wtorek, 13 września 2011

Już jutro...

Tak, nadchodzi ten dzień. Jutro stanę przed Okiem Smoka. Trzymajcie kciuki, aby wszystko się udało:)
A jak się uda, to jutro wyjaśnię, co to za Oko Smoka;) Pewnie niektóre z Was domyślą się, o co chodzi:) Zatem do jutra!

Żarłoczny weekend

W poprzednim poście pisałam o diecie bezglutenowej, a teraz przyznam się uczciwie, że przestrzeganie diety jest bardzo trudne. Zwłaszcza, że gluten to nie jedyny składnik, którego muszę unikać. Od czasu do czasu mogę sobie zjeść coś niedozwolonego i w weekend właśnie miałam dyspensę.
Na śniadania były zatem bułki. Zwykłe bułki ze sklepu - 60 gr sztuka, cena mnie poraziła, teraz widać jak długo nie kupowałam bułek… Do tych zwykłych bułek było coś niezwykłego: humus! Wreszcie mi się udało ugotować cieciorkę (sorki, to Ziutek ją ugotował) i nie zjeść jej.
Humus zrobiony był na oko z cieciorki, tahiny (pasta sezamowa), soli, czosnku i wody.

To było pyszne! Choć było mało soli i mało czosnku. W wersji kolacyjnej dodałam węgierskiej pasty paprykowej. Znów było pyszne!

A tu szaleństwo! U Maroccantmint znalazłam link do przepisu na tartę wegańską. Bez jaj, bez mleka i bez sera! Coś dla mnie, bo choć gluten dopuszczam, to jaja i nabiał omijam (staram się bardzo omijać).
Przepis oczywiście zmodyfikowałam - nie dałam drożdży i koncentratu, bo nie miałam w domu. Uwaga jedna ode mnie: ciasto dobrze byłoby przyprawić solą lub też pieprzem, czy papryką, bo jest mdliste. Jednak i tak jestem zachwycona tym przepisem i wrócę do niego. Może skuszę się i zrobię spód z mąki gryczanej lub jaglanej? Ciekawe jak wyjdzie?
Przed wstawieniem do piekarnika
I połowy już nie ma:)


A w niedzielę Ziutek zrobił mi idealną zupę z dyni. To moja ulubiona zupa i w sezonie letnio-jesinnym gości raz w tygodniu na moim stole. Ziutek wie jak dogodzić kobiecie;)

A teraz przepisy
Zupa z dyni Agnieszki Kręglickiej znaleziona na przez Ziutka na rondelku

Składniki:
- 500 g surowej dyni
- 2 ziemniaki
- mała cebula pokrojona w kostkę
- posiekany ząbek czosnku
- 1 litr rosołu lub wywaru z warzyw
- łyżeczka przyprawy curry
- sól
- pieprz
- cukier
- 4 łyżki oliwy

Sposób przyrządzania:
Na oliwie zeszklić cebulę i czosnek. Dodać dynię i ziemniaki pokrojone w kostkę. Lekko obsmażyć. Dodać curry, wymieszać. Po 5 minutach wlać wywar i gotować, aż dynia i ziemniaki będą miękkie. Całość zmiksować i przyprawić.

Pikantna tarta z soczewicą

Z książki "Kuchnia wegetariańska" T. Ostromęckiego

Składniki:
Ciasto:
-1 2/3 szklanki mąki pełnoziarnistej
-1/3 szklanki margaryny, pokrojonej na małe kawałki
-4 łyżki stołowe wody

Nadzienie:
-2/3 szklanki czerwonej soczewicy, opłukanej
-1 1/4 szklanki wywaru z warzyw
-1 łyżka stołowa margaryny
-1 cebula, pokrojona
-2 czerwone papryki, wypestkowane i pokrojone w kostke
-1 łyżeczka drożdży
-1 łyżka stołowa koncentratu pomidorowego
-3 łyżki stołowe natki pietruszki
-pieprz

Sposób przyrządzania:
1. Przygotować ciasto. Wsypać mąkę do miski i utrzeć rękami z margaryną, na masę podobną do bułki tartej. Mieszając dodać wodę i urobić na ciasto. Zawinąć i chłodzić przez 30 minut.
2. W tym czasie przygotować nadzienie. Wsypać soczewice do garnka z wywarem, następnie doprowadzić do wrzenia i gotować na wolnym ogniu przez 10 minut, aż soczewica będzie wystarczająco miękka, by rozgnieść ją na puree.
3. W małym garnku rozpuścić margarynę, wrzucić pokrojoną cebulę i paprykę i smażyć, często mieszając, aż będą miękkie.
4. Dodać puree z soczewicy, drożdże, koncentrat pomidorowy i pietruszkę. Doprawić do smaku pieprzem. Dokładnie wymieszać.
5. Na blacie lekko posypanym mąką rozwałkować ciasto i wyłożyć nim formę do tarty o średnicy 24 cm. Nakłuć dno widelcem i nałożyć soczewicę.
6. Wstawić do rozgrzanego piekarnika (200 st. Celsiusa) na 30 minut, aż nadzienie się zestali.


Wariant: W zależności od upodobań w etapie 4 można dodać kukurydzę, aby stworzyć bardziej kolorową i smakowitą odmianę tej potrawy.

poniedziałek, 12 września 2011

Kulinarne bezglutenowe odkrycie lata


Moim kulinarnym odkryciem lata 2011 był bar Groole na Nowym Świecie w Warszawie, w którym serwowane są pieczone ziemniaczki podawane z różnymi nadzieniami oraz sosami.
Wielki Grool zerka czule z góry

Pewnie zapytacie, a cóż w tym takiego?
Ano podejście właścicielki do klienta, jej radość, cierpliwość i duże zrozumienie, czego nie spotkałam w innym miejscach.
Czym podbiła moje serce? Tym, że nie była zdziwiona, gdy zapytałam o dokładny skład sosów. Kilka sosów ma oznaczenie z przekreślonym kłoskiem, co oznacza, że są bezglutenowe. Tam gdzie był choć cień wątpliwości (np. „produkt może zawierać śladowe ilości glutenu”), że półprodukt może zawierać gluten, przekreślony kłosek już się nie pojawiał.
Bardzo to doceniam, ponieważ takie podejście do konsumenta z alergią, czy nietolerancją pokarmową jest rzadkością.

Nawet sobie nie wyobrażacie min sprzedawców, kelnerów, czy samych kucharzy, gdy pytam o szczegóły potrawy. Mają wypisane na twarzach „o! nawiedzona baba, czego się czepia?” A nie zdają sobie sprawy, że brak dokładnych informacji może wyrządzić krzywdę. Niektórzy to nawet kłamią. Tego nie jestem w stanie stwierdzić, bo nie mam błyskawicznych objawów, ale jedna znajoma ma uczulenie na pszenicę i często zdarzało się jej w restauracjach mimo solennych zapewnień, że mąka pszenna nie została użyta, że jeszcze przed opuszczeniem lokalu wygląda jak nakrapiana.
A właścicielka Grooli ma świadomość i stara się swą ofertę dopasować do każdego klienta. W tej chwili jest podział na bezglutenowe i zwykłe, ale myśli o rozszerzeniu oferty na np. bez nabiału.
Poza tym jest naprawdę smacznie i miło. Polecam

Zaległości

Jakoś daleko mi do komputera ostatnio. Mam kilka zaległych postów.
Jedną z ważniejszych informacji, którą chciałam się podzielić jest powakacyjne wznowienie twórczych działań u Wiewióry.
Latem miałyśmy dwa plenery: jeden prywatny na Mazurach i drugi publiczny w Ogrodzie Botanicznym.
A teraz znów spotykamy się twórczo. Choć ostatnio więcej było gadania, to udało nam się zmobilizować i zabrać za filcowanie.

Oto początek
A reszta do zobaczenia u Wiewióry

A co w domu?
A w domu kocia wojna oraz wielkie grasowanie małej czarnej
To nic przy ostatnim wyczynie, którego już nie uwieczniłam na zdjęciach
"A jak spał, a jak spał taką grzeczną minę miał..."

czwartek, 8 września 2011

Idą chłody

Marzną ręce, marzną stopy. Zapas skarpet zrobiony przez Babcię już prawie nie istnieje, a nie mam sumienia prosić ją o kolejne. Ma w końcu 90 lat. Coś tam jeszcze dzierga, ale twierdzi, że to już nie to co kiedyś.
Zatem postanowiłam sama zrobić sobie skarpety (w końcu jedną już kiedyś zrobiłam). Nie lubię kupnych skarpet i muszę mieć ręcznie robione i już. 
Dziś postanowiłam sobie, że znajdę jakieś filmiki o robieniu na drutach. Prawe i lewe to umiem, ale nie umiem nabrać oczek. I na forum Szyjemy po godzinach znalazłam świeży temat: "Druty dla początkujących". A w nim link do Theli. I już wiem, jak nabierać oczka:)
Ale jak nabrać na 4 druty? Pierwszą skarpetkę zrobiłam 3 lata temu, ale wtedy pewna starsza pani rozpoczęła mi robótkę, a teraz jestem z tym sama. Miałam szczęście, bo Theli była akurat na forum i zaraz mi to wyjaśniła.
No i zaczęłam...

Niby fajnie, ale i tak muszę spruć, bo mi się oczka pomyliły i zamiast równo 2 prawe, 2 lewe, w pewnym momencie są 3 prawe i gdzieś daleko 1 lewe. I wszystko muszę zacząć od początku;((((
Pewnie dlatego nie mam sukcesów w robieniu na drutach. W szyciu jeszcze zawsze można coś uratować, albo przerobić, a tu trzeba spruć całą pracę i wszystko od nowa.

środa, 7 września 2011

Czy to wypada?

Czy wypada, aby dwunastoletnia dziewczynka nosiła sutaszowe kolczyki? Jak to teraz jest?

Za moich czasów (hihi chyba jestem już bardzo stara, skoro tak piszę) były fartuszki, do 7 klasy miałam od rodziców zakaz noszenia ostrych kolorów. Tak, tak, Mamusiu, do końca życia będę pamiętać, że nie pozwoliłaś mi iść do szkoły w czerwonej w białe kropki sukience z dołem z koła. Tak się pięknie kręciła i chciałam pochwalić się koleżankom... Ale Mama powiedziała nie, bo to nie jest ani sukienka, ani kolor do szkoły. I nikt nie zobaczył... Dodam, że pokazanie się po lekcjach w grę nie wchodziło, bo mieszkałam na zadupiu i prawie z nikim się nie widywałam. Wolny czas spędzałam z braćmi.
Dyspensę dostałam dopiero w 7 klasie. Warunek był jeden: mogę ubierać się ekstrawagancko jak chcę, ale muszę liczyć się z tym, że nauczyciele mogą przez to się czepiać. Zatem muszę być tak przygotowana do lekcji, aby nikt mnie niczym nie zaskoczył. No i byłam:) I nosiłam własnej produkcji wściekle filetowe poncho oraz czerwone dzwony ogrodniczki po Mamie:) Szkołę skończyłam bez przygód.
Nie było też wtedy mowy o farbowaniu włosów, czy o makijażu.
A teraz to się jakoś pozmieniało jak patrzę na niektóre nastolatki... Jednak nie jestem przekonana, czy dobrze zrobiłam, że uległam prośbie córki mojej koleżanki.
Dziewczynka zobaczyła na mojej stronie www moje twory i z wielką nieśmiałością spytała, czy nie zrobiłabym jej kolczyków. A że mam do tego dziecka słabość, bo ma tego samego dnia urodziny co i ja, to postanowiłam zrobić kolczyki z sutaszu. Nie za duże, ale z sutaszu. I teraz mam wątpliwości... dać jej czy nie?

Kolczyki, choć małe powstawały prawie miesiąc w ciężkich bólach na Mazurach i na Mazowszu, a mają trafić na Śląsk. Nie do końca jestem zadowolona z efektu, dlatego myślę, czy nie zrobić dziewczynce małych filcowych kulek...

wtorek, 6 września 2011

Sutaszowy dylemat

To sutaszowe coś. Początkowo myślałam o zrobieniu kolczyków i miały być trochę inne, ale jak to bywa ze mną i z sutaszem, ja zaczynam a on prowadzi dalej. Wszyło większe niż oczekiwałam i teraz zastanawiam się co dalej?
Czy robić drugi taki do pary i zrobić kolczyki? Tylko, czy sutasz zechce mnie znów tak samo poprowadzić?
Czy może zrobić z tego zawieszkę?
A może broszkę?
Przyznam szczerze, że mam chrapkę na broszkę, bo ostatnio jestem broszkowa, ale może coś innego będzie lepsze?
Jak myślicie?
Jedną ważną opinię już znam (tak, tak Wiewióro, o Tobie teraz piszę;)). I wdaje mi się słuszna, ale ciekawa jestem innych głosów.
Poniżej przybliżone wymiary, ostrość marna bo zepsuł mi się obiektyw cyfrówki i musiałam przełożyć z analoga. Mniej więcej jednak widać
Kolczyki?
Zawieszka?
Broszka?