poniedziałek, 16 maja 2011

Piekło…

…się w sobotę u Wiewióry i u mnie.
U Wiewióry upiekł się przepyszny chlebek dla mnie. O mniam, mniam, mniam! Przepis znajdziecie tu, a zdjęcie poniżej

Wiewiórko! Wielkie dzięki za miłe popołudnie, za ciasteczka i chlebek, za wszystko! Jak to dobrze, że jesteś!
Małe Wiewiórzątko kolejny raz podbiło serce, tym razem nie tylko moje, ale też i mojej Mamy (znów jest u mnie:)).

A u mnie piekły się babeczki na niedzielne spotkanie forumowe.

To lekko zmodyfikowany przepis, który dostałam od mojego Dziadka, rewelacyjnego kucharza! Ciasto szybkie, proste, nie trzeba wagi, miksera. Wystarczą łyżka i szklanka
Ciasto Dziadka M.
2 szklanki mąki
1 i ½ szklanki cukru pudru
1 literatka oleju (100 ml)
4 jajka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
4 jabłka pokrojone w kostkę (kwaskowe, Antonówki, Bojkeny)
1 szklanka orzechów włoskich
Aromat

Wszystko połączyć, na koniec dodając jabłka i orzechy. Wymieszać i przełożyć na blachę do pieczenia wysmarowaną margaryną i wysypaną bułką tartą. Piec ok. 40–50 min.w 180 st. C.

Moje modyfikacje
Cukier zwykły
Bez orzechów
Dużo cynamonu lub mieszanki aromatycznych przypraw (cynamon, kardamon). W formie Muffinek ciasto piecze się krócej – 15–20 min.
Minus – babeczki po wyjęciu z piekarnika opadają, ale smakują wyśmienicie.

piątek, 13 maja 2011

Blogger wrrr!

Zauważyłam już, że nie tylko ja miałam problem z Bloggerem. Ostatni post zniknął, potem był, potem znów zniknął i nie mogłam się zalogować. A dziś wieczorem udało mi się wreszcie zalogować i widzę, że nie ma mojego ostatniego wpisu (Zieleń majowa). Przed chwilą ponownie zajrzałam do "edytuj posty" i jest! Ale się nie wyświetla i ma jakieś dziwne formatowania.
Nic nie rozumiem, trudno, fajnie, że post się znalazł, ale przepadły komentarze do niego, a były takie miłe;(
Post zedytowałam i opublikowałam ponownie. Może teraz nie zniknie?
Z innych ciekawych spraw, to wreszcie odbyło się losowanie wymianki kwiatowej. Już wiem komu przygotuję swoją pracę:)

Zieleń majowa

Kolejne kolczyki sutaszowe. Trochę w zarysie podobne do tych z niebieskiego kompletu, który bardzo dobrze się nosi. Jest lekki, wygodny, nigdzie mi się nie wczepia i nie gryzie.
Mam do nich kilka ale, jednak nie będę o tym pisać, bo Ziutek jest zachwycony i jak tu zajrzy to będzie na mnie zły.
Powstały też niebieskie bliźniaczki. Fotka marna bo z komórki, niestety bateria w aparacie słabuje. Pewnie po tym jak wykąpałam ją w herbacie...wpadła mi niechcący do kubka, jakbym próbowała trafić to nigdy bym tak nie trafiła, a bateria zrobiła fru z moich rąk i wylądowała w herbacie. Słodkiej i z cytryną, bo taką najczęściej piję.

poniedziałek, 9 maja 2011

Przegląd tygodnia

Poniedziałek
Wspominałam, że pojechałam po chleb do Wiewiórki i tak sobie marzyłam, że zjem sobie tego pysznego chlebka z równie pyszną kiełbaską produkcji Tatusia

I co? Okazało się, że gdy ja gościłam w Wiewiorczym Azylu, to Ziutek zjadł moją kiełbaskę! A to była specjalna kiełbaska dla mnie bez niedozwolonych składników! Teraz mogę tylko sobie popatrzeć na fotkę.
Wtorek
Nie mogłam długo złościć się na Ziutka, bo ruszył naszą maszynę. Jest zupełnie inna niż te Singery, które znałam. Bembenka się nie wyciąga!

Wydaje mi się, że można regulować tylko naprężenie nici górnej. No i okazało się, że górna jest za luźna. Ja się poddałam, do maszyny siadł Ziutek:
I udało mu się maszynę wyregulować i teraz mogę szyć, nawet gdy nie będzie prądu:)
Środa
Ziutek zrobił falafele. Czyli kotleciki z ciecierzycy. Przepis od Wiewiórki z Kulinarnego Atlasu (chyba).
Sobota
Filcowanie u Wiewióry, do tego wyżerka, miła atmosfera. Tylko niestety małe Wiewiórzątko choruje:( A jest na tyle przebiegłe, że nie daje sobie zapodać leków. Nie da się przemycić jak psu lub kotu w parówce lub innym smakołyku. Akceptuje tylko czystą wodę:( Mam nadzieję, że szybko wyzdrowieje i znów będzie z nami aktywnie uczestniczyć w filcowaniu.
A oto co utworzyłam
futerał na moją komórkę. Trochę za mocno zfilocwałam, ale udało mi się rozciągnąć na mokro. Wcisnęłam do środka płaskie pudełko po cukierkach miętowych i tak sobie futerał wysychał. Teraz komórka mieści się bez trudu.
I nieudane anturium. Chyba lepiej jak pozostanę, przy abstrakcyjnych kwiatach i nie będę próbować naśladować Matki Natury...
Niedziela
Minęła za szybko i troszkę sutaszowo. Gdy skończę pokażę, co udało mi się zrobić. Sukienka skrojona leży i czeka... Oby doczekała się przed nadejściem lata.

środa, 4 maja 2011

Długi weekend cz. III i ostatnia

Piersi drobiowe w sosie brokułowo-pomarańczowym
Składniki:
1 kg piersi z indyka (u mnie było i mniej i były z kurczaka)
30 dag białego sera
6 cienkich plasterków boczku wędzonego (z tego zrezygnowałam)
80 dag brokułów
2 pomarańcze
250 ml śmietany kremówki
4 łyżki mąki pszennej
1 pęczek natki pietruszki
3 łyżki masła
Curry, sól, biały pieprz.

Wykonanie:
Posiekaną natkę zmiksować z białym serem, solą i białym pieprzem. Filety rozkroić i rozbić, układać na nich plastry boczku, rozsmarować farsz serowy i zwijać ruloniki. Można spiąć wykałaczką lub związać bawełnianą nitką.
Gotować na parze 30 minut.
Dołożyć brokuły i dalej gotować jeszcze jakieś 20 minut.
Roladki przełożyć na ogrzany półmisek. Ugotowane na parze brokuły i cząstki wyfiletowanych pomarańczy dusić z masłem ok. 3 minut. ¾ pomarańczy i brokułów ułożyć na półmisku wokół roladek, resztę zmiksować z 400 ml wywaru pozostałego z parowania mięsa i brokułów, dodać mąkę wymieszaną ze śmietaną i gotować 3 minuty.
Doprawić curry, solą i pieprzem. Sos podawać w sosjerce, całość serwować na ciepło z ryżem lub pieczywem.

Warianty:
Zamiast jednej dużej rolady można zrobić kilka mniejszych.
Na rozbitych kawałkach mięsa można kłaść liście szpinaku, na to plastry boczku i farsz, a całe zwinięte roladki owijać plastrami cukinii.
Farsz można wykonać z dodatkiem mięsa, sera żółtego, pasty paprykowej.

Moje modyfikacje:
Zamiast indyka był kurczak, były małe koślawe roladki, nie było boczku i zjedliśmy to bez ryżu i bez pieczywa. Fajne smaczne danie. Sos wypasiony i oryginalny, ale trzeba dobrze wyfiletować pomarańcze, bo jednak dają lekką cytrusową goryczkę. Na pewno powtórzę roladki z pastą serowo-pietruszkową gotowane na parze i już bez sosu. Świetnie smakuje uparowany ser z pietruszką.
Pogoda się zepsuła i musieliśmy zrezygnować z jedzenia na balkonie.

A wieczorem wybrałam się po chleb. Pomyślicie, kto na wsi po godzinie 20 wybiera się po chleb? Ano ja do Wiewiórczego Azylu (który faktycznie zaczyna być moim azylem, na wszystkie złe chwile i smutki), bo Wiewióra znów upiekła mi chleb taki jak tu. Zasiedziałam się trochę z córcią Wiewióry na kolanach, pijąc smaczną herbatkę i filcując na sucho igłą. Wiewiórcze Maleństwo dzielnie chciało pomagać, wciąż pytało dlaczego i składało życzenia na kolejne filcowanki (choinkę, jabłuszko) i dokładało wełny. Może jestem szalona, ale dałam 3-letniemu dziecku igłę do ręki i pozwoliłam trochę filcować. Oczywiście ja podtrzymywałam jej rączkę i wytłumaczyłam, że takich rzeczy nie wolno robić bez osoby dorosłej, np. bez mamy, „albo bez ciebie” dodało rezolutne Wiewiórzątko.
Wszystkim oburzonym moim niebezpiecznym występkiem dodam, że najpierw spytałam mamę dziecka, czy mogę, i wspomnę czasy gdy ja jako trzylatka siedziałam u babci na kolanach i szyłam na maszynie po czystej kartce papieru. Nic mi się nie stało, szycie kocham miłością coraz większą i mam nadzieję, że uda się też zaszczepić rękodzielniczego bakcyla u córci Wiewióry, a wszystko wskazuje na to, że tak:)
Fotorelacja z naszych działań jest u Wiewióry, zapraszam.
Dziękuję Ci Wiewiórko za przemiły wieczór, za radość wspólnego tworzenia i za pyszny chlebek, który znika w zastraszającym tempie.

Z twórczego placu boju: skrojona jest sukienka z żabotem. Mam nadzieję, że niebawem ją zaprezentuje.

poniedziałek, 2 maja 2011

Długi weekend cz. II

Późnym wieczorem w sobotę i w niedzielę koło południa powstał mój pierwszy sutaszowy komplet. Chyba prędko nie powędruje do Mamy, bo mam ochotę go ponosić i nacieszyć się nim:)

niedziela, 1 maja 2011

Długi weekend cz. I

Pierwszą część mojej zagadki wszystkie zgadujące osoby odgadły - to przyrząd do łapania oczek (i nie tylko). Pierwsza wpadła na trop Wiewióra, zatem Wiewióro cóż byś chciała dostać ta tę okoliczność? Kolce, broszka, makrama, filc, sutasz, czy jeszcze coś innego? Mam nowe wełny, więc może coś z tego?
Tu pochwalę się moim prezentem urodzinowym od brata i bratowej, trochę po urodzinach dostałam, ale dopiero teraz się widzieliśmy. Nowa super wełna, igły i uchwyty do nich.

Drugi przyrząd służy do cerowania. To takie małe krosienka, na których robi się łatkę i doszywa wokół dziury. Jeszcze nie mam fotki poglądowej, ale postaram się przygotować tutka, taka mała lekcja historii:))

A to poniżej to sobotnie śniadanko dla Ziutka, które udało mi się zrobić przed jego obudzeniem i podać mu do łóżka. To pyszny twarożek z ogórkiem, rzodkiewką, pomidorem i szczypiorkiem. Ja miałam to samo, ale z serkiem kozim. Też mniam:) Do tego kawa Anatol.
 Wczoraj na obiad było spaghetti z sosem łososiowym (przepis i fotka tu), a dziś była wschodnia zupa cytrynowa z kurczakiem
Składniki:
250 g brzoskwiń w syropie
250 g piersi z kurczaka
1 litr wody
2 kostki rosołowe
ząbek czosnku
80 g cebuli
100 g pieczarek
100 ml soku z cytryny
pół łyżeczki imbiru
pół łyżeczki słodkiej mielonej papryki
2 łyżki posiekanej pietruszki
szklanka ugotowanego ryżu

Wykonanie:
Pokrojoną w kostkę cebulę, wyciśnięty (lub siekany) czosnek, pokrojone w kostkę (2 cm) mięso, kostki rosołowe, syrop z brzoskwiń i wodę gotujemy ok. 20 minut.
Po tym czasie dodajemy pokrojone w plastry pieczarki wymieszane z sokiem z cytryny, pokrojone w grubą kostkę brzoskwinie, imbir, paprykę i ugotowany ryż. Gotujemy jakieś jeszcze jakieś 3-4 min.

Do zupy dodajemy natkę pietruszki i ewentualnie solimy.

Przepis pochodzi z książki Thermomix na bankiecie. W mojej dzisiejszej wersji nie było pieczarek (bo unikam grzybów) oraz kostek rosołowych (bo z zasady nie używam takich świństw, był bulion warzywny - pokrojona włoszczyzna gotowana w koszyczku). Poza tym wolę wyciskany czosnek, siekany mi nie smakuje. Specjaliści twierdzą, że jest różnica i ja ją czuję.

A na wieczór Ziutek zrobił pyszne gofry! Tak odpuściłam sobie dietę, tzn. nie do końca. Unikam kilku składników (żyta, jajek, nabiału krowiego, migdałów;( grzybów, drożdży).
A jutro będzie kurczaczek w sosie brokułowym z pomarańczami, jeszcze tego nie robiłam, ale mam nadzieję, że będzie pyszne. Dodam jeszcze, że wczoraj rozpoczęliśmy sezon balkonowy i obiadujemy na powietrzu.