Robią firanki, np. takie
To była antymolowa torba na ubrania. Nieźle się dziewczynki zabawiły co? Ale teraz mamy już drzwi do garderoby i bidule siedzą pod drzwiami i lamentują, że taką fajną zabawę im zabrali:)
Ten blog założyłam, aby nie uciekło zupełnie to, co się dzieje wokół mnie i to, co robię. Ma być też podglądem mojego życia dla bliskich, którzy są daleko. Chcę zamieszczać to wszystko, co robię w wolnym czasie, dużo tego nie będzie, bo wolnego czasu mam mało. Dlatego też chcę zapisywać sobie te cenne chwile. Zapraszam
niedziela, 12 lutego 2012
piątek, 10 lutego 2012
Szycie na odległość
To nie jest zbyt dobry pomył, oj nie! Dobrze, że zrobiłam próbną wersję.
Brat remontuje mieszkanie (co widać po akcesoriach na zdjęciu). Duży pokój po zalaniu przez sąsiadów poddany został odnowie: trzy ściany dostały nowy kolor (szary), a czwarta została wytapetowana... gazetami. Do tego będzie granatowa wykładzina i granatowe pokrowce na fotele. I właśnie te pokrowce mam uszyć ja.
Byłam u brata, zmierzyłam i sfociłam fotele. Kupiliśmy materiał i pojechałam do domu. Na podstawie rysunków sporządzonych przez brata i wymiarów zrobiłam próbną wersję
Okazała się na dwa fotele za duża, a na pozostałe dwa... za mała;(
Nie pozostaje mi nic innego, jak spakować maszynę, materiał, pojechać do niego i na miejscu uszyć.
Tylko kiedy? Wyjazd odkładany jest już kolejny tydzień... Bracie wybacz!
Brat remontuje mieszkanie (co widać po akcesoriach na zdjęciu). Duży pokój po zalaniu przez sąsiadów poddany został odnowie: trzy ściany dostały nowy kolor (szary), a czwarta została wytapetowana... gazetami. Do tego będzie granatowa wykładzina i granatowe pokrowce na fotele. I właśnie te pokrowce mam uszyć ja.
Byłam u brata, zmierzyłam i sfociłam fotele. Kupiliśmy materiał i pojechałam do domu. Na podstawie rysunków sporządzonych przez brata i wymiarów zrobiłam próbną wersję
Okazała się na dwa fotele za duża, a na pozostałe dwa... za mała;(
Nie pozostaje mi nic innego, jak spakować maszynę, materiał, pojechać do niego i na miejscu uszyć.
Tylko kiedy? Wyjazd odkładany jest już kolejny tydzień... Bracie wybacz!
czwartek, 2 lutego 2012
Wieści z frontu
Witam wszystkich nowych zaglądających! A szczególnie witam pierwszego Pana, który dołączył do grona obserwatorów. Tak, tak miłe Panie, nie jesteśmy już same i nie mogę już zwracać się do Was: Drogie Czytelniczki:))) Mam nadzieję B., że znajdziesz tu coś dla siebie - pozdrawiam i zapraszam.
Mięto! Nie wiem dokładnie, z czego szyłam Babci spódnicę. To była wełna z domieszką czegoś. Bardzo przyjemne w dotyku i ciepłe.
A teraz...
Szybka depesza z frontu.
Walczymy oboje z Ziutkiem. Ja przede wszystkim z pracą etatową, zleconą i pogodzeniem tego wszystkiego z domem (ciężkie jest dla mnie połączenie pracy zdalnej i biurowej z domem, dużo lepiej jest wyjść i wrócić i myśleć już tylko o domu, a nie być i tu i tu naraz). Do tego chcę wydrzeć czas dla siebie, aby móc walczyć z... kolejnym stopniem wtajemniczenia krawieckiego.
Walczę z żakietem
To ma być fason jak najbardziej klasyczny, a żakiet ma być jak najbardziej profesjonalnie uszyty, na podszewce, wzmocniony, gdzie potrzeba.
Oto pierwsza przymiarka. Czy tylko mnie wydaje się, że coś się po prawej cięgnie i na łopatce załamuje? Z lewej jakby ciut mniej... Jak to teraz poprawić? Rozmiar 36, choć wg tabeli Burdy bardziej jestem 38, ale nie wierzę im w to i jak widać 36 wygląda prawie dobrze.
Ziutek za to walczy z kilogramami, a pomaga mu nasza nowa czarno-czerwona biedronka. Była promocja w Biedronce i dałam mu się namówić na ten zakup. Przy okazji ćwiczę i ja, ale ja walczę z masą mięśniową, bo chcę aby była:))) Ale ta masa to zamiast przyrastać to tylko pożera moje kilogramy, których i tak za dużo nie jest.
Walczę też z dietą, ale to inna historia i nie na ten blog...
Mięto! Nie wiem dokładnie, z czego szyłam Babci spódnicę. To była wełna z domieszką czegoś. Bardzo przyjemne w dotyku i ciepłe.
A teraz...
Szybka depesza z frontu.
Walczymy oboje z Ziutkiem. Ja przede wszystkim z pracą etatową, zleconą i pogodzeniem tego wszystkiego z domem (ciężkie jest dla mnie połączenie pracy zdalnej i biurowej z domem, dużo lepiej jest wyjść i wrócić i myśleć już tylko o domu, a nie być i tu i tu naraz). Do tego chcę wydrzeć czas dla siebie, aby móc walczyć z... kolejnym stopniem wtajemniczenia krawieckiego.
Walczę z żakietem
To ma być fason jak najbardziej klasyczny, a żakiet ma być jak najbardziej profesjonalnie uszyty, na podszewce, wzmocniony, gdzie potrzeba.
Oto pierwsza przymiarka. Czy tylko mnie wydaje się, że coś się po prawej cięgnie i na łopatce załamuje? Z lewej jakby ciut mniej... Jak to teraz poprawić? Rozmiar 36, choć wg tabeli Burdy bardziej jestem 38, ale nie wierzę im w to i jak widać 36 wygląda prawie dobrze.
Ziutek za to walczy z kilogramami, a pomaga mu nasza nowa czarno-czerwona biedronka. Była promocja w Biedronce i dałam mu się namówić na ten zakup. Przy okazji ćwiczę i ja, ale ja walczę z masą mięśniową, bo chcę aby była:))) Ale ta masa to zamiast przyrastać to tylko pożera moje kilogramy, których i tak za dużo nie jest.
Walczę też z dietą, ale to inna historia i nie na ten blog...
piątek, 20 stycznia 2012
Brakujący element
Kto jest spostrzegawczy, na pewno zauważył, że w poprzednim poście napisałam, że w 2011 roku uszyłam 13 sztuk odzieży, a na zdjęciu jest 12.
Nie pomyliłam się, jednej rzeczy zwyczajnie nie mogłam pokazać, ponieważ brakujący element był zgłoszony w jesiennej edycji konkursu 4 Pory Roku na forum szyjemy po godzinach.
W tej edycji zgłosiłam jesienną spódnicę, którą uszyłam dla mojej Babci. Spódnica jest ciepła, dłuższa, w sam raz na jesienne chłody.
Zajęłam ex aequo miejsce pierwsze... od końca;) Czym wcale się nie martwię, bo:
1) uczę się szyć, uszyłam dopiero 31 rzeczy,
2) podjęłam wyzwanie i zdążyłam wykonać zadanie,
3) znalazły się 4 osoby, którym moja spódnica spodobała się i oddały swój głos właśnie na mnie, mimo że konkurencja była ho ho! (ja głosowałam na biały żakiet).
A oto i ona: babcina spódnica (z obowiązkową kartką z nazwą konkursu)
Ma głębokie kieszenie, by babcia nie kusiła torebką i mogła wszystko, co jest jej potrzebne zmieścić w kieszeniach. Zapięcie "po męsku" z przodu daje babcinej spódnicy lekkiego pazura:)
Miałam zrobić replikę starej spódnicy (opisanej tutaj) rozpruć ja i zrobić z niej formę. Ale nie bała aż tak znoszona, by nie dało się jej uratować. Skróciłam ją tylko, wszyłam nową podszewkę i obszyłam wytarte kieszenie.
Powstaje zatem pytanie: jak w takim układzie zrobić formę? Otóż przeszukałam swoje stare Burdy i znalazłam model bardzo podobny. Model 140 Burda 4/2010
Burda 4/2010 to jeden z moich ulubionych numerów. Szyłam z niej już blezer (najmniej udana rzecz), bluzkę z żabotem (super!), sukienkę z żabotem (miała być dla Mamy, a nosiłam ja). I to nie koniec tego numeru, bo mam przygotowane formy na spódnicę i spodnie, ale to na lato, więc z szyciem jeszcze trochę poczekam. Teraz potrzeby żakiet, bluzka i może płaszcz?
Nie pomyliłam się, jednej rzeczy zwyczajnie nie mogłam pokazać, ponieważ brakujący element był zgłoszony w jesiennej edycji konkursu 4 Pory Roku na forum szyjemy po godzinach.
W tej edycji zgłosiłam jesienną spódnicę, którą uszyłam dla mojej Babci. Spódnica jest ciepła, dłuższa, w sam raz na jesienne chłody.
Zajęłam ex aequo miejsce pierwsze... od końca;) Czym wcale się nie martwię, bo:
1) uczę się szyć, uszyłam dopiero 31 rzeczy,
2) podjęłam wyzwanie i zdążyłam wykonać zadanie,
3) znalazły się 4 osoby, którym moja spódnica spodobała się i oddały swój głos właśnie na mnie, mimo że konkurencja była ho ho! (ja głosowałam na biały żakiet).
A oto i ona: babcina spódnica (z obowiązkową kartką z nazwą konkursu)
Ma głębokie kieszenie, by babcia nie kusiła torebką i mogła wszystko, co jest jej potrzebne zmieścić w kieszeniach. Zapięcie "po męsku" z przodu daje babcinej spódnicy lekkiego pazura:)
Miałam zrobić replikę starej spódnicy (opisanej tutaj) rozpruć ja i zrobić z niej formę. Ale nie bała aż tak znoszona, by nie dało się jej uratować. Skróciłam ją tylko, wszyłam nową podszewkę i obszyłam wytarte kieszenie.
Powstaje zatem pytanie: jak w takim układzie zrobić formę? Otóż przeszukałam swoje stare Burdy i znalazłam model bardzo podobny. Model 140 Burda 4/2010
Burda 4/2010 to jeden z moich ulubionych numerów. Szyłam z niej już blezer (najmniej udana rzecz), bluzkę z żabotem (super!), sukienkę z żabotem (miała być dla Mamy, a nosiłam ja). I to nie koniec tego numeru, bo mam przygotowane formy na spódnicę i spodnie, ale to na lato, więc z szyciem jeszcze trochę poczekam. Teraz potrzeby żakiet, bluzka i może płaszcz?
czwartek, 12 stycznia 2012
2011
Choć już prawie połowa stycznia, to ja wciąż jeszcze nie pożegnałam się ze starym rokiem. Jeszcze trwają moje podsumowania, liczenie zysków i strat;), analizowanie, wyciąganie wniosków i obmyślanie strategii na rok kolejny.
Rok 2011 był jak do tej pory najbogatszy jeśli chodzi o moje szycie i inne prace twórcze (pobił nawet 2001, w którym dużo malowałam, np. na jedwabiu).
Krawiecki przełom był w maju 2010 (dostałam od męża matę i nóż), a w 2011 rozwijałam się i nabierałam rozpędu - by we wrześniu spełnić moje marzenie i zakupić overlocka. Jeszcze raz dziękuję sponsorom - Babci i Dziadkowi, co ja bym bez nich zrobiła? Kompletnie nic i nie chodzi tu tylko o overa, ale o masę innych spraw, których mnie nauczyli (np. jeździć autem - Dziadek, robić na drutach - Babcia).
Oto co uszyłam w 2011 roku:
To 13 sztuk odzieży: spodenki (1), spodnie (1), spódnice (2), bluzki (5), sukienki (3) i etolę (1).
Podsumowanie przyda się też w biżu, ale jeszcze nie wiem, jak je zrobić,bo jest tego za dużo!
W Nowym Roku życzę sobie dwa razy tyle szycia, a przynajmniej tyle, co w Starym:)
Rok 2011 był jak do tej pory najbogatszy jeśli chodzi o moje szycie i inne prace twórcze (pobił nawet 2001, w którym dużo malowałam, np. na jedwabiu).
Krawiecki przełom był w maju 2010 (dostałam od męża matę i nóż), a w 2011 rozwijałam się i nabierałam rozpędu - by we wrześniu spełnić moje marzenie i zakupić overlocka. Jeszcze raz dziękuję sponsorom - Babci i Dziadkowi, co ja bym bez nich zrobiła? Kompletnie nic i nie chodzi tu tylko o overa, ale o masę innych spraw, których mnie nauczyli (np. jeździć autem - Dziadek, robić na drutach - Babcia).
Oto co uszyłam w 2011 roku:
To 13 sztuk odzieży: spodenki (1), spodnie (1), spódnice (2), bluzki (5), sukienki (3) i etolę (1).
Podsumowanie przyda się też w biżu, ale jeszcze nie wiem, jak je zrobić,bo jest tego za dużo!
W Nowym Roku życzę sobie dwa razy tyle szycia, a przynajmniej tyle, co w Starym:)
poniedziałek, 2 stycznia 2012
"Lusterko mówi mi, że mogę iść"
Ostatnie poprawki i poszłam na pierwszą imprezę Sylwestrową do lokalu.
Było bardzo miło. Bawiliśmy się z Ziutkiem i moim rodzicami szampańsko. Mimo infekcji i zasmarkania udało mi się wytańczyć i wyskakać, mam tylko nadzieję, że moje kulejące ostatnio zdrowie nie pogorszy się i nie przypłacę tej imprezy, czymś gorszym.
A w co się ubrałam?
W sukienkę z Burdy 11/2011, model 123 rozmiar 38
oraz etolę z Burdy 12/2011, model 117. Tu muszę podziękować Mańkowi z forum "Szyjemy po godzinach" za to, że poratowała mnie opisem szycia etoli, bo ja niestety zapomniałam zabrać z domu tego numeru Burdy, a obszywałam się u rodziców.
Sukienka była od rozmiaru 38, a ja jestem pomiędzy 36-38, letnie sukienki szyję w rozmiarze 36 i bałam się, że ta będzie za duża. A tu było odwrotnie, kiecka jest na styk!
Minusem tego modelu jest wielki dekolt. Jest tak duży, że każdy biustonosz byłoby widać. Próbowałam o kilka centymetrów podnieść w górę to wycięcie, ale na wiele to się nie zdało. Włożyłam więc koszulkę z ozdobną koronką.
Ten fason jest dobry dla kobiet równo zbudowanych i o pełnych kształtach. Taki chudzielec jak ja, z nierównymi ramionami może mieć kłopoty z ładnym ułożeniem sukienki na ciele.
Najważniejsze: świadomość, że jestem ubrana zgodnie z najnowszymi trendami, w niepowtarzalnym stroju własnej produkcji jest bezcenna!!! Zakupy mnie nie kręcą, ale uszycie sobie czegoś fajnego już tak:) Na pewne niedociągnięcia przymykam oko, w końcu to jest moja 30 uszyta rzecz, jestem samoukiem, wciąż się uczę, a każda następna jest i będzie coraz lepsza:)
Wszystkim zaglądającym życzę dobrego 2012 roku!
Liczę, że tym postem przerwę długie milczenie spowodowane powrotem do pracy i kulejącym zdrowiem. Zatem, oby do przeczytania!
Było bardzo miło. Bawiliśmy się z Ziutkiem i moim rodzicami szampańsko. Mimo infekcji i zasmarkania udało mi się wytańczyć i wyskakać, mam tylko nadzieję, że moje kulejące ostatnio zdrowie nie pogorszy się i nie przypłacę tej imprezy, czymś gorszym.
A w co się ubrałam?
W sukienkę z Burdy 11/2011, model 123 rozmiar 38
oraz etolę z Burdy 12/2011, model 117. Tu muszę podziękować Mańkowi z forum "Szyjemy po godzinach" za to, że poratowała mnie opisem szycia etoli, bo ja niestety zapomniałam zabrać z domu tego numeru Burdy, a obszywałam się u rodziców.
Sukienka była od rozmiaru 38, a ja jestem pomiędzy 36-38, letnie sukienki szyję w rozmiarze 36 i bałam się, że ta będzie za duża. A tu było odwrotnie, kiecka jest na styk!
Minusem tego modelu jest wielki dekolt. Jest tak duży, że każdy biustonosz byłoby widać. Próbowałam o kilka centymetrów podnieść w górę to wycięcie, ale na wiele to się nie zdało. Włożyłam więc koszulkę z ozdobną koronką.
Ten fason jest dobry dla kobiet równo zbudowanych i o pełnych kształtach. Taki chudzielec jak ja, z nierównymi ramionami może mieć kłopoty z ładnym ułożeniem sukienki na ciele.
Najważniejsze: świadomość, że jestem ubrana zgodnie z najnowszymi trendami, w niepowtarzalnym stroju własnej produkcji jest bezcenna!!! Zakupy mnie nie kręcą, ale uszycie sobie czegoś fajnego już tak:) Na pewne niedociągnięcia przymykam oko, w końcu to jest moja 30 uszyta rzecz, jestem samoukiem, wciąż się uczę, a każda następna jest i będzie coraz lepsza:)
Wszystkim zaglądającym życzę dobrego 2012 roku!
Liczę, że tym postem przerwę długie milczenie spowodowane powrotem do pracy i kulejącym zdrowiem. Zatem, oby do przeczytania!
niedziela, 4 grudnia 2011
Jedna babka i dwa kęsy Wiewiórki
Wczoraj wieczorem zadzwoniła do mnie koleżanka z pracy z kulinarnym pytaniem. Tak jej posmakowało ciasto, które zrobiłam na powitanie, że koniecznie chciała zrobić je swojej mamie z okazji Barbórki.
I tym telefonem przypomniała mi, że nie pokazałam co przygotowałam na dzień dobry do pracy.
Zatem teraz Wiewiórka i babeczki według Zbyszkowej mają swoje pięć minut.
Przepisy te prezentuję tutaj, bo nijak mają się do mojej diety:) i z tego powodu nie zamieszczę ich na moim blogu kulinarnym.
Do mojej rodziny trafił przepis na szybkie ciasto. Źródłem tego przepisu jest żona kuzyna Zbyszka (Babciu popraw mnie, jeśli pomyliłam kuzynów;)). Dlatego ciasto nazywam czasem ciastem od Zbyszkowej. Oczywiście zmodyfikowałam je po swojemu;)
A oto oryginalny przepis
Pozostaje tylko pytanie: gdzie kupić ‘Antonówki’ lub ‘Boikeny’? Są to stare i trudno dostępne odmiany. Do pracy zrobiłam z odmiany ‘Idared’ (producent „Nasz Sad”) i choć ta odmiana ma zwolenników chyba tyle co przeciwników, to ciasto wyszło przepyszne!
Będę korzystać z tego przepisu w przyszłość, ale raczej w formie babeczek (przerobię je jak ciasto Zbyszkowej). Spróbuję upiec je bez czekolady i z karobem zamiast kakao, i na jajkach przepiórczych (bo kurzych nie mogę).
I tu muszę z ręką na sercu przyznać się, że nie udało mi się oprzeć i skosztowałam obu ciast;( Jedną babeczkę i dwa kęsy Wiewiórki. Cóż… mogę jedynie obiecać poprawę i powiedzieć, że ciasta wyszły mi pierwszorzędnie. Prezes to nawet z blaszki resztki Wiewiórki wyjadał:)
I tym telefonem przypomniała mi, że nie pokazałam co przygotowałam na dzień dobry do pracy.
Zatem teraz Wiewiórka i babeczki według Zbyszkowej mają swoje pięć minut.
Przepisy te prezentuję tutaj, bo nijak mają się do mojej diety:) i z tego powodu nie zamieszczę ich na moim blogu kulinarnym.
Do mojej rodziny trafił przepis na szybkie ciasto. Źródłem tego przepisu jest żona kuzyna Zbyszka (Babciu popraw mnie, jeśli pomyliłam kuzynów;)). Dlatego ciasto nazywam czasem ciastem od Zbyszkowej. Oczywiście zmodyfikowałam je po swojemu;)
A oto oryginalny przepis
Ciasto Zbyszkowej
Składniki:
2 szklanki mąki
1 i ½ szklanki cukru pudru
1 literatka oleju (100 ml)
4 jajka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
4 jabłka w kostkę (‘Antonówki’, ‘Boikeny’)
1 szklanka orzechów włoskich
Aromat
Wykonanie:
Wszystkie składniki połączyć, na koniec dodać jabłka i orzechy. Wymieszać i przełożyć na blaszkę wysmarowaną margaryną i posypaną bułka tartą.
Piec ok. 40-50 min w 180 st. C.
Moje modyfikacje:
Kiedyś piekłam te ciasto w prostokątnej blaszce z orzechami. Jednak od czasu gdy nasz przyjaciel był w szpitalu piekę je po swojemu. Nasz przyjaciel R. uwielbia cynamon i chcieliśmy zrobić mu coś cynamonowego by osłodzić szpitalne życie. Wtedy to powstała modyfikacja zamiast ciasta w blaszce zrobiłam babeczki (łatwiej jeść w szpitalu babeczki niż kroić ciasto). Nie miałam orzechów, więc zrezygnowałam z nich, za to dodałam duuużo cynamonu.
Z powyższej porcji wychodzi 24 babeczki (czyli dwie muffinkowe blaszki). Czas pieczenia skraca się o połowę – 1 porcja siedzi w piekarniku 20-25 minut.
Składniki:
2 szklanki mąki
1 i ½ szklanki cukru pudru
1 literatka oleju (100 ml)
4 jajka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
4 jabłka w kostkę (‘Antonówki’, ‘Boikeny’)
1 szklanka orzechów włoskich
Aromat
Wykonanie:
Wszystkie składniki połączyć, na koniec dodać jabłka i orzechy. Wymieszać i przełożyć na blaszkę wysmarowaną margaryną i posypaną bułka tartą.
Piec ok. 40-50 min w 180 st. C.
Moje modyfikacje:
Kiedyś piekłam te ciasto w prostokątnej blaszce z orzechami. Jednak od czasu gdy nasz przyjaciel był w szpitalu piekę je po swojemu. Nasz przyjaciel R. uwielbia cynamon i chcieliśmy zrobić mu coś cynamonowego by osłodzić szpitalne życie. Wtedy to powstała modyfikacja zamiast ciasta w blaszce zrobiłam babeczki (łatwiej jeść w szpitalu babeczki niż kroić ciasto). Nie miałam orzechów, więc zrezygnowałam z nich, za to dodałam duuużo cynamonu.
Z powyższej porcji wychodzi 24 babeczki (czyli dwie muffinkowe blaszki). Czas pieczenia skraca się o połowę – 1 porcja siedzi w piekarniku 20-25 minut.
Pozostaje tylko pytanie: gdzie kupić ‘Antonówki’ lub ‘Boikeny’? Są to stare i trudno dostępne odmiany. Do pracy zrobiłam z odmiany ‘Idared’ (producent „Nasz Sad”) i choć ta odmiana ma zwolenników chyba tyle co przeciwników, to ciasto wyszło przepyszne!
Wiewiórka
Składniki:
5-6 jabłek
2 szklanki mąki
1 szklanka cukru
Cukier waniliowy
3 łyżki kakao – gorzkie
2 łyżeczki cynamonu
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
Pół szklanki mleka
¾ szklanki oleju
3 jajka rozbite rozbełtane widelcem
Garść rodzynek i dowolnych orzechów
Można dodać tabliczkę pokruszonej czekolady
Wykonanie:
- suche mieszamy w misce
- dodajemy mokre (jajko, olej, mleko) mieszamy mikserem
- jabłka kroimy w grubą kostkę
- dodajemy jabłka, orzechy, rodzynki, czekoladę
Wlewamy do tortownicy, pieczemy ok. 50 minut w 190 stopniach. Posypujemy cukrem pudrem.
Moje modyfikacje:
Jabłka odmiany ‘Idared’. Dodałam po garści orzechów włoskich i płatków migdałowych oraz połowę tabliczki gorzkiej czekolady. Wymieszałam łyżką i nie posypałam cukrem pudrem
Przepis ten pochodzi od koleżanki z pracy i już po firmie krążył, ale chyba dopiero teraz podbił niektóre serca. Koleżanka używa czekolady mlecznej, a mi jakość nawet do głowy nie przyszło, by brać się za mleczną. Jakoś tak jasne było, że powinna to być czekolada gorzka i to było dobre posunięcie.Składniki:
5-6 jabłek
2 szklanki mąki
1 szklanka cukru
Cukier waniliowy
3 łyżki kakao – gorzkie
2 łyżeczki cynamonu
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
Pół szklanki mleka
¾ szklanki oleju
3 jajka rozbite rozbełtane widelcem
Garść rodzynek i dowolnych orzechów
Można dodać tabliczkę pokruszonej czekolady
Wykonanie:
- suche mieszamy w misce
- dodajemy mokre (jajko, olej, mleko) mieszamy mikserem
- jabłka kroimy w grubą kostkę
- dodajemy jabłka, orzechy, rodzynki, czekoladę
Wlewamy do tortownicy, pieczemy ok. 50 minut w 190 stopniach. Posypujemy cukrem pudrem.
Moje modyfikacje:
Jabłka odmiany ‘Idared’. Dodałam po garści orzechów włoskich i płatków migdałowych oraz połowę tabliczki gorzkiej czekolady. Wymieszałam łyżką i nie posypałam cukrem pudrem
Będę korzystać z tego przepisu w przyszłość, ale raczej w formie babeczek (przerobię je jak ciasto Zbyszkowej). Spróbuję upiec je bez czekolady i z karobem zamiast kakao, i na jajkach przepiórczych (bo kurzych nie mogę).
I tu muszę z ręką na sercu przyznać się, że nie udało mi się oprzeć i skosztowałam obu ciast;( Jedną babeczkę i dwa kęsy Wiewiórki. Cóż… mogę jedynie obiecać poprawę i powiedzieć, że ciasta wyszły mi pierwszorzędnie. Prezes to nawet z blaszki resztki Wiewiórki wyjadał:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)















