeny’)
1 szklanka orzechów włoskich
Aromat

Wykonanie:
Wszystkie składniki połączyć, na koniec dodać jabłka i orzechy. Wymieszać i przełożyć na blaszkę wysmarowaną margaryną i posypaną bułka tartą.
Piec ok. 40-50 min w 180 st. C.

Moje modyfikacje:
Kiedyś piekłam te ciasto w prostokątnej blaszce z orzechami. Jednak od czasu gdy nasz przyjaciel był w szpitalu piekę je po swojemu. Nasz przyjaciel R. uwielbia cynamon i chcieliśmy zrobić mu coś cynamonowego by osłodzić szpitalne życie. Wtedy to powstała modyfikacja zamiast ciasta w blaszce zrobiłam babeczki (łatwiej jeść w szpitalu babeczki niż kroić ciasto). Nie miałam orzechów, więc zrezygnowałam z nich, za to dodałam duuużo cynamonu.
Z powyższej porcji wychodzi 24 babeczki (czyli dwie muffinkowe blaszki). Czas pieczenia skraca się o połowę – 1 porcja siedzi w piekarniku 20-25 minut.

Pozostaje tylko pytanie: gdzie kupić ‘Antonówki’ lub ‘Boikeny’? Są to stare i trudno dostępne odmiany. Do pracy zrobiłam z odmiany ‘Idared’ (producent „Nasz Sad”) i choć ta odmiana ma zwolenników chyba tyle co przeciwników, to ciasto wyszło przepyszne!


Wiewiórka
Składniki:

 5-6 jabłek
2 szklanki mąki
1 szklanka cukru
Cukier waniliowy
3 łyżki kakao – gorzkie
2 łyżeczki cynamonu
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
Pół szklanki mleka
¾ szklanki oleju
3 jajka rozbite rozbełtane widelcem
Garść rodzynek i dowolnych orzechów
Można dodać tabliczkę pokruszonej czekolady

Wykonanie:
- suche mieszamy w misce
- dodajemy mokre (jajko, olej, mleko) mieszamy mikserem
- jabłka kroimy w grubą kostkę
- dodajemy jabłka, orzechy, rodzynki, czekoladę

Wlewamy do tortownicy, pieczemy ok. 50 minut w 190 stopniach. Posypujemy cukrem pudrem.

Moje modyfikacje:
Jabłka odmiany ‘Idared’. Dodałam po garści orzechów włoskich i płatków migdałowych oraz połowę tabliczki gorzkiej czekolady. Wymieszałam łyżką i nie posypałam cukrem pudrem
Przepis ten pochodzi od koleżanki z pracy i już po firmie krążył, ale chyba dopiero teraz podbił niektóre serca. Koleżanka używa czekolady mlecznej, a mi jakość nawet do głowy nie przyszło, by brać się za mleczną. Jakoś tak jasne było, że powinna to być czekolada gorzka i to było dobre posunięcie.
Będę korzystać z tego przepisu w przyszłość, ale raczej w formie babeczek (przerobię je jak ciasto Zbyszkowej). Spróbuję upiec je bez czekolady i z karobem zamiast kakao, i na jajkach przepiórczych (bo kurzych nie mogę).

I tu muszę z ręką na sercu przyznać się, że nie udało mi się oprzeć i skosztowałam obu ciast;( Jedną babeczkę i dwa kęsy Wiewiórki. Cóż… mogę jedynie obiecać poprawę i powiedzieć, że ciasta wyszły mi pierwszorzędnie. Prezes to nawet z blaszki resztki Wiewiórki wyjadał:)

poniedziałek, 28 listopada 2011

Come back

Ale tylko na chwilę, bo jestem i zaraz znikam. Wracam do pracy. Mało tego, ja wracam do starej firmy, z którą pożegnałam się w prawie rok temu. Tak to się czasem życie dziwnie plecie.
I w związku z powrotem do pracy zawieszam do połowy grudnia moją twórczą działalność. Mój blog zwie się „Mój wolny czas” i do 15 grudnia raczej czegoś takiego jak wolny czas mieć nie będę. Ale to nic! Najważniejsze, że jest praca, że będzie na karmę dla kotów, farbki dla Ziutka i dla mnie na nowe tkaniny:)
Zanim zanurzę się w papierach i innych służbowych sprawach pokaże w czym dziś przywitałam się ze starą/nową ekipą.




To moje wymęczone, zepsute i wreszcie uratowane spodnie.
Burda 11/2010 model 129 rozmiar 18, czyli małe kobietki.

Zwykle z Burdy szyję ubrania w rozmiarze 36-38 i trochę obawiałam się szycia małego rozmiaru. Tak mnie jednak zauroczyły te spodnie, że nie mogłam im się oprzeć. To przez przeniesienie szwów bocznych w nogawkach na tył spodni i zapięcie z tyłu (żegnaj strachu o niedopięty rozporek;))
Spróbowałam i wyszło całkiem nieźle. Nie jestem pewna, czy ten model jest przeznaczony dla małych kobietek. Znam kilka małych pań i one utopiłyby się w tych spodniach.
Taką długość miały spodnie przed skróceniem

Jak widać musiałam dużo wyciąć (a mam 168 cm wzrostu), więc jakie to małe kobietki?
Podkrój kroku pasował na mnie i nic kompletnie nie zmieniałam w tym wykroju. Po prostu wykroiłam i zszyłam.

Byłam w tych spodniach dziś w biurze. Są super wygodne, dobrze się w nich siedzi, chodzi, jedzie komunikacją publiczną i powozi autem. Poszerzane nogawki nie przeszkadzają i nie plączą się, są takie akurat.
Cieszę się, że udało mi się je uratować. Dziura zrobiona overlockiem została od spodu podklejona łatką…

…i z wierzchu przeszyta podwójnym ściegiem oraz na krótkim odcinku zygzakiem. Po drugiej stronie zrobiłam symetrycznie identyczny ścieg (oczywiście już bez przecinania tkaniny).


Poza tym pojechało ze mną do pracy pyszne ciacho i babeczki, ale to już zupełnie inna historia…

piątek, 25 listopada 2011

Buena Vista...

Buena Vista Social Club to film o kilkunastu kubańskich muzykach, występujących w klubie i zaangażowanych w produkcję albumu Buena Vista Social Club.

Od ładnych pary lat chciałam go obejrzeć, ale jakoś tak się nigdy nie składało. Z pomocą przyszedł mój filmowy guru, czyli Wiewióra:)
Film nie ma żadnej akcji, nic się nie dzieje, tylko opowiadają, grają i śpiewają. Niby nudny jak flaki z olejem, ale…
Wszystko płynie powolutku, leniwie, wręcz czujesz ten letni klimat, coś na styl hiszpańskiego "maniana" i greckiego "sega sega", czyli jutro i powoli powoli.
Po kolei pokazane są postacie kubańskich muzyków, mówią kiedy się urodzili, gdzie, czasem kim byli rodzice, czy dziadkowie i jeszcze kilka innych słów mówią o sobie. Ot taki spokojniutki film dokumentalny. Nic niby się nie dzieje, ale w pewnym momencie spostrzegasz, że stopy same ruszają się w rytm kubańskiej muzyki, niewiele później czujesz jak ruszasz głową i szyją, później dochodzą do tego ramiona. Tak po prostu same słysząc tę muzykę tańczą i nagle czujesz że ta muzyka jest wszędzie, w każdej twojej komórce, że masz ją po prostu w sobie.
Tej nocy nie zasnę spokojnie

środa, 23 listopada 2011

Zaproszenie

Wspominałam już w jednym z postów, że mój blog, który miał być głównie o szyciu, zrobił się kulinarny i że zamierzam sprawy kuchenne przenieść w nowe miejsce. I tak się stało. Powstał mój drugi blog poświęcony kuchni i wszystkiemu, co kręci się wokół garnka:)
Kto jest głodny zapraszam tutaj
I od razu uprzedzę, że nie jest to zwykły kulinarny blog, a blog dietetyczny:) Co wcale nie oznacza, że niesmacznie, nudno, czy głodno. Sami zobaczcie.